Travelplanet.pl nie zwalnia tempa

Kamil Zatoński
opublikowano: 2006-04-12 00:00

Akcje Travelplanet.pl na wczorajszej sesji należały do nielicznej grupy zyskujących na wartości. W pierwszych minutach handlu drożały nawet o 8 proc. (do 38 zł). Choć później pojawiły się większe (oczywiście jak na ten walor) zlecenia sprzedaży, to na finiszu sesji udało się powrócić na poziomy zbliżone do otwarcia.

Inwestorzy bardzo dobrze przyjęli opublikowane w poniedziałek po sesji wyniki sprzedażowe w poprzednim miesiącu i w całym pierwszym kwartale. Wrocławski dystrybutor usług turystycznych (firma sprzedaje ofertę biur podróży i linii lotniczych) zanotował w marcu 5,9 mln zł obrotów, a narastająco pierwsze trzy miesiące zamknął obrotami na poziomie 14,1 mln zł, co stanowi 35 proc. tego, co w całym zeszłym roku.

Spółka niemal w każdym komunikacie chwali się trzycyfrową dynamiką sprzedaży, ale w sytuacji firmy startującej niemal od zera nie jest to niespodzianką. I choć obroty (tu definiowane jako wartość sprzedanych usług turystycznych) są ważne, bo wyższy wolumen dzięki korzyściom skali prowadzi wprost do poprawy rentowności, to jednak najważniejsze są przychody z prowizji, bo to one decydują o marżach. W 2005 r. marża brutto na sprzedaży wyniosła 11,4 proc. W przekroju kwartalnym najwyższe marże zanotowano w trzecim, wakacyjnym kwartale (13,6 proc.). Najsłabsze okazały się pierwsze trzy miesiące (7,7 proc.). W tym okresie sprzedawane są zazwyczaj oferty „first minute”, których ceny są zazwyczaj o 8 do 16 proc. niższe od podstawowych. Można więc przypuszczać, że proporcjonalnie niższa jest też osiągana na nich marża.

Koniunktura w branży jest jeszcze lepsza niż w bardzo dobrym 2005 r. Najwięksi gracze, tacy jak Neckermann czy Orbis Travel, oczekują, że w tym roku liczba ich klientów wzrośnie mniej więcej o jedną trzecią. Większe zainteresowanie spędzaniem urlopów za granicą bierze się naturalnie z coraz wyższych przeciętnych zarobków Polaków. W lutym według danych GUS średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw była o 4,8 proc. wyższa niż przed rokiem. Zakupom sprzyja także mocny złoty — w pierwszym kwartale średni kurs euro do złotego był o blisko 5 proc. niższy niż w pierwszych trzech miesiącach 2005 r. Otoczenie więc sprzyja, a inwestorzy wierzą, że spółka wkrótce zacznie przynosić zyski znacznie wyższe niż symboliczne. Cena bowiem już dawno oderwała się od fundamentów.