Wiadomości o zamachach w Syrii, Iraku, Afganistanie, ostatnio także Turcji — to już codzienność serwisów informacyjnych. Na szczęście jeszcze z mniejszą częstotliwością podobne tragedie uderzają w naszą strefę cywilizacyjną, ale odstępy czasowe się skracają. Przed północą z poniedziałku na wtorek do tragicznej listy dopisany został Manchester, w którym tuż po koncercie amerykańskiej piosenkarki Ariany Grande zginęła w wyniku eksplozji głównie młodzież i dzieci.

Brytyjska policja mozolnie wyświetla szczegóły, czy zamachowiec samobójca miał wspólników etc. Tragedia w ogromnej Manchester Arena otwiera jednak nowy rozdział logistyczny — przywołanie tej kategorii jest jak najbardziej na miejscu. Spełniły się ostrzeżenia specjalistów i zbrodniarz uderzył w wadę systemu ochronnego. Terroryści zdają sobie przecież sprawę, że organizatorzy wszelkich imprez masowych wprowadzają coraz więcej udoskonalanych bramek kontrolnych. Ale dotyczy to jedynie okresu przed meczem czy koncertem, a także w trakcie. Masy ludzkie są natomiast całkowicie bezbronne w fazie wychodzenia. Wtedy znikają wszelkie kordony, bo przecież chodzi o jak najsprawniejsze rozprowadzenie tłumu. W takich okolicznościach do strefy wcześniej kontrolowanej może bezproblemowo dostać się każdy z plecakiem pełnym śmierci.
Bardzo realne, że w Manchesterze zamachowiec obszedł zabezpieczenia właśnie w taki prosty sposób. Czyli — nie musiał obchodzić, bo w momencie zakończenia koncertu już ich nie było. Jeśli się to potwierdzi, świat będzie miał nowy problem, jako że szybko znajdą się naśladowcy. W konsekwencji dosłownie każde większe zgromadzenie będzie meczem czy koncertem podwyższonego ryzyka…