Tygrys odkrywa karty

Karol Jedliński
opublikowano: 27-09-2011, 00:00

Eksbokser nie zamierza żyć tylko z licencji na napój energetyczny. Jego spółka inwestuje w nieruchomości i na giełdzie

Dywidenda, marża, EBITDA? To pojęcia, które Dariusz Michalczewski słyszy niemal codziennie. Okazuje się, że po porannym treningu szorty zamienia na dobrze skrojone garnitury. Pracuje na sowitą emeryturę. Według informacji „PB”, idzie mu całkiem nieźle, „Tiger” zarabia miliony nie tylko na umowie licencyjnej napoju energetycznego produkowanego przez Maspex. — Darek jest moim partnerem biznesowym od siedmiu lat. To inteligentny facet, ma duże wyczucie w interesach. Nie zawsze ma wiedzę techniczną co do konstrukcji biznesu, ale nosa owszem — przyznaje Wojciech Lademann, jeden z trzech udziałowców Tiger Investment (TI), a zarazem doradca podatkowy.

Mało giełdy, dużo ziemi

Tiger Investment to wehikuł inwestycyjny obracający milionami. Kto jeszcze za nim stoi? Oprócz eksboksera jest jeszcze Tomasz „Volvo” Wolsztyniak, kolejny współwłaściciel TI, zaczynający duży biznes m.in. od importu butów z Chin. — Z Darkiem jesteśmy przyjaciółmi jeszcze z czasów podwórka. W relacjach biznesowych nie posiłkujemy się jednak tylko „wydaje mi się”. Sięgamy po analizy i nie wchodzimy w ryzykowne biznesy — zaznacza Tomasz Wolsztyniak. Ryzykowne biznesy to m.in. giełda, dlatego TI, w którym „Tiger” ma 40 proc. udziałów, inwestuje tu najwyżej kilkusettysięczne kwoty. Wcześniej, jeszcze przed debiutem PZU na GPW, wehikuł finansowy Michalczewskiego skupował duże ilości akcji ubezpieczyciela. Efekt? Zysk w postaci kilkuset tysięcy złotych. Ostatnio trio z „Tygrysem” w składzie zaufało Zygmuntowi Solorzowi-Żakowi. Najnowszym giełdowym nabytkiem Tiger Investment są bowiem akcje NFI Midas, kontrolującego spółki budujące ogólnopolską sieć telekomunikacyjną LTE. Transakcję TI przeprowadził kilka dni temu. Ale poza tym inwestycje bez lewarów i spekuły — czyli nieruchomości. Teraz spółka m.in. remontuje okazały ośrodek wypoczynkowy pod Gdańskiem. Tworzy też biznesplany na potrzeby dużej działki w centrum Słupska. Wspólnicy spod znaku „Tygrysa” szukają także opcji inwestycyjnych dla dwóch gdańskich salonów fitness Tiger Gym.

Budowniczy Manhattanu

W sumie w obrocie tygrysia spółka ma kilkanaście milionów złotych, także z kredytów. Na razie kroczy od sukcesu do sukcesu. — Niegdyś kilkaset procent zarobiliśmy na centrum handlowym Manhattan, byłem tam jednym z większych udziałowców. A pomyśleć, że jeszcze w latach 80. na tym placu, gdzie stanęło centrum, myłem szyby samochodowe, gdzie zarobiłem swoje pierwsze pieniądze — opowiada Dariusz Michalczewski. Według informacji od innych udziałowców Manhattanu, Michalczewski ze swoją drużyną w niecałe pięć lat zarobił na inwestycji w centrum handlowe ponad 10 mln zł. Zainwestował w 2001 r. kilka milionów złotych, by kupić udziały warte po 25 tys. zł za sztukę. Zawiązana została spółka, którą reprezentowały osoby handlujące na placu przy ul. Grunwaldzkiej. Zagraniczny inwestor odkupił w 2006 r. udziały eksboksera i spółki z czterokrotnym przebiciem.

Trębacze z wyspy

Kto mistrzowi boksu doradza takie odważne ruchy? Zespół.

Nie samym napojem żyje „Tiger”: Dariusz Michalczewski z licencjonowania napoju Tiger zarabia kilka milionów złotych rocznie. Jednak jako główny udziałowiec Tiger Investment pomnaża miliony również w innych branżach, m.in. nieruchomościach. [FOT. TP ]

— W biznesie jestem mistrzem w dobieraniu teamu. To jest moja mocna strona, jak boksowałem, miałem zespół, gdzie wszyscy dmuchali w jedną trąbkę. Teraz w biznesie słucham uważnie, co mówią za i przeciw, z czasem sam nabyłem wiedzę jak, gdzie i po co — przekonuje Dariusz Michalczewski. Już w PRL „Tiger” próbował sił w handlu — wywoził na handel wódkę, futra czy bursztyn i upłynniał za drogocenne marki. Potem, podczas kariery w Niemczech, inwestował w tamtejsze nieruchomości. Siedem lat temu Tiger Investment zrobił jeden z najlepszych interesów w dotychczasowej działalności. W przetargu kupił działkę na gdańskiej Wyspie Spichrzów. Wtedy mało kto się nią interesował, bo stały na niej wojskowe baraki, a konkretnego planu zagospodarowania nie było. Jednak kilka miesięcy później taki powstał. Działka „Tigera” była niemal w samym środku planowanego luksusowego domu handlowego. Efekt? 400 proc. zarobku po tym, jak działka szybko zmieniła właściciela. A drużyna „Tygrysa” poluje na kolejne okazje.

50

mln zł Na tyle wyceniany jest majątek Dariusza Michalczewskiego.

35

mln zł Nawet tyle rocznie zysku przynosił spółce Food Care energetyk Tiger, licencjonowany przez eksboksera.

OKIEM PRAKTYKA

Mało igrania, dużo lobbowania

ROMAN PRZASNYSKI

analityk Open Finance

Strategia biznesowa Dariusza Michalczewskiego jak i jego wspólników zakłada mało igrania z ogniem. W obecnych, niepewnych czasach na rynkach, fakt, że jego spółka ma w portfelu niewiele akcji, jest zaletą. Inwestowanie w lokale użytkowe to sprawdzona praktyka. Kupowanie gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach, np. bez planu zagospodarowania terenu, to już wyższa szkoła jazdy. Ale jeśli ma się dobrych prawników, lobbystów, to ma sens. Do tego nieruchomości w miejscowościach turystycznych to obecnie rosnący trend, więc biznesmeni mogą się liczyć z ich zyskowną sprzedażą w najbliższym czasie.

SPORT I BIZNES

Ich cel: być jak Fibak

Guru tych, którzy zanim założyli garnitury wylewali siódme poty na treningach, jest Wojciech Fibak. Znakomity tenisista ma tę przewagę nad młodszym pokoleniem sportowców, że zaczął inwestować w sztukę już w latach 70. Ot, kilkadziesiąt tysięcy dolarów tu, kilka tysięcy marek tam. Kupował też konie, miał spółkę wydawniczą z francuskim magnatem medialnym, i oczywiście dużo wkładał w nieruchomości, głównie w Europie Zachodniej i USA. Ostatnio w biznesie swoich sił próbuje m.in. Krzysztof Hołowczyc. Wraz ze wspólnikami wydał kilka milionów złotych na klub dla wielbicieli luksusowych samochodów. Klubowicze, płacąc kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie, mogą m.in. pojeździć najnowszym ferrari. Zbigniew Boniek zdecydował się łapać wiatr w żagle — zainwestował w farmę wiatrową. Andrzej Gołota, wielka, choć niespełniona, nadzieja białych w boksie, jeszcze niedawno ponad 80 proc. majątku trzymał w amerykańskich nieruchomościach. Twierdził, że mimo kryzysu wyszedł na swoje, bo nie brał pod domy i działki kredytów i nie grał na akcjach. Na jednej z transakcji zarobił kilka milionów dolarów. Wcześniej lokował pieniądze w fundusze inwestycyjne, ale zniechęciły go niskie stopy zwrotu. O wyższych zyskach marzył też Radosław Matusiak, niegdyś jeden z lepszych piłkarzy na krajowym podwórku. Najpierw zarobił 100 proc. w cztery miesiące na Krakchemii — poradził mu taki ruch Dariusz Gęsior, namiętny gracz, a zarazem starszy kolega z drużyny. Matusiak grał też m.in. na akcjach PGNiG, Dom Development czy HTL- Strefy. Wygrywał. Aż wziął się do Biotonu...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy