Trudna wyprawa nie po złote runo

Jacek Zalewski
opublikowano: 08-02-2008, 00:00

Godzina 4.45 historycznie kojarzy się nam jednoznacznie. Merytorycznie to porównanie nie ma żadnego sensu, ale skojarzenia naprawdę trudno uniknąć, zwłaszcza komuś zaspanemu.O tak zbójeckiej porze zaplanowany został w piątek start rządowego Tupolewa 154M z premierem Donaldem Tuskiem — a także dziennikarskim balastem w ogonie — do Moskwy. Akredytowane media zbiórkę miały o 3.15. Od 1989 r. żadna delegacja nie wybrała się z wizytą państwową o takiej godzinie (trafiają się za to powrotne przeloty nocne). Dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego — który ma zalecenia lekarskie, aby się wysypiać — taka logistyka byłaby wręcz niepojęta. Prezydent, nawet gdy oficjalną wizytę zaczyna gdzieś w południe, to leci wieczorem w przeddzień. Dziennikarze jakoś to zdzierżą (osobiście, jak zwykle w takich razach, nie kładłem się w ogóle), ale nasuwa się naturalne pytanie — jaka może być percepcja intelektualna osób, które spały może ze trzy godziny, bo nie wierzę, że więcej. Brak noclegu delegacji w Moskwie to oczywista oszczędność budżetowa, ale w tym akurat wypadku chyba przesadna.

Tym bardziej że piątek w Moskwie mamy bardzo napięty, a sprytni gospodarze ustawili porządek zgodnie z przepisem Alfreda Hitchcocka o narastaniu napięcia. Donald Tusk zaczyna rano od rozmów z odchodzącym premierem Wiktorem Zubkowem, potem z nowo wybieranym (2 marca) prezydentem Dymitrem Miedwiediewem, a wieczornym finałem będzie spotkanie na Kremlu z odchodzącym prezydentem, a przyszłym premierem Władimirem Putinem. Ponieważ po fasadowej zmianie stanowisk polityka Rosji i tak się nie zmieni, numerem jeden pozostanie Putin — to zarzut, że nasza wizyta odbywa się w niekorzystnym, przedwyborczym terminie, nie ma sensu. W odniesieniu do wielu innych państw byłby uzasadniony, ale nie wobec dzisiejszej Rosji.

Gospodarze bardzo umiejętnie rozgrywają niespójność polskiej polityki zagranicznej. Bardzo szybko zaprosili nowego premiera Donalda Tuska, co było afrontem wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który o własną wizytę zabiegał dwa lata — daremnie. Pamiętamy nawet abstrakcyjne projekty, aby spotkanie prezydentów Polski i Rosji odbyło się na terenie neutralnym, nawet na… statku zakotwiczonym na Bałtyku. Charakterystyczny był dyplomatyczny gest — rok temu rosyjski ambasador Władimir Grinin dość demonstracyjnie nie wziął udziału w noworocznym spotkaniu głowy państwa z korpusem dyplomatycznym, za to w tym roku stawił się niezawodnie. Dokonując zaś niedawno w KIG wykładni stosunków gospodarczych jednoznacznie kładł akcent na ich zależność od relacji politycznych, na których poprawę — ale na własnych warunkach — Rosja liczy.

Dlatego trudno się dziwić, że w ostatnich dniach przed wizytą — gdy okazało się, że rząd Donalda Tuska w sprawie tarczy antyrakietowej nie zatańczy tak, jak Kreml mu zagra — rosyjscy politycy wraz z mediami przystąpili do zmasowanego przygotowania artyleryjskiego, pardon, propagandowego... To wszystko przez tę godzinę wylotu.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu