Zaczęło się od programu, który na zlecenie zachodniej firmy w 1992 roku stworzyła grupa przyjaciół z czasów studenckich.
Nic w tym dziwnego, że Beatlesi przestali grać razem, ale to cud, że Rolling Stonesi ciągle grają. Anegdotą tą prezes Pentacompu Wojciech Chybowski lubi obrazować wyjątkową dla środowiska informatycznego sytuację swej firmy. W całej działalności przedsiębiorstwa nie dokonały się w nim żadne zmiany własnościowe, a piątka założycieli to nie tylko wspólnicy, ale przede wszystkim zgrany zespół. Firma zajmuje się tworzeniem dedykowanych systemów informatycznych, czyli opracowywanych od podstaw i dostosowanych indywidualnie do każdego klienta rozwiązań służących przetwarzaniu, magazynowaniu oraz udostępnianiu informacji.
— Wiele rozwiązań, jak na przykład system finansowo-księgowy czy kadrowo-płacowy, można kupić „z półki”, ale też bardzo często do obsłużenia specyficznych potrzeb biznesowych trzeba od zera zaprojektować, wykonać i wdrożyć dedykowane oprogramowanie — mówi prezes Chybowski.
Na własną rękę
Zaczęło się od programu, który na zlecenie zachodniej firmy w 1992 roku stworzyła grupa przyjaciół z czasów studenckich.
— Otrzymaliśmy jeszcze od zachodniego partnera kilka zleceń, ale po pewnym czasie to się skończyło. Podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu własnej działalności — wspomina Wojciech Chybowski.
Zaczęły napływać nowe oferty. Początkowo sami byli wykonawcami. Niejednokrotnie spędzali całe noce na tworzeniu pierwszych systemów. Praca zaprocentowała, a firma zaczęła się rozwijać. Po paru miesiącach musiała zatrudnić nowych fachowców. Kolejnym krokiem było założenie spółki cywilnej, a następnie, w 1998 roku, spółki z o.o.
W rozwoju pomagała dobra koniunktura na rynku informatycznym w Polsce. Jednak wraz z pojawianiem się nowych firm konkurencja rośnie.
— O dobry kontrakt trzeba zawalczyć, przedstawić odpowiednie referencje i zaproponować dobrą ofertę — dodaje prezes Chybowski.
Od początku właściciele Pentacompu skupili się na stworzeniu zgranego i dobrze prosperującego zespołu.
— To właśnie pracownicy stanowią podstawę tej firmy. Dlatego, oprócz uczestniczenia w ciekawych, nietrywialnych projektach informatycznych, realizowanych w nowoczesnych technologiach, staramy się zapewnić im rozwój dzięki przepływowi wiedzy, szkoleniom i certyfikowaniu kompetencji, a także kształtować dobrą atmosferę pracy — stwierdza prezes Chybowski.
Następny krok
Pentacomp ma dobrą renomę w branży informatycznej. Zatrudnia ponad stu pracowników, co umożliwia jednoczesne realizowanie kilku dużych oraz kilkunastu mniejszych projektów.
— Działamy głównie w segmencie B2B (Business to Business), w sektorze telekomunikacyjnym, ubezpieczeń oraz w administracji publicznej. Naszymi klientami są m.in. Polska Telefonia Cyfrowa i Grupa PZU. Na ich rzecz realizujemy głównie duże, złożone projekty — zaznacza Wojciech Chybowski.
W firmie wiedzą jednak, że naprawdę duże pieniądze są w międzynarodowych koncernach. Dlatego firma przygotowuje się do ekspansji na rynki zagraniczne.
— Uważamy, że nie mamy się czego wstydzić za granicą. Polscy informatycy są bardzo dobrzy, a jedynym problem jest umiejętne dotarcie do odbiorców — stwierdza prezes.
Pentacomp zdobył przyczółek za oceanem — wykonał projekt dla firmy ze Stanów Zjednoczonych. Cały projekt powstał w Polsce, a oprogramowanie zostało zdalnie zainstalowane przez internet. Jego serwisowanie odbywa się tą samą drogą.
Aby sprostać nowym projektom, Pentacomp planuje zwiększenie zatrudnienia. Firma prestiżowymi nagrodami może zachęcić do współpracy nowych pracowników i kontrahentów. Ma nie tylko naszą Gazelę Biznesu, ale także znalazła się w prestiżowym rankingu firmy doradczej Deloitte 50 najszybciej rozwijających się firm sektora nowych technologii w Europie Środkowej. W tym roku uzyskała certyfikat systemu zarządzania jakością ISO 9001.



