TTIP: tak, ale nie bezwarunkowo

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2016-06-06 22:00

Ministerstwo Rozwoju traktuje umowę UE — USA priorytetowo. Gdyby jednak miała zagrozić polskim firmom, nie zgodzi się na nią.

Po 13 rundach negocjacyjnych, z których ostatnia zakończyła się w kwietniu, wciąż nie ma nawet pierwszego draftu umowy o transatlantyckim partnerstwie handlowo-inwestycyjnym (TTIP) między Unią Europejską a USA. Kolejna runda rozmów odbędzie się w lipcu. Negocjacje są tajne, ale Ministerstwo Rozwoju (MR) uchyla rąbka tajemnicy.

Mniejsze zyski

— Traktujemy TTIP priorytetowo. Wejście w życie tak ambitnego porozumienia zmieni zasady handlu na kilkadziesiąt lat i być może zadecyduje o losach niektórych branż w Europie. Mamy nadzieję, że Polska na nim skorzysta, choć ostatnie analizy nie są już tak optymistyczne jak wcześniejsze — mówi Radosław Domagalski, wiceminister rozwoju. Najnowsze szacunki KE, dotyczące wpływu TTIP na wzrost gospodarczy w Polsce, mówią o 0,1 proc. PKB, choć optymistyczne prognozy sięgały 0,5 proc. To najmniej ze wszystkich krajów UE, tak mało odczuwalny będzie wpływ umowy jeszcze tylko na Malcie.

— Mimo to Polska jest gotowa likwidować bariery w handlu, bo widzimy szansę, by skorzystały na tym polskie przedsiębiorstwa. Jest jednak kilka kwestii, które budzą nasze poważne wątpliwości — zastrzega Radosław Domagalski.

Dwa zastrzeżenia

Pierwsza to mechanizm rozstrzygania sporów na linii inwestor — państwo. Stosowany dotychczas arbitraż ma zastąpić sąd inwestycyjny. — Nie będziemy mogli delegować sędziów. Podczas niedawnej dyskusji w Brukseli o CETA (umowa UE — Kanada) jasno powiedziałem, że mechanizm sądów inwestycyjnych budzi naszą nieufność i nie podjęliśmy w tej sprawie wiążących decyzji. Polska wciąż jest biorcą kapitału, więc nie mamy wiele do zyskania — zaznacza wiceminister rozwoju. Druga sprawa to ochrona interesów polskich firm. Na TTIP sporo mogłaby zyskać np. polska branża kosmetyczna. Niektórym sektorom umowa może jednak zagrażać.

— Będziemy w sposób pryncypialny traktować nasze strategiczne branże, jak przemysł chemiczny i rolnictwo. Nie zgodzimy się na ryzyko obniżenia standardów żywności. Zagrożeniem dla konkurencyjności polskich firm spożywczych są wielkie farmy amerykańskie. Przemysł energochłonny już i tak jest pod dużą presją cenową. Chcemy okresów ochronnych, ale kiedyś się kończą. Jeżeli TTIP miałby doprowadzić do tego, że duże amerykańskie korporacje, np. Google czy Facebook, staną się jeszcze większe, co przełoży się na pozycję konkurencyjną polskich firm, będzie to sprzeczne z interesem Polski. Nie mamy globalnych korporacji, musimy zmniejszać dystans polskich firm do nich, a nie go powiększać — mówi Radosław Domagalski.