Tesco pudruje hipermarkety

opublikowano: 05-06-2013, 00:00

Ucieczkę klientów z dużych sklepów do małych mają powstrzymać restauracje w hali sprzedaży i zmiana asortymentu

Za plecami Biedronki — systematycznie zwiększającego przewagę nad konkurencją lidera polskiego rynku handlowego — trwa rywalizacja o to, jak się wyróżnić i przyciągnąć coraz bardziej wybrednych klientów. Brytyjskie Tesco, które ma w całym kraju 450 sklepów, postanowiło mocno zainwestować w przebudowę tracących popularność hipermarketów.

Zobacz więcej

CZAS NA ZMIANY: Tesco, którym kieruje w Polsce Ryszard Tomaszewski, próbuje na nowo wymyślić hipermarkety. Nie jest w tym odosobnione — podobne projekty prowadzą Carrefour oraz Auchan, który jest w trakcie przejmowania sklepów Real od wywieszającej białą flagę na polskim rynku hipermarketowym Grupy Metro. [FOT. ARC]

Wczoraj sieć oficjalnie zakończyła wart około 30 mln zł lifting hipermarketu na warszawskim Bemowie, który — jeszcze pod szyldem HIT — w 1994 r. był pierwszym sklepem tego typu w kraju.

— W tym roku otworzyliśmy już sześć placówek i uruchomimy kolejne, ale epoka wojny na ich liczbę na polskim rynku handlowym już się skończyła. Teraz chodzi o to, by wykorzystać istniejącą powierzchnię sprzedaży i dopasować ją do potrzeb klientów — twierdzi Ryszard Tomaszewski, prezes Tesco Polska. Na przebudowanych hipermarketach sieć przybija szyld Tesco Extra — dziś wisi on na 20 z 69 takich sklepów w kraju. Docelowo ma być na wszystkich, ale Brytyjczycy najpierw będą musieli uporać się ze sporymi problemami.

Jedzenie na ratunek

Tesco ma ostatnio słabą passę. W zakończonym w lutym roku finansowym globalnie zanotowało pierwszy od dwóch dekad spadek zysków. Źle było też na rynku polskim — sprzedaż Like for Like (LfL, czyli z wyłączeniem nowo otwieranych sklepów) spadła o 3 proc. Najgorszy był ostatni kwartał, gdy spadki sięgnęły aż 8,3 proc. Dla porównania ubiegłoroczna sprzedaż LfL Biedronki skoczyła o 6,4 proc. To wszystko sprawiło, że analitycy, zajmujący się notowaną w Londynie spółką, coraz częściej wieszczą jej wycofanie się z polskiego rynku, przynoszącego ponad 12 mld zł przychodów — w tym tygodniu w rekomendacji sugerował to Dave McCarthy, analityk Investecu. Wygląda jednak na to, że Brytyjczycy są dalecy od wywieszenia w Polsce białej flagi.

— Era hipermarketów się nie kończy — takie sklepy, jeśli mają dobre lokalizacje, zawsze będą sobie radziły na rynku, a klienci będą do nich przychodzić po coś nowego. Teraz otwieramy w nich m.in. punkty gastronomiczne Bistro — mamy już ich 32 — mówi Ryszard Tomaszewski. W sklepach rosną również działy z ubraniami i zabawkami, a także z artykułami świeżymi i daniami gotowymi.

— W hipermarketach kiedyś wystarczyło wyłożyć towar, a tłumy klientów przybiegały same. Dziś trzeba uważnie dopasowywać asortyment do trendów rynkowych — jeszcze trzy lata temu mieliśmy bardzo duże działy z telewizorami czy sprzętem AGD, ale ze względu na rozwój handlu internetowego ich utrzymywanie przestało się opłacać — mówi Ryszard Tomaszewski.

Cena jest najważniejsza

Tesco liczy też na to, że jego wyniki poprawi rozwijający się e-sklep — sieć wprowadziła m.in. punkty click & collect, pozwalając klientom na złożenie zamówienia w sieci i osobisty odbiór zakupów. Eksperci nie mają jednak wątpliwości — w najbliższym czasie i tak najważniejsze będą cięcia cen.

— Hipermarket spożywczy jako format handlowy już się zużył, bo klienci wolą robić podstawowe zakupy w mniejszych sklepach blisko domu. Poszerzanie innego asortymentu to oczywiście dobry kierunek i sposób na odróżnienie się od konkurencji, ale to tylko ładnie wyglądający dodatek. Klientów w Polsce przyciąga się raczej obniżaniem cen — i Tesco dobrze o tym wie, bo ostatnio ostro je ścięło — ocenia Agnieszka Górnicka, prezes agencji badawczej Inquiry.

Pracowniczy kłopot

Spadki sprzedaży to tylko jeden z problemów, spędzających sen z powiek zarządowi polskiego oddziału brytyjskiej sieci. Dziś przedstawiciele Tesco mają rozmawiać w Katowicach ze związkami zawodowymi w sprawie podwyżek płac. A jest o czym, bo propozycje sieci związkowcy (m.in. z Solidarności) uznali za „upokarzające” i uważają, że podwyżki powinny być przeciętnie dwa razy wyższe. W Tesco pracuje 28 tys. osób.

— Koniunktura gospodarcza czy sytuacja na rynku pracy generalnie nie sprzyjają podwyżkom, ale pod koniec maja przedstawiliśmy plan inwestycji w wynagrodzenia i świadczenia w 2013 r. Planowane podwyżki pensji w wysokości średnio 3,5 proc. dotyczyć będą wszystkich pracowników na stanowiskach podstawowych w sklepach. Po planowanych zmianach każdy z pracowników Tesco o przynajmniej rocznym stażu będzie zarabiał nie mniej niż 1952 zł brutto na pełny etat — mówi Michał Sikora, rzecznik Tesco.

Tymczasem sieć pokaże dziś wyniki za pierwszy kwartał tego roku finansowego. Ankietowani przez Bloomberga analitycy spodziewają się, że w Europie — poza Wielką Brytanią — Tesco zanotuje 4,5- procentowy spadek sprzedaży LfL, głównie ze względu na słabe wyniki w Polsce, Turcji i Czechach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu