GUS podał, że przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 12,6% rok do roku. Natomiast w ujęciu miesiąc do miesiąca spadło o 0,2%. Informacje te były lepsze od prognoz, jednak nie przyczyniły się do umocnienia złotego. Nasza waluta traciła w stosunku do dolara, czego przyczyną była zniżka kursu pary EUR/USD. Osłabienie w stosunku do euro wynikało z zapowiedzi wypłat dywidend przez największe spółki WIG20 inwestorom zagraniczny.
Do czasu środowych publikacji makroekonomicznych rodzima waluta się umacniała, korygując poniedziałkowe spadki. Jej notowania w znacznym stopniu uzależnione były od ruchów na eurodolarze. W wyniku deprecjacji amerykańskiej waluty kurs pary USD/PLN spadł nawet poniżej poziomu 2,1500. Również w stosunku do euro złoty zyskiwał na wartości. Nie był to jednak tak dynamiczny wzrost, jak w przypadku dolara. Spadek kursu EUR/PLN zatrzymał silny opór na poziomie 3,3800. Po przebiciu tego poziomu kurs mógłby dalej zniżkować w kierunku poziomów 3,3600 – 3,3500. Tak się jednak nie stało.
Umocnienie złotego powstrzymały publikacje makroekonomiczne z naszej gospodarki.
Poznane dane o dynamice produkcji przemysłowej były niemal zgodne z oczekiwaniami analityków. Produkcja wzrosła o 14,9% r/r wobec oczekiwanych 14,5%. Zaskoczenia nie było, bowiem marcowy spadek wartości tego wskaźnika spowodowany był czynnikami nadzwyczajnymi. Spodziewano się, że w kwietniu dynamika produkcji powróci do dwucyfrowej wartości. Również inflacja bazowa netto była zgodna z oczekiwaniami analityków. Oczekiwano wartości na poziomie 2,8% i taką właśnie informację podał NBP. Natomiast niżej niż prognozowano wzrosły ceny producentów przemysłowych. Analitycy szacowali wzrost o 2,6% rok do roku, tymczasem wskaźnik ten wyniósł 2,5%. Oznacza to, że silny złoty hamuje wzrost inflacji, potwierdzając tym samy, że prawdopodobieństwo podniesienia kosztu pieniądza przez RPP w maju jest niewielkie. Poznane dane sprawiły, że inwestorzy postanowili zrealizować swoje zyski przed zbliżającym się długim weekendem. Kurs EUR/PLN zwyżkował powyżej poziomu 3,4100. Również w stosunku do dolara złoty uległ deprecjacji. Jednak para USD/PLN zachowywał się dużo bardziej stabilnie, oscylując w okolicach poziomu 2,1700. Czwartkowe święto zostało tradycyjnie już wykorzystane przez inwestorów do osłabienia rodzimej waluty. Kurs EUR/PLN wzrósł do istotnej bariery 3,4200. Kurs USD/PLN kosmetycznie zwyżkował w okolice poziomu 2,1740. Ostatnia sesja w tygodniu przyniosła odreagowanie czwartkowego osłabienia. Złoty umacniał się zarówno w stosunku do euro, jak i dolara. Para EUR/PLN zmagała się z oporem na poziomie 3,4000, natomiast kurs USD/PLN spadł poniżej 2,1600. W najbliższym czasie nasza waluta w dalszym ciągu powinna się umacniać. RPP prawdopodobnie zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych w czerwcu, jednak silny złoty jest w chwili obecnej korzystny dla gospodarki. Przyczynia się on do zmniejszenia presji inflacyjnej, hamując wzrost cen żywności i energii. A jak pokazały ostatnie dane o bilansie handlowym, polscy eksporterzy radzą sobie z mocną rodzimą walutą.
Podczas minionego tygodnia na rynku światowym
obserwowaliśmy powrót amerykańskiego dolara do dynamicznego osłabienia. Kurs
EUR/USD wzrósł do poziomu 1,58, pokonując po drodze istotny opór 1,57. W
czwartek kurs tej pary walutowej powrócił w pobliże wspomnianej bariery. Jeśli
nie powiedzie się próba jej ponownego pokonania, tym razem w dół, z punktu
widzenia analizy technicznej będzie to silny sygnał przemawiający za dalszymi
wzrostami wartości euro wyrażanej w dolarze. Mogą one zaprowadzić kurs EUR/USD
na nowe szczyty.
Impuls do silnego umocnienia euro względem dolara dał m.in.
lepszy od oczekiwań odczyt indeksu klimatu gospodarczego instytutu Ifo z
Niemiec. W maju wzrósł on do poziomu 103,5 pkt. Prognozy zakładały jego
niewielki spadek do 102 pkt ze 102,4 pkt w kwietniu. Miesiąc temu wskaźnik ten
negatywnie zaskoczył inwestorów, co dało początek sześciocentowej korekcie w
notowaniach EUR/USD. Jeżeli jego majowy odczyt zapoczątkuje ruch o podobnej
skali tylko o przeciwnym kierunku, już wkrótce wartość euro wyrażana w dolarze
znajdzie się na historycznych szczytach.
Silne wzrosty zapoczątkowane po
publikacji wskaźnika Ifo powstrzymały znacznie słabsze od oczekiwań dane ze
strefy euro na temat zamówień w przemyśle. W marcu odnotowały one spadek zarówno
w ujęciu miesięcznym (1%) jak i rocznym (2,5%). Doniesienia te świadczą o wciąż
pogarszającej się sytuacji europejskich przedsiębiorstw, które coraz silniej
odczuwają negatywne skutki umocnienia euro.
W środę poznaliśmy zapiski z
ostatniego posiedzenia amerykańskiego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), które
odbyło się w dniach 29-30 kwietnia. Zadecydowano na nim o pozostawieniu stóp
procentowych w Stanach Zjednoczonych na dotychczasowym poziomie. Po takiej
decyzji, na rynku pojawiły się pogłoski, że zapoczątkowany we wrześniu minionego
roku cykl obniżek kosztu pieniądza w Stanach Zjednoczonych dobiegł końca. Pogląd
taki wydają się potwierdzać zapiski z ostatniego posiedzenia. Wynika z nich, że
obecnie członkowie FOMC dużo większą wagę przykładają do utrzymania inflacji w
ryzach. W opinii większości z przedstawicieli Komitetu Otwartego Rynku ryzyko
dalszego spowolnienia gospodarczego w USA jest równoważone przez ryzyko
nadmiernego wzrostu inflacji. Jak wynika z prognoz opublikowanych na ostatnim
posiedzeniu FOMC, szanse na to, że któreś z tych zagrożeń ulegnie zmniejszeniu w
najbliższym czasie są bardzo małe. Przedstawiciele tej instytucji szacują, że
tempo wzrostu gospodarczego w USA w tym roku wyniesie 0,3-1,2%, wcześniej
zakładano przedział 1,3-2%. Równocześnie dokonano rewizji w górę prognoz
wskaźnika inflacji konsumentów na ten rok. Taki przyszły obraz amerykańskiej
gospodarki, z niskim tempem wzrostu i galopującą inflacją, przyczynił się do
pogorszenia nastrojów na rynku kapitałowym w USA. W środę indeks Dow Jones
odnotował drugi z rzędu ponad jednoprocentowy spadek. Niezbyt dobra atmosfera
panowała również na europejskich i azjatyckich parkietach. Na rynkach wzrosła
awersja do ryzyka, jednak fakt ten nie przełożył się tym razem na znaczące
umocnienie japońskiego jena. Kurs USD/JPY spadł co prawda chwilowo poniżej
103,00, jednak ruch ten wynikał przede wszystkim z wyprzedaży dolara na rynkach
światowych. Na notowania jena nie miała również wpływu zgodna z oczekiwaniami
decyzja Banku Japonii o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian.
W
ostatnich dniach cena ropy osiągnęła kolejny historyczny szczyt. Za baryłkę ropy
brent w Londynie płacono nawet 135 USD. Po raz kolejny jako pretekst do
wywindowania wartości tego surowca posłużyły obawy o wystarczalność jego podaży,
które rozbudził m.in. nieoczekiwany spadek zapasów ropy w Stanach
Zjednoczonych.
Mikołaj Kusiakowski
Tomasz
Regulski
Departament Doradztwa i Analiz
DM TMS Brokers S.A.