Rośnie liczba spółek czekających na debiut
Zła koniunktura opóźnia wejście na giełdę spółek publicznych
Z powodu pogarszającej się sytuacji na warszawskim parkiecie rośnie liczba spó- łek dopuszczonych do publicznego obrotu, a jednocześnie nigdzie nie notowanych. Dodatkowo — ze względu na perturbacje na rynkach finansowych — coraz bardziej realne jest powiększenie kolejki podmiotów czekających na lepsze czasy w giełdowym przedsionku.
Do połowy 2000 roku było zaledwie kilka spółek dopuszczonych do publicznego obrotu i nigdzie nie notowanych. Z tego grona do dziś swojego statusu nie zmieniły m.in. Elektrometal, Mazury, KPPD, Miro-Mark, Morliny, Pekaes czy Warbud.
Ze względu na pogarszającą się sytuację na GPW jesienią ubiegłego roku przedsionek zasiliły dwa największe przedsiębiorstwa, którym nie udał się proces emisyjny. Stało się to udziałem GTC i Techmexu. W obu przypadkach zainteresowanie publiczną sprzedażą czy też subskrypcją było niewystarczające, aby emisja doszła do skutku. W drugiej połowie 2000 roku do publicznego obrotu dopuszczone zostały też akcje Elizy i LPP. Pierwsza z nich ze względu na całkowity brak zainteresowania ofertą postanowiła wystąpić z wnioskiem do KPWiG o wyprowadzenie akcji z publicznego obrotu, a druga do dzisiaj czeka na dogodny moment na debiut. Pozostała wreszcie trzecia grupa przedsiębiorstw — takich, które zgodę KPWiG uzyskały dopiero w tym roku.
W ich przypadku trudno jednak jeszcze mówić o niepowodzeniu procesu wejścia na GPW czy na CeTO, ze względu na stosunkowo krótki okres posiadania statusu spółki publicznej. Do tego grona można zaliczyć Getin Service Provider, Tras Tychy, Hogę i Holdikom. Hodikom wybiera się na CeTO, dlatego nie przeprowadza publicznej subskrypcji. To z kolei zdaje się przesądzać w najbliższym czasie debiut jego akcji na rynku pozagiełdowym.
Zła koniunktura
Głównym powodem wyczekiwania spółek publicznych z wejściem na warszawską giełdę są obawy dotyczące uzyskania znacznie gorszej wyceny akcji w trakcie debiutu, niż wynikałoby to z założeń władz spółki i akcjonariuszy.
— Wstrzymujemy się z wejściem na GPW, bo dziś kursy akcji niemal wszystkich firm są bardzo niskie. Ponadto na rozwijanie obecnej działalności wystarcza nam to, co mamy — twierdzi Andrzej Wojtyła, prezes Elektrometalu.
Fatalna sytuacja na rynku kapitałowym opóźnia też proces wprowadzania na giełdę akcji GTC.
— To głównie dekoniunktura przyczyniła się do przesunięcia w czasie naszych działań dotyczących debiutu na warszawskiej giełdzie. Mimo że GPW pomaga nam w tym procesie i sama spółka jest zdecydowana wejść na parkiet, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy to nastąpi. Nie jest wykluczone, że do końca 2001 roku uda się zakończyć sprawę pomyślnie, ale tylko wtedy, gdy wszystkie nasze warunki zostaną spełnione — mówi Mariusz Kozłowski, Investor Relations Manager GTC.
Brak rozproszenia
Niepozyskanie przez jakąkolwiek spółkę publiczną odpowiednich środków w drodze przeprowadzanej subskrypcji wiąże się często z brakiem rozproszenia akcji. To z kolei często oznacza, że tak duże spółki jak GTC czy Techmex, z powodu znacznie skoncentrowanego akcjonariatu, nie mogłyby ubiegać się o wejście na rynek podstawowy. Co gorsza — prawdopodobnie ich akcje nie weszłyby też do notowań ciągłych. Jeżeli wziąć pod uwagę, że ponad 90 proc. obrotów na GPW dokonuje się w notowaniach ciągłych, to trudno dziwić się decyzjom emitentów, którzy wolą poczekać z debiutem na lepsze czasy. Jak wynika z wypowiedzi analityków, zbyt pochopna decyzja o wejściu do giełdowego obrotu może również negatywnie rzutować na przyszłość spółki.
— Jeżeli spółka zostanie wprowadzona na giełdę bez rozproszenia akcji, to ich kurs może być przypadkowy. Efektem tego mogą być problemy z uzyskaniem od inwestorów kapitałów. Istnieje zatem konieczność uzyskania dość szerokiego grona akcjonariuszy, które można sobie zapewnić emitując na rynku publicznym nowe akcje lub dokonując publicznej sprzedaży — twierdzi Paweł Roszczyk, kierownik zespołu przygotowania emisji Centralnego Domu Maklerskiego Pekao SA.
W jego ocenie, możliwe jest też dokonanie odpowiedniego rozproszenia przez biura maklerskie — animatorów rynku, którzy po nabyciu określonych pakietów akcji zbywaliby je indywidualnym graczom. Takie działanie jest jednak dość skomplikowane, zwłaszcza prawnie. Jeżeli koniunktura na GPW jest zła, to rozproszenie akcji jest procesem bardzo trudnym. Z tego powodu, zwłaszcza dla spó- łek chcących notowań ciągłych, lepszym rozwiązaniem jest czekanie w przedsionku niż dążenie za wszelką cenę do uzyskania pozwolenia władz giełdy na wprowadzenie akcji na niższy segment rynku wobec pierwotnie zakładanego.
Niedrogi przedsionek
W ocenie analityków bycie spółką publiczną i nie notowaną na żadnym rynku nie jest zbyt kosztowne.
— Jeżeli spółka publiczna nie ma problemów z pozyskaniem środków na bieżące funkcjonowanie i rozwój długo może czekać z wprowadzeniem akcji do obrotu. Akcjonariusze mogą zdecydować się na czekanie aż do momentu, gdy uznają, że konieczne jest przeprowadzenie nowej emisji akcji. W okresie między uzyskaniem odpowiedniej zgody KPWiG a dniem debiutu jedynym istotnym kosztem dla przedsiębiorstw są obowiązki informacyjne — uważa Paweł Roszczyk.
O tym, że funkcjonowanie na rynku publicznym przy jednoczesnym niewchodzeniu na jakąkolwiek giełdę może być korzystne, najlepiej świadczy rosnąca liczba spółek czerpiących z takiej sytuacji korzyści. Do nich można zaliczyć przede wszystkim możliwość przeprowadzenia w przyszłości publicznej emisji lub sprzedaży akcji oraz brak wyraźnego wpływu koniunktury giełdowej na wycenę rynkową spółki.
Trudne wycofanie
Spółki publiczne nie są jednak skazane tylko na czekanie w giełdowym przedsionku. Poza dążeniem do wejścia na GPW lub CeTO mogą one starać się również o wyprowadzenie spółki z rynku publicznego. W ostatnim czasie takie działania podjęła Eliza. Władze spółki po jesiennej nieudanej próbie uplasowania 710 tys. nowych akcji postanowiły wycofać wszystkie walory dopuszczone przez KPWiG. Sprawa była jednak o tyle łatwa, że akcjonariat Elizy składał się zaledwie z trzech podmiotów, co ułatwiło podjęcie na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy jednogłośnej decyzji w sprawie wyprowadzenia przedsiębiorstwa z rynku publicznego. Niestety, nie wszystkie spółki mają tak ułatwione zadanie. Z tego zapewne też powodu część zarządów nie decyduje się ani na wyprowadzenie spółki z rynku publicznego, ani na wprowadzenie akcji do obrotu na giełdę. Aby jednak nie stanąć przed dylematem wyboru mniejszego zła, możliwe jest jeszcze inne rozwiązanie.
— Spółki, które chcą pozyskać z rynku publicznego środki, powinny wstrzymać procedurę dopuszczeniową w sytuacji, gdy powstaje duże ryzyko niepowodzenia planowanej subskrypcji. Jeżeli zagrożenie niedojścia emisji do skutku minie, zarząd i doradca finansowy mogą podjąć decyzję o wznowieniu procesu — uważa Paweł Roszczyk.
Nie marnują czasu
Spółki publiczne czekające na dogodny moment na giełdowy debiut nie marnują jednak czasu i już teraz starają się, mimo nie sprzyjających warunków, sprostać wymogom rynku kapitałowego.
— Restrukturyzacja Elektrometalu przynosi już pierwsze rezultaty. Nasze wyniki finansowe są coraz lepsze. Nie jest wykluczone również, że NFI Hetman pozyska dla spółki inwestora strategicznego — twierdzi Andrzej Wojtyła.
Powodów do zmartwień nie powinni mieć też akcjonariusze GTC.
— Pewne środki na realizację zamierzonych celów udało się nam pozyskać od EBOiR, który objął część akcji. Mamy też możliwości wykorzystania innych źródeł finansowania, m.in. kredyty bankowe. Dzięki temu możemy realizować większość założonych pierwotnie planów — uważa Mariusz Kozłowski.