To naczynia połączone

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-03-28 00:00

Wątek ukraiński jest jednym z niewielu, w których panuje całkowita zgodność ośrodków kreujących polską politykę zagraniczną. Kolejni prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński oraz premierzy — od Leszka Millera, którego rząd wprowadzał Polskę do UE, przez Marka Belkę, Kazimierza Marcinkiewicza, Jarosława Kaczyńskiego po Donalda Tuska — trwają w przekonaniu, że w obiektywnym interesie Polski leży przystąpienie Ukrainy i do Organizacji Sojuszu Północnoatlantyckiego (NATO), i do Unii Europejskiej.

Formalnie obie organizacje łączy niewiele, ale w praktyce zdecydowana większość członków jednej należy również do drugiej. Statystycznie częściej NATO było poczekalnią do UE, chociaż to nie reguła. Na przykład państwa skandynawskie obrały różne drogi — powiedzmy Norwegia jest od początku wiernym członkiem NATO, ale dwukrotnie odrzuciła w referendum przystąpienie do UE, za to Finlandia przełamała izolację akcesją do Unii, o NATO zaś tylko od czasu do czasu pogaduje (raczej po cichu, ze strachu przed reakcją Rosji). Radykalnie stawia sprawę Irlandia, która będąc unijnym tygrysem, do NATO nie przystąpi przenigdy.

Ponieważ u nas powrócił naturalny podział obowiązków, zgodnie z którym głowa państwa odpowiada za relacje z NATO, a szef rządu obstawia UE — wiadomo, kto personalnie jest adwokatem Ukrainy w jej aspiracjach. Chronologicznie pierwszoplanowa jest obecnie kwestia NATO, jako że szczyt w Bukareszcie, z udziałem m.in. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaczyna się już w najbliższą środę. Szczyt UE w Brukseli, na którym premier Donald Tusk zamierza przedstawić konkretny plan zbliżenia unijno-ukraińskiego — o którym dzisiaj rozmawia w Kijowie — zbierze się dopiero w czerwcu.

Obie wspólnoty, NATO i UE, tworzą funkcjonalny system naczyń połączonych, o czym z niemiłym zaskoczeniem ostatnio przekonał się Lech Kaczyński. Jego bardzo dziwna postawa wobec ratyfikacji traktatu z Lizbony, a zwłaszcza kuriozalne wystąpienie telewizyjne w poprzedni poniedziałek, gwałtownie obniżyły akcje prezydenta jako adwokata Ukrainy na forum NATO. Premier Tusk dzisiaj, rzecz jasna, kolejny raz potwierdzi przywódcom Ukrainy wsparcie Polski, ale realnie zrobić może niewiele.

Możesz zainteresować się również: