Rośnie liczba niewypłacalnych firm w branży budowlanej. W kwietniu było ich dwa razy więcej niż przed rokiem. Nie uszło to uwadze banków i ubezpieczycieli.

— W ostatnim czasie obserwujemy narastającą niechęć instytucji finansowych do angażowania się w sektor — mówi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
Ryzyko rośnie
— Jest coraz gorzej. Główny powód to słabsze wyniki firm budowlanych oraz negatywna opinia rynku o sektorze. Firmy ubezpieczeniowe oraz banki mniej chętnie udzielają zabezpieczeń, takich jak gwarancja należytego wykonania umowy oraz usunięcia wad i usterek — twierdzi Rafał Wojtysiak, współwłaściciel firmy Wojtpol.
Na pytanie o to, czy ograniczył dostęp do gwarancji firmom budowlanym, Euler Hermes odpowiada, że ubezpieczyciele nie zmienili podejścia do gwarancji budowlanych — to rynek budowlany zmienił się na gorsze i obecnie jest bardziej ryzykowny.
— Mamy do czynienia z dużą skalą trwających inwestycji, a więc także zaangażowaniem wystawców gwarancji, przy czym bieżąca rentowność wykonawców projektów, a w ślad za tym potencjalne ryzyko dla gwarantów nie wyglądają najlepiej. Zaangażowanie w wyniku największej od lat fali inwestycji może dochodzić do 75 proc. zakładanych limitów ubezpieczycieli na gwarancje budowlane — tłumaczy Andrzej Puta, dyrektor Biura Gwarancji w firmie Euler Hermes.
Jego zdaniem, nie to jednak jest przyczyną bardziej selektywnego podejścia do obecnego zapotrzebowania na zabezpieczenia gwarancyjne.
— Skłania do tego sama branża budowlana, która 2-3 lata temu akceptowała kontrakty często na poziomie 65 proc. wartości ceny inwestora, co przy obecnym wzroście cen materiałów i kosztów pracy niweluje minimalne marże, a możliwość renegocjacji cen jest iluzoryczna — długotrwała i na drodze sądowej. W efekcie pojawiają się już przypadki schodzenia wykonawców z nierentownych budów, ponieważ wiążące się z tym kary są niższe niż potencjalne straty w przypadku kontynuowania inwestycji — twierdzi Andrzej Puta.
Dodaje, że zmniejszenie lub blokowanie limitów u wystawiających gwarancje ubezpieczycieli wiąże się także z nie najlepszymi wynikami finansowymi wielu firm budowlanych za 2017 r. i I kw. obecnego. Z tych samych powodów banki ograniczają się z reguły do oferowania jedynie krótkookresowych gwarancji, np. zwrotu zaliczki, wiążących się z krótszym ryzykiem i łatwiejszą jego wyceną.
— To kolejny powód kumulacji zapotrzebowania na gwarancje długookresowe w zakładach ubezpieczeń, co skutkuje bardziej selektywnym podejściem do nich ubezpieczycieli — podkreśla Andrzej Puta.
Ucierpią wszyscy
Jan Styliński tłumaczy, że odwrót instytucji finansowych od budowlanki to polityka, która zaszkodzi wszystkim. Tym bardziej, że sytuacja w branży budowlanej jest specyficzna i trudna do jednoznacznej oceny. Po latach kryzysu wiele aktywnych podmiotów prowadzi działalność ostrożniej i stosuje bezpieczniejszą strategię czy politykę rozwojową. Jednocześnie nadal istnieje zauważalne, choć mniejsze niż pięć lat temu, grono firm, których działanie charakteryzuje skłonność do akceptacji nadmiernego ryzyka oraz jego niedoszacowania.
— Trzeba też pamiętać o tym, że firmy budowlane mają istotny udział w portfelach zaangażowania instytucji finansujących, a to oznacza, że ich nadmierna i niezindywidualizowana niechęć do całego sektora budowlanego może stać się samospełniającą przepowiednią. Jeśli bowiem instytucje finansujące automatycznie i radykalnie ograniczą finansowanie dla budownictwa, to upadną nie tylko podmioty ryzykanckie, ale także ostrożne. Skończy się to koniecznością tworzenia rezerw na straty przez instytucje finansowe i pogorszeniem ich wyników ponad realne przesłanki, a więc odbije się na nich rykoszetem — tłumaczy Jan Styliński.
Bez wyjątku
Zwraca on także uwagę na problem w dostępności gwarancji, przetargowych i należytego wykonania umowy.
— To instrumenty, które istotnie przyczyniają się do możliwości pozyskania kontraktów przez wykonawców. Ograniczenie ich dostępności dla rynku budowlanego będzie miało wpływ zarówno na ceny ofertowe, jak też konkurencyjność ofert, a finalnie także na kondycję branży — twierdzi Jan Styliński.
Łukasz Wawrzeńczyk, prezes firmy Profika Broker, zwraca uwagę, że nie wszystkie firmy budowlane są zagrożone, natomiast zaostrzenie kryteriów wystawiania gwarancji dotyczy wszystkich.
— Krajowe małe i średnie firmy pracujące bezpośrednio dla zamawiających w większości nie będą miały problemów, a nawet zwiększą rentowność. Niestety, ubezpieczyciele generalnie reagują z opóźnieniem i zaostrzyli zasady dostępu do gwarancji dla całej branży budowlanej, niezależnie od rzeczywistej ekspozycji danego przedsiębiorstwa na ryzyko zmiany cen materiałów i robocizny. Pozytywne jest jednak to, że są ubezpieczyciele, którzy prowadzą dialog ze swoimi klientami i ich brokerami, a przy podejmowaniu decyzji biorą pod uwagę takie argumenty, jak długość realizowanych przez wykonawcę kontraktów, która ma bezpośrednie przełożenie na to, jak poradzi on sobie w obecnych realiach rynkowych — tłumaczy Łukasz Wawrzeńczyk.