To jest budżetowy krok wstecz

Bartosz Krzyżaniak
22-09-2006, 00:00

Rząd zaprzepaszcza szansę redukcji deficytu i naprawy finansów publicznych przy sprzyjającej koniunkturze — uważają pracodawcy.

Przedsiębiorcy krytykują projekt przyszłorocznego budżetu. Według Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan (PKPP), to budżet straconych szans na naprawę finansów publicznych.

— Rezygnacja z naprawy finansów jest generalnym błędem budżetu. Zastrzeżenia budzi też silny wzrost wydatków w okresie dobrej koniunktury — uważa Maciej Krzak, ekspert PKPP.

Jego zdaniem, tylko dzięki dobrej koniunkturze możliwe jest utrzymanie w ryzach deficytu budżetowego (30 mld zł). Przyjęte założenia makroekonomiczne (m.in. wzrost gospodarczy na poziomie 4,6 proc., wzrost popytu krajowego rzędu 5,1 proc. i 10-procentowa dynamika inwestycji) są realistyczne i spójne. Jednak już dochody budżetu, które według projektu mają się zwiększyć o 8 proc., są zdaniem pracodawców zaplanowane zbyt optymistycznie.

— Wpływy z podatku VAT są przeszacowane o blisko 3 mld zł. Łączne wpływy podatkowe mogą być zawyżone o blisko 4 mld zł, czyli 0,4 proc. PKB — ocenia Maciej Krzak.

Według PKPP, błędem jest planowany wzrost wydatków socjalnych o ponad 3 mld zł, czyli 4,2 proc.

— Nie powinny one w ogóle rosnąć w sytuacji, gdy szybko rośnie zatrudnienie, zmniejsza się bezrobocie, solidnie rosną płace, a budżet wykazuje wysoki deficyt. Wydatki te powinny się wręcz obniżać — uważa ekspert PKPP.

Jego zdaniem, kotwica budżetowa jest iluzoryczna, gdyż pozwoli na obniżenie deficytu budżetowego jedynie o 0,1 proc. PKB.

— W takim tempie deficyt całego sektora finansów publicznych (uwzględniający koszty reformy emerytalnej i deficyty samorządów) spadnie poniżej wymaganego w traktacie z Maastricht poziomu 3 proc. PKB za 14-15 lat — ocenia Maciej Krzak.

Według Jeremiego Mordasewicza z PKPP, realizacja rządowego projektu budżetu oznacza wzrost obciążeń podatkowych o 0,5 proc. PKB (około 5 mld zł) — do poziomu 17,4 proc. PKB.

— Przedsiębiorcy oceniają budżet zdecydowanie negatywnie. Nie widać w nim zapowiadanej obniżki pozapłacowych kosztów pracy, maleją nakłady na budowę dróg, edukację i naukę, rośnie akcyza (także na paliwa), co będzie nas kosztowało 2,5 mld zł, a przyspieszona amortyzacja zostanie ograniczona, na czym firmy stracą kolejne 0,6 mld zł — wylicza Jeremi Mordasewicz.

Jego zdaniem, niedopuszczalne jest obwinianie przez rząd pracodawców za odejście od pomysłu obniżania klina podatkowego.

— Niech rząd nie robi z nas głupków. Byliśmy zwolennikami obniżenia składki rentowej, chcieliśmy nawet obniżenia składki emerytalnej. Rząd po prostu oszukuje, bo nie był gotowy do obniżenia składek: nie chciał ograniczyć dostępu do świadczeń — dodaje Jeremi Mordasewicz.

Budżet nie podoba się także wicepremierowi Andrzejowi Lepperowi, który zapowiedział wczoraj po raz kolejny, iż w obecnej formie nie uzyska poparcia Samoobrony.

— Jeżeli nic się nie zmieni, nie wykluczamy głosowania za samorozwiązaniem Sejmu — stwierdził wicepremier.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / To jest budżetowy krok wstecz