Trójka w szpicy

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 30-05-2008, 00:00

Konieczny. Konior. Łukasik. Ci trzej pochodzą ze Śląska. Żaden nie skończył 40 lat. Mierzi ich stereotyp. Niebywałe: polscy architekci, o których słychać w Europie?! Coś się zmienia…

Dzieła twórców, takich jak Stefan Kuryłowicz, Marek Budzyński, Jerzy Szczepanik-Dzikowski czy Marek Dunikowski, odcisnęły trwałe piętno na polskiej architekturze, ale za granicą przeszły bez echa. Dziś do głosu dochodzi pokolenie młodych projektantów. Odważnych, bezkompromisowych. I bez kompleksów. Najlepsi z nich — Robert Konieczny, Tomasz Konior i Przemo Łukasik — podbijają świat. Zdobywają prestiżowe nagrody i są nadzieją polskiej architektury. Trzech Ślązaków różnymi drogami dochodzi do sławy. Przypadek czy fenomen Śląska?

Z ziemi i pod ziemią

a 37 lat i wciąż mieszka na 10. piętrze katowickiego bloku z wielkiej płyty.

— Szewc bez butów chodzi — śmieje się Robert Konieczny, okrzyknięty ostatnio nadzieją światowej architektury przez „Wallpaper”, międzynarodowe pismo m.in. o architekturze i designie.

— Planuję wyprowadzkę z bloku, ale brakuje mi czasu, by zaprojektować coś dla siebie… — dodaje.

Czasem rezygnuje ze zleceń, choć odkąd stał się sławny, do jego biura architektonicznego ustawia się do kolejka inwestorów.

— Nie jesteśmy fabryką, pracujemy we własnym tempie i dlatego nie przyjmujemy wszystkich zleceń — opowiada.

Nie bez powodu znalazł się na liście „Europe 40 under 40” — 40 najzdolniejszych europejskich architektów poniżej 40. roku życia, wybranych przez Amerykańskie Muzeum Architektury. Tworzy wyjątkowe budowle. Proste i nowoczesne w formie. Zaczął 11 lat temu. Do tej pory z pracowni KWK Promes Roberta Koniecznego wyszło kilkanaście projektów. Jak powstają?

— Najpierw jest oczywiście pomysł, ale gdy zaczynam projektować, nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądał dom pod koniec tego procesu — zdradza.

W światowej architekturze pojawił się w 2002 roku, gdy Dom z Ziemi Śląskiej uznano za najlepszą realizację w Katowicach, a niezależni obserwatorzy nominowali go do nagrody imienia Miesa van der Rohe — najważniejszej europejskiej nagrody dla architektów (ufundowały ją w 1987 r. Komisja Europejska, Parlament Europejski i Fundacja imienia Miesa van der Rohe w Barcelonie, a przyznawana jest co dwa lata ).

Projekt Domu z Ziemi Śląskiej, jako jeden z czterech z Polski, ujęto też w prestiżowym „Atlasie Współczesnej Architektury Światowej” wydawnictwa Phaidon.

W 2004 roku Robert Konieczny znów dostał nominację do nagrody imienia Miesa van der Rohe — za Dom Otwarty w Żorach, który ma kształt kostki przeszkolonej z przodu i tyłu.

Największy sukces przyszedł jednak w 2006 roku: portal architektoniczny World Architecture News uznał dom atrialny w Opolu za najlepszy na świecie. Konieczny stał się sławny, a wyjątkowy projekt obległy tłumy dziennikarzy. Pomysł Koniecznego nominowano również — a jakże! — do nagrody imienia Miesa van der Rohe.

Dom atrialny jest niezwykły. Prowadząca do budynku droga kończy się w trawie. Trzeba użyć pilota, by płat ziemi się podniósł. Wtedy szlak poprowadzi nas w dół, a gdy zjedziemy — klapa się zamknie. Szklana elewacja i wnętrze domu tkwią pod ziemią.

Przepis na sukces?

— Dobrą architekturę rozpoczyna jakaś myśl rozwijana konsekwentnie od pierwszych rysunków do ostatnich kresek projektu wykonawczego — przekonuje Robert Konieczny.

Niby proste.

Atut wątpliwości

omasz Konior chciał być muzykiem. W liceum grał na perkusji, a muzyki organowej słucha do dziś. Ale miał także półkę w księgarni, na którą odkładano mu książki o architekturze. To architektura okazała się w jego życiu najważniejsza…

— Jest rodzajem misji. Tworząc przestrzeń i określone budynki, edukuje ludzi — uważa.

I dodaje, że architekt wchodzi w dialog z przestrzenią i ludźmi, dla których projektuje. W procesie tworzenia może mieć wątpliwości. W przeciwnym razie — winien zmienić zawód.

Największe sukcesy? Centrum Nauki i Edukacji Muzycznej (nowa część katowickiej Akademii Muzycznej) weszło do gona 40 najlepszych ceglanych budynków świata prestiżowego konkursu „Brick Award 2008”. Mieści salę koncertową o drewnianych ruchomych ścianach — jedyną taką w Polsce. Cegły na elewacji mają nierówną, klawiszującą powierzchnię — wyglądają jak zapis nutowy. Budynek otwarto w 2007 roku. Powstał obok neogotyckiego gmachu z końca XIX wieku i — podobnie jak on — ma elewację w klinkierze. Między obiektami widnieje olbrzymie skalne atrium, gdzie rosną bambusy.

— O mały włos nie zostałem zdyskwalifikowany. Jednym z warunków udziału w konkursie było stworzenie osobnego budynku i połączenie go ze starym łącznikiem. Ja dodałem tylko wewnętrzny plac — atrium. Szczęśliwie komisję przekonała ta dodatkowa przestrzeń. Teraz atrium to jedna z głównych wartości budynku — wspomina Tomasz Konior.

Na tej samej liście 40 najlepszych ceglanych budynków świata umieszczono również inny jego projekt: budynek szkoły w Białołęce. Rozległa bryła ma pofałdowany, zaokrąglony kształt, a elewację pokrywa klinkier, co nadaje jej niezwykły charakter.

Na katowickiego projektanta pada ostatnio deszcz nagród. Znalazł się m.in. na liście „Europe 40 under 40”. A w Polsce wygrał m.in. prestiżowy konkurs na zagospodarowanie centrum Katowic. Musi zaprojektować całą przestrzeń między rynkiem i Spodkiem, a zatem stworzyć miasto w mieście! Zadanie niezwykle trudne — dla każdego architekta. A Tomasz Konior, gdy przyjechał do Katowic 10 lat temu, był nieco przerażony i trudno było mu się odnaleźć. Dziś jednak to absolutnie „jego miejsce”.

— Chciałbym, by Katowice były nowoczesnym miastem, czerpiącym z tradycji i kultury, z najlepszych kanonów — przekonuje.

Czy mu się to uda? Ślązacy w niego wierzą i mocno mu kibicują. l

Bez jubilerki albo bez przymiotników

otrafi zaprojektować wszystko — od podziemnego parkingu po budę dla psa. Jego pracownia przyjęła ostatnio takie zlecenie — i architekci bawią się, wymyślając wygodną budę dla labradora znanej osobistości.

— Nie uciekamy od komercyjnych zleceń. Staramy się każdy projekt przeprowadzić uczciwie. Projektowaliśmy nawet parking podziemny w warszawskim centrum handlowym Arkadia. I do tego zlecenia podeszliśmy poważnie — zapewnia Przemo Łukasik, współtwórca pracowni Medusa Group.

Dla 31-letniego architekta projektowanie to pasja i sztuka pokory. Według niego, zawsze trzeba być w szczerym wobec siebie, by potem nie wstydzić się własnych projektów.

Uznanie zdobywał mozolną pracą. Po studiach w Gliwicach wyjechał do Francji, gdzie kontynuował naukę i praktykował w biurach francuskich architektów: Jeana Nouvela i Odile Decq-Benoit Cornette. Szukał własnego stylu i uporczywie startował w licznych konkursach: od designu po urbanistykę.

Po kilku latach zrobiło się o nim głośno, m.in. za sprawą adaptacji dawnej kopalnianej lampiarni. Architekt przerobił na mieszkanie budynek na gruntach dawnych Zakładów Górniczo-Hutniczych Orzeł Biały w Bytomiu. Prostopadłościenny gmach na wysokich słupach nazwał — po adaptacji — „Bolko Loftem”, na cześć pobliskiego szybu Bolko.

Niepospolity dom od razu stał się sławny. Opisywano go w prasie branżowej na całym świecie, zagrał też w filmie. Znalazł się m.in. wśród 20 najważniejszych polskich budynków wzniesionych po 1989 roku i — wraz z wystawą „Polska. Ikony Architektury” — promował naszą architektoniczną myśl za granicą. No i zdobył nagrodę na II Międzynarodowym Konkursie Młodych Architektów „Leonardo 2007” w Mińsku (w kategorii restauracja istniejącego obiektu). Dziś pracownia Medusa Group ma na koncie także duże projekty mieszkaniowe, m.in. adaptację starego spichlerza w Gliwicach — na lofty.

Jaką receptę na dobry projekt wypisze Przemo Łukasik?

— Zawsze szukamy tzw. głównych idei projektu. Staramy się zapamiętać pomysły, by nie uciekły. Stosujemy krótki zapis: hasło lub, najczęściej, ideogram w postaci ikony. Jeżeli nie da się w ten sposób projektu zapisać, znaczy, że jest zbyt skomplikowany. To właśnie recepta na dobry projekt — przekonuje.

Nie znosi tzw. jubilerki, czyli stylów naładowanych detalem, marmurem, zdobnictwem — w myśl zasady: „za dużo przymiotników osłabia rzeczownik”. Uważa, że o wiele ciekawsze są kontrasty, na przykład zestawianie tanich materiałów z drogimi. Intryguje go architektura bez architektów — budynki stawiane przez ludzi czerpiących z własnych doświadczeń: domki działkowe, altany. Bo architektura to wielka ciekawość świata — i tym go fascynuje.

— Często piękno tkwi w czymś niepozornym, czego zwykle nie dostrzegamy — dodaje.

A co ze Śląskiem? Czy widzi jego fenomen? Dlaczego tworzący tutaj architekci są zauważani w świecie?

— To brak balastu historii i kompleksów — sumuje Przemo Łukasik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu