Skutki liberalizacji rynku muszą nadejść
Rynek przewozów kolejowych w Polsce jest jednym z najbardziej zliberalizowanych w UE. Do prywatnych firm należy już 17 proc. rynku.
Wraz z początkiem roku 2007 w przewozach kolejowych nastąpił przełom, przynajmniej w teorii. Polski rynek został otwarty dla zagranicznych graczy. Wprawdzie nikt u bram nie czekał i nie zalała nas fala nowych firm, ale otrzymaliśmy pierwsze sygnały zainteresowania ze strony europejskich przewoźników. Między innymi kolej niemiecka i austriacka planują wejście na kierunki tranzytowe, które dotychczas praktycznie nie były wykorzystywane.
— Polska firma PCC Rail wraz z brytyjską Arriva PLC zamierzają powołać spółkę zajmującą się przewozami pasażerskimi. Z niemieckim DB Raillon PCC Rail powoła natomiast towarową spółkę logistyczną, do której Niemcy wniosą m.in. 50 lokomotyw. Tymczasem rodzimy CTL przyjął inną taktykę i planuje przejęcia na rynku niemieckim, gdzie już dziś jest drugim przewoźnikiem prywatnym. To ważne, żeby nie mieć kompleksów poza granicami Polski — radzi Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Jego zdaniem, konsolidacji w sektorze prywatnych operatorów towarowych możemy spodziewać się za 4-5 lat.
Towary na tory
UE szacuje, że do 2020 r. na jej terenie przewóz towarów wzrośnie o 45 proc. Na drogach pojawi się dodatkowe 1,5 mln ciężarówek, przybędzie także 70 mln aut osobowych. Do tego czasu chce stworzyć w Europie jednolity system zarządzania ruchem kolejowym ERTMS (European Rail Traffic Management System).
— UE chce, by sieć kolejowa była ukierunkowana na przewóz ładunków. Planuje więc m.in. skoordynowane zarządzanie korytarzami ERTMS wspólnie dla krajów, przez które te korytarze przebiegają, skrócenie czasu przejazdu pociągów, uproszczenie procedur granicznych i wprowadzenie niedyskryminującego dostępu do terminali stacji rozrządowych i ładunkowych — mówił Andrzej Żurkowski z Centrum Naukowo-Technicznego Kolejnictwa podczas konferencji na temat liberalizacji rynku zorganizowanej przez firmę Top Consulting.
Niestety drogą kolejową UE transportuje jedynie około 5 proc. towarów. Dla porównania — drogą morską przewożonych jest ponad 70 proc. ładunków. Wzrost przewozów kolejowych odnotowują kraje Europy Środkowej i Wschodniej, przede wszystkim Estonia, Łotwa i Litwa. Polska także nie powinna narzekać.
— W latach 2005-06 przewozy towarowe koleją wyraźnie wzrosły. W 2005 r. tą drogą przewieziono 269,4 mln ton towarów, w ubiegłym roku było to 290,3 mln ton — mówi Mirosław Antonowicz z Urzędu Transportu Kolejowego.
Zasługa mimo woli
Obecnie licencję na kolejowy przewóz rzeczy ma w naszym kraju 36 przewoźników, a prywatne firmy opanowały już 17 proc. rynku. W Niemczech taki rezultat osiągnięto po 10 latach reform.
— W 2003 r. prywatni przewoźnicy w Polsce mieli 3,6 proc. udziału w przewozach, w 2004 r. — 8 proc., a w 2005 — 13 proc. Jestem przekonany, że i w tym roku zwiększą swój stan posiadania o kolejne 4-5 proc. Stanie się tak nie tylko za sprawą szybkiego wzrostu gospodarczego i sprawności nowych operatorów, ale i na skutek słabości niezrestrukturyzowanego PKP Cargo, gdzie reformy zamarły kilka lat temu — uważa Adrian Furgalski.
Aby transport kolejowy był atrakcyjny, musi przyciągać atrakcyjną ceną. Nie mniej ważny jest czas dostaw — dziś każdy dzień zwłoki to dodatkowe koszty. Dlatego tak ważny jest dobry stan infrastruktury, a z tym Polska od lat ma poważne problemy. Tylko jedna czwarta torów jest w dobrym stanie, a 28 proc. wymaga kompleksowego remontu. Według PKP Polskich Linii Kolejowych, firma ma obecnie zaległości w naprawach na kwotę blisko 19,7 mld zł.