Terminy krótsze, niż się zdaje

01-04-2014, 00:00

Rynek zamówień publicznych stwarza wiele okazji dla zdobycia kontraktów. Stawka jest wysoka — w 2012 r. wartość zamówień publicznych udzielonych w Polsce wyniosła ponad 132 mld zł.

Jeśli przedsiębiorca ma apetyt na kawałek „zamówieniowego tortu”, musi stanąć do przetargu. To natomiast wymaga ostrożności. Zdarzyć się może, że nawet i najlepsza oferta nie zostanie uznana za najkorzystniejszą w konkretnym postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego. Nie jesteśmy w takiej sytuacji bezbronni — Prawo zamówień publicznych (PZP) przewiduje środki ochrony prawnej, które umożliwiają nam wniesienie odwołania od decyzji zamawiającego.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydawać by się mogło jasne: na odwołanie mamy 15 dni. Jednak w PZP termin na wniesienie odwołania liczy się od dnia „przesłania informacji o czynności zamawiającego” stanowiącej podstawę wniesienia odwołania. Nie liczy się zatem dzień doręczenia, ale dzień wysłania. To jednak dopiero początek pułapek. Jeśli bowiem zamawiający prześle informację faksem lub e-mailem, to termin wynosi nie 15, ale 10 dni. W dalszym ciągu liczymy go od dnia przesłania informacji. Dodatkowo terminy na wniesienie odwołania są krótsze, „w przypadku gdy wartość zamówienia jest mniejsza niż kwoty określone w przepisach wydanych na podstawie art. 11 ust. 8.”. Oznacza to, że w przypadku zamówień na usługi i dostawy o wartości poniżej 134 tys. EUR (z pewnymi wyjątkami) bieg terminu na odwołanie wynosi odpowiednio 10 dni (w przypadku przesłania informacji drogą tradycyjną) lub nawet tylko pięć dni (w przypadku przesłania informacji faksem lub e-mailem). Tzw. próg unijny określa m.in. kwotę graniczną, od której uzależniona jest długość terminu na wniesienie odwołania. Aby mieć pełen obraz sytuacji, należy pamiętać o kolejnej wartości — 5 186 000 EUR. Terminy na wniesienie odwołania w postępowaniach o udzielenie zamówień publicznych na roboty budowlane, których wartość jest mniejsza od wskazanej kwoty, również wynoszą bowiem odpowiednio 10 i 5 dni.

A to wciąż nie koniec pułapek czyhających na wszystkich wkraczających w realia zamówień publicznych — zgodnie z PZP odwołanie musi bowiem zostać „wniesione” przed upływem terminu. Jeśli poprawnie sporządzone odwołanie, prawidłowo podpisane i z niezbędnymi załącznikami wyślemy pocztą przed upływem terminu, ale zostanie ono doręczone do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) już po jego upływie, to… zostanie odrzucone. Dla zachowania terminów liczy się bowiem termin rzeczywistego wpływu odwołania.

To natomiast może szczególnie skomplikować życie, jeśli termin upływa w sobotę. Jako że sobota nie jest dniem ustawowo wolnym od pracy, aby wnieść odwołanie na papierze z odręcznym podpisem — musimy je doręczyć do KIO najpóźniej w piątek do chwili zamknięcia biura podawczego. Pewnym ratunkiem jest możliwość wniesienia odwołania drogą elektroniczną, 24 godziny na dobę. W tym celu należy jednak zaopatrzyć się — z wyprzedzeniem — w bezpieczny podpis elektroniczny.

FILIP BALCERZAK

prawnik zagraniczny, associate, SSW Spaczyński, Szczepaniak i Wspólnicy

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Terminy krótsze, niż się zdaje