Towarzystwa bywają zabójczo niebezpieczne

Jarosław Sroka
opublikowano: 2000-01-04 00:00

Towarzystwa bywają zabójczo niebezpieczne

TO NIE MUSIAŁO SIĘ ZDARZYĆ: Przykład Polisy, którą kierował Stanisław Gutek, klienci powinni traktować jako przestrogę, że branża ubezpieczeniowa — mimo dynamicznego rozwoju i powolnego cywilizowania się — nie zasłużyła jeszcze na pełne zaufanie.

Jest źle. Analiza wyników finansowych firm majątkowych nie nastraja optymistycznie. Towarzystwa uparcie nie chcą lub nie potrafią tak kalkulować swoich stawek, żeby na tym biznesie nie tracić. Ubezpieczyciele stający w szranki o duże ubezpieczenia korporacyjne składają oferty, których ceny różnią się od siebie nawet o 70 proc.! Zdezorientowani klienci nie wiedzą, czy w takich sytuacjach mają do czynienia z oszustami czy po prostu amatorami?

CENY USŁUG spadają, a koszty spółek nieubłaganie rosną. Wyniki lecą więc na łeb, na szyję. I nie jest prawdą, że po zabójczy dumping sięgają wyłącznie małe, słabsze, polskie towarzystwa. Nie, bo takich już właściwie nie ma. Podejrzana jest zatem reszta, czyli cały zagraniczny kwiat ubezpieczeniowy. A im potężniejsza organizacja, tym agresywniej rozpycha się na rynku. Pewnego dnia przepaść między kosztami obsługi polisy a otrzymaną za jej wystawienie zapłatą będzie tak duża, że ubezpieczyciele — ci, którzy przetrwają — dramatycznie podniosą swoje stawki, a nie przyzwyczajonych do takiego traktowania klientów trafi szlag i jeszcze bardziej przytną wydatki na ubezpieczenie. I kto na tym skorzysta?

ŻYWIOŁOWO rozwijającym się towarzystwom na życie trudno na razie cokolwiek zarzucić. Wykreowały popyt i jeszcze nie wiadomo, czy będą potrafiły go rozumnie, czyli także uczciwie w stosunku do klientów, zagospodarować.

NIEWĄTPLIWIE najciekawszą odsłonę tego groteskowego spektaklu zafundowali nam twórcy Polisy i Gwaranta. Wybebeszone przez ich władców towarzystwa tonęły od kilku miesięcy. Polisa, czyli spółka, która od chwili powstania napiętnowana była polityczną skazą, systematycznie wykrwawiała się z pieniędzy. Kasa pompowana była bowiem na konta pazernych akcjonariuszy. Podobnie było w przypadku Gwaranta, którego właściciel także nie miał, albo nie chciał mieć, pojęcia o zarządzaniu finansami towarzystwa ubezpieczeniowego. Pokusa zagospodarowania swojej składki na inne cele, bez uwzględnienia ewentualnych wypłat odszkodowań w przyszłości, okazała się samobójcza. Dla firmy. Nie dla właściciela.

AGONIA obydwu zawodników dokonywała się jednak przy zupełnej bezradności regulujących rynek. Ministerstwo Finansów, które przecież wydaje licencje na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej, czyli powinno być pierwszym sitem oddzielającym gospodarcze ziarna od plew, udawało, że to nie jego problem. Podobnie zresztą Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń, który z reguły ograniczał się do tupania, ale przed lustrem w swojej łazience. Innym zaś razem zapowiadał krucjatę przeciwko spółkom, które notorycznie wykazują ujemny wynik techniczny w kilku grupach ubezpieczeń. I co? I nic. Skończyło się na strojeniu groźnych min. Wypada w tej sytuacji wierzyć, że nowelizowane prawo ubezpieczeniowe pozwoli radykalniej eliminować amatorów, którzy podważają zaufanie do całej branży.

W CIENIU tych upadków Jan Kulczyk, kontrolujący Wartę, odkupił od Skarbu tzw. resztówkę tego towarzystwa. Fakt ten nie ma podobno żadnego związku z ofertą, którą Warta złożyła bankrutującej Polisie, a potem — jak gdyby nigdy nic — wycofała się z miłosiernych deklaracji.

PZU poddało się prywatyzacji. Wcześniej jednak Skarb Państwa obdarował je obligacjami zamiennymi Banku Handlowego w Warszawie. Ten finezyjny pomysł na dokapitalizowanie zabiedzonego lidera rynku ustawił PZU w roli egzekutora decyzji MSP, któremu nie odpowiadały warunki fuzji BRE-BHW. Potem Emil Wąsacz, szef MSP, jeszcze raz dobrze zrobił PZU wybierając dla spółki inwestora strategicznego. Wypada tylko ufać, że jedynym kryterium oceny kandydatów do ręki PZU nie była grubość portfela przyszłego partnera.

SEZON 1999 kilku graczy zakończyło więc z lekkimi obrażeniami, dwóch wyjechało na noszach, a kilku decydentom zadrżały stołki. Wypada jednak wierzyć, że ten rok będzie wreszcie okresem refleksji, otrzeźwienia, zerwania z dumpingiem, szacunku dla kompetencji, uczciwości i klienta. Naiwni jesteśmy, co?

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót