Think-tank Morawieckiego

Dzięki przekształceniu trącącego myszką instytutu rządowa strategia rozwoju ma zyskać zaplecze analityczne. Eksperci wątpią w jego obiektywizm

Nowy ośrodek analityczny, działający na potrzeby polityki gospodarczej, powstanie na fundamencie Instytutu Badania Rynku, Konsumpcji i Koniunktur (IBRKK). Z informacji „PB” wynika, że prace nad zmianą modelu działania instytucji już się zaczęły i w ciągu najbliższych miesięcy powinna być znana formuła nowego think-tanku.

KOLEJNY ELEMENT UKŁADANKI:
Zobacz więcej

KOLEJNY ELEMENT UKŁADANKI:

Wicepremier Mateusz Morawiecki kieruje już dwoma kluczowymi dla polityki gospodarczej resortami: finansów i rozwoju, ma też w swoim portfolio szereg spółek, a za chwilę dołączy do nich zaplecze analityczne w postaci nowego think-tanku. Wszystkie instrumenty mają współbrzmieć z realizacją rządowej strategii rozwoju. Grzegorz Kawecki

— Chcemy zapewnić sobie nowoczesne centrum analityczne, które będzie przygotowywało raporty związane z polityką sektorową, projektami czy inwestycjami uznanymi za priorytetowe w Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju — mówi osoba znająca szczegóły, która chce zachować anonimowość.

Powiew nowoczesności

IBRKK to jeden z 38 instytutów badawczych, które podlegają wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Powstał w 2007 r. z połączenia Instytutu Badania Koniunktur Gospodarczych i Cen, którego historia sięga XX-lecia międzywojennego, oraz powstałego pod koniec lat 60. ubiegłego wieku Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego. Misją IBRKK „jest rozwój badań naukowych”, a „wnioski i rekomendacje z tych badań mogą być wykorzystywane przez administrację państwową i podmioty gospodarcze”. Zdaniem rządu, na papierze wszystko się zgadza, ale pożytek z instytutu w obecnej formie jest znikomy.

— Instytut nieco trąci myszką. Po zmianach ma działać jak nowoczesny think-tank i dawać ekspercką wiedzę o tym, w jakim kierunku mają iść rządowe plany czy inwestycje. Zależy nam na analizach branżowych i sektorowych, a nie prognozach makroekonomicznych — mówi nasz rozmówca.

Informuje, że przekształcenie instytutu będzie wymagało zmiany prawa i modelu finansowego. Za przygotowanie koncepcji zmian odpowiada Bogusław Bławat, który został we wrześniu ubiegłego roku dyrektorem IBRKK. W najbliższych miesiącach na biurku Mateusza Morawieckiego powinna się znaleźć spójna wizja reformy instytutu.

— Pensje mają być rynkowe, analizy — robione nie tylko przez teoretyków, a instytut ma być otwarty na współpracę z sektorem prywatnym i podmiotami wyspecjalizowanymi w konkretnych segmentach rynku — twierdzi nasz informator.

Kluczowa niezależność

Eksperci uważają, że tworzenie rządowych think-tanków ma sens tylko wtedy, gdy będą miały realne przełożenie na politykę państwa.

— Dzisiaj państwo ma ręce, czyli ministerstwa, ale nie ma mózgu, który jest na ul. Nowogrodzkiej [w siedzibie PiS — red.]. Nie potrzebujemy kolejnego ośrodka naukowego, który będzie zastępował rynek tam, gdzie obecnie działają fundacje i instytuty. Trzeba stworzyć premierowskie centrum analiz strategicznych — miejsce, gdzie projekty takie jak reforma emerytalna czy ustawa o ustroju Warszawy będą dopracowywane, a ich skutki obliczane — mówi Piotr Arak, ekspert Polityki Insight. Przypomina historię Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, które powstało z przekształcenia Centralnego Urzędu Planowania.

— PiS zlikwidowało ten urząd w 2006 r., bo słusznie uznało, że nie przedstawia on żadnej wartości dla rządu — zwraca uwagę Piotr Arak. Zdaniem Macieja Bukowskiego, który był członkiem zespołu doradców strategicznych działającego w kancelarii premiera za rządów poprzedniej ekipy, a obecnie kieruje niezależnym think-tankiem WiseEuropa, rola takich instytucji jest inna — pobudzanie debaty na podstawie analiz i komentarzy. Wartością jest niezależność eksperckiej instytucji od partii, administracji czy zamożnych fundatorów.

— Niektóre rządy próbują nazywać think-tankami instytucje, które bezpośrednio kontrolują. Ich autonomia zależy od kultury politycznej, instytucjonalnej i finansowej w danym kraju, a także od tego,

kim są ludzie je prowadzący. Z tego wynika wartość tworzonych przez nie analiz oraz ich percepcja przez odbiorców — podkreśla prezes WiseEuropy. Przypomina, że w polskich warunkach, gdzie każdej zmianie rządu towarzyszy kadrowa miotła, trudno jest liczyć na obiektywizm państwowych instytutów badawczych.

— Gdyby rząd potrzebował niezależnych ocen, powinien raczej utworzyć fundusz, z którego finansowałby — na otwartych, transparentnych zasadach konkursowych — analizy przygotowywane przez wiele niezależnych, różnokolorowych ośrodków — mówi Maciej Bukowski. Jego zdaniem, działający pod skrzydłami resortu zespół analityków trudno będzie traktować jako niezależny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Think-tank Morawieckiego