To będzie rok rekordu cen ropy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-03-06 00:00

W 2012 r. baryłka ropy będzie o 11 proc. droższa niż w 2011. Gospodarka płaci za drukowanie pieniędzy przez banki centralne

W ubiegłym roku baryłka ropy naftowej kosztowała na giełdzie w Londynie średnio 111 USD. To był historyczny rekord — jeszcze nigdy surowiec nie był tak drogi tak długo.

Wszystko wskazuje jednak na to, że rekord... długo się nie utrzyma. W 2012 r. cena ropy będzie jeszcze wyższa. Jak prognozuje Erste Group, w 2012 r. baryłka ma kosztować średnio 123 USD, czyli 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Wczoraj cena surowca doszła już to tego poziomu.

— Nawet po uwzględnieniu inflacji jest to cena wyższa niż w 2008 r. i wyższa niż w czasach szoku naftowego z lat 1979-80 — mówi Ronald Stoeferle, analityk Erste Group. Dodaje, że przejściowo ropa może być nawet znacznie droższa od prognozowanej średniej na cały rok.

— Jeśli kryzys irański się zaostrzy i zamknięta zostanie cieśnina Ormuz, cena baryłki może wzrosnąć nawet do 200 USD — twierdzi Ronald Stoeferle.

Znikąd pomocy

Prognoza banku jest zgodna z opinią większości ekspertów rynków towarowych. — W perspektywie bieżącego roku nie widzę argumentów, które przemawiałyby za trwałym spadkiem cen ropy — twierdzi Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

— Nawet gdyby sytuacja w Iranie potoczyła się pomyślnie i na rynek wrócił spokój, cena ropy ma szanse spaść najwyżej w okolice 110 USD — dodaje Tomasz Regulski, analityk Raiffeisen Banku.

To znaczy, że raczej nie ma co liczyć, że ceny paliw na polskich stacjach prędko pójdą w dół. Według danych Polskiej Izby Paliw Płynnych, w minionym tygodniu średnia cena benzyny PB95 ustanowiła nowy rekord, na poziomie 5,68 zł za litr.

Według ekspertów, do podobnych poziomów trzeba się przyzwyczaić, a przejściowo mogą pojawić się nawet ceny wyraźnie powyżej 6 zł.

— Ropa w przeliczeniu na złote jest bliska swoich historycznych szczytów. A ponieważ nie ma co liczyć na dalsze znaczące umocnienie złotego, trudno oczekiwać, by ceny paliw na polskich stacjach miały spadać — mówi Tomasz Regulski.

Rachunek z drukarni

Ostatni skok cen ropy to przede wszystkim skutek napięć wokół Iranu. Rząd w Teheranie grozi, że w reakcji na sankcje Unii Europejskiej wstrzyma dostawy ropy do wspólnoty. — W ostatnich miesiącach są obawy o podaż surowca na światowych rynkach — mówi Tomasz Regulski.

Jak dodaje Ronald Stoeferle, cena ropy idzie w górę też dlatego, że bardziej niż dotąd sterują nią kraje OPEC, zrzeszające importerów czarnego złota. Jednak nawet bez tych jednorazowych zdarzeń ropa prawdopodobnie by drożała.

Przez ostatnie trzy lata cena baryłki wzrosła prawie trzykrotnie, a ceny paliw na polskich stacjach benzynowych poszły w górę o około jednej trzeciej. Te długotrwałe zwyżki to przede wszystkim skutek luźnej polityki pieniężnej największych banków centralnych świata.

Rezerwa Federalna, Bank Japonii, Bank Anglii, a ostatnio również Europejski Bank Centralny zalewają system finansowy potężnymi kwotami nowo wykreowanego pieniądza. Do tego banki te (razem z Ludowym Bankiem Chin) utrzymują wyjątkowo niskie stopy procentowe.

Ten tani i łatwo dostępny kapitał musi zostać gdzieś ulokowany. Instytucje finansowe inwestują m.in. na rynku ropy, przez co powstaje na nim bańka spekulacyjna.

— Ekspansywne polityki pieniężne banków centralnych stymulują wzrost cen ropy. Fed jest obecnie gotowy utrzymać zerową stopę procentową do końca 2014 r. W ten sposób tworzone są podwaliny rekordowych cen — ostrzega Ronald Stoeferle.

— Część nadpłynności w systemie finansowym trafia bezpośrednio na rynek ropy, a część płynie na rynki wschodzące, przez co nakręca tamtejszy wzrost gospodarczy i generuje silny wzrost popytu na surowce — zaznacza Aleksandra Świątkowska, ekonomistka BOŚ. Od wybuchu kryzysu finansowego we wrześniu 2008 r. sumy bilansowe EBC i Fedu (obrazujące nowo kreowany pieniądz w puszczany w gospodarkę) wzrosły łącznie o 3,9 bln USD. Zwiększyły się z 2,97 bln USD do 6,89 bln USD.

— Droga ropa to w pewnym sensie koszt, jaki ponosimy za ratowanie systemu finansowego. Z punktu widzenia banków centralnych wzrost kosztów surowców to mniejszy problem niż ewentualne załamanie w systemie finansowym. Drogie paliwo podbija inflację i schładza koniunkturę, ale jest mniejszym zagrożeniem dla gospodarki niż zaostrzenie się kryzysu finansowego — mówi Aleksandra Świątkowska.

O tym, jak firmy mogą zabezpieczyć się przed drogim paliwem, czytaj na stronie 14