Tyson, tłumacz i bandyci

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2014-02-28 00:00

Trzymajcie się! „Prasa krawędziowa i nac. przyc. aby przesunąć w biegu”. To nie błąd. To polecenie. Wydane przez auto kierowcy. Czyli mnie. Co mam zrobić? Jakieś pomysły?

Jeep Grand Cherokee SRT8 wprowadził mnie w zakłopotanie. Nie moc (486 KM) mnie zmieszała. Nie było to też przyspieszenie (od 0 do 100 km/h w 5 s). Nie cena (około 340 tys. zł) ani spalanie (30 l na 100 km). I wielkość tego auta miałem za nic. Podobnie ryk ponad sześciolitrowej „fał ósemki”. Zmieszałem się przez… komunikat na wyświetlaczu. Rozumiałem słowa. Nie pojmowałem sensu: „Prasa krawędziowa i nac. przyc. aby przesunąć w biegu”.

A jeśli to ostrzeżenie? Ostatnia szansa na unik, zanim prasa krawędziowa zrobi mi nac. przyc. i to w biegu? Znajomi radzą uciekać, jednak nie mogę. Trwa „zastosowanie inicjalizacji”, a do tego nie mam pewności czy działa „automatyczna pena”.

Pertyn się zgadza

Co oznaczają te komunikaty? O tym zaraz. Na razie próbuję pozbierać szczękę ze zmrożonego asfaltu. Opadła z hukiem, gdy otworzyłem drzwi do testowego Jeepa Grand Cherokee SRT8 (pozwólcie, że z uwagi na przydługą nazwę w dalszej części tekstu będę używał skrótu: JGC lub SRT8). Szczęka opadła, bo to auto wygląda (i jest) nieziemsko jak na tę klasę. Wszystko wygląda na dokładnie spasowane (i takie jest), materiały — z górnej półki, kokpit urządzony, można by rzec, po niemiecku. Zdziwiony swoim zaskoczeniem, począłem szukać potwierdzenia swej oceny. W internecie. Kto jak kto, ale Maciej Pertyński, dziennikarz z ogromnym doświadczeniem, polski juror World Car of the Year, a ostatnio także bloger, powinien się orientować w temacie. Czytam: „Ani Chrysler, ani Fiat, ani żadna z należących do tych koncernów marek nigdy nie były oskarżane przez rynek samochodowy o specjalną dbałość o jakość swych produktów” — zgoda.

„Materiały, spasowanie, trwałość — wszystko to wydawało się nie mieć najmniejszego znaczenia dla dwóch gigantów, którzy pewnego pięknego dnia połączyli siły, a potem właściwie zlali się w jedno. Pamiętając, że w poprzednim strategicznym sojuszu Chrysler zdołał spowodować zapaść jakościową nawet w Mercedesie, po jego aliansie z Fiatem spodziewać się można było tylko najgorszego” — dokładnie!

Połykam kolejne wersy tego tekstu. I jest. Mam. Jeszcze do końca nie oszalałem. Juror najbardziej prestiżowego konkursu samochodowego na świecie napisał: „Nowy Grand Cherokee okazał się jednak dla mnie totalnym zaskoczeniem. Najlepszą możliwą niespodzianką. Już otwarcie drzwi zaszokowało: wnętrze auta jest wykończone tak, jak można by się spodziewać po europejskim aucie premium! Nie niezłe, nie dobre, a bardzo dobre materiały…”. W tym samym momencie, w którym ogarnęło mnie uczycie ulgi, pojawiły się wątpliwości. Czy JGC jest jeszcze przedstawicielem amerykańskiej motoryzacji?

Piłka nożna to czy futbol

Już czwarta generacja JGC była jakościowo europejska. Obecnie oceniana to czwarta generacja po tzw. faceliftingu. I jest jeszcze bardziej europejska. Europejska jest jakość, europejskie pojmowanie tego, czym jest segment premium. Europejska jest nawet skrzynia biegów. Mówiąc europejska, mam na myśli bardziej mentalność niż miejsce produkcji. Nie mniej stoi przede mną duży samochód z bardzo mocnym silnikiem, którego cena czyni go potencjalnym konkurentem takich cudów jak BMW X5M. Jak z resztą?

Pora sprawdzić, ile w nim zostało ikry. Czerwony guzik. Jedziemy. Wersja, którą dostałem do testów, to SRT8. Różni się od pozostałych wersji JGC tym, czym się różni samochód terenowy od sportowego. Wspólne są nazwa, wygląd i pewnie cała masa podzespołów. Inne przeznaczenie. O ile JGC jest dużym SUV-em o doskonałych właściwościach terenowych, ze świetnym napędem na obie osie, zdolnym wjechać i co ważniejsze wyjechać z błocka, piachu czy żwiru, o tyle SRT tym wszystkim… nie jest. SRT to skrót od Street Racing Technology. Słowem: ulica! Tam jest jego królestwo. Owszem, jest napędzany na obie osie, ale nie po to, by się wygrzebywać z bagnistych ostępów. Po to, by rządzić. Na asfalcie. Mam więc do czynienia z samochodem sportowym. Amerykańskim. Czy jest lepszy od europejskich konkurentów BMW X5M lub Porsche Cayenne? Jest inny. Jeden z moich znajomych użył kiedyś bardzo trafnego porównania. Czym się różnią amerykańskie samochody sportowe od europejskich odpowiedników?

Tym samym czym się różni zawodowy „kopacz” piłki — napastnik — od zawodowego „uprawiacza” amerykańskiego futbolu — rozgrywającego. Pierwszy ma być szybki, sprawny, celny i wytrzymały. Liczy się technika, drybling i strategia. Drugi ma być potężny… i to w zasadzie tyle. Nie musi skręcać ani hamować. Musi przeć. I jeszcze jedno. Piłkarz w pełnym rynsztunku wygląda jak człowiek. Futbolista — jak płatny zabójca podczas wykonywania misji. Inne sporty, inne zasady, inna widownia. Ale emocje takie same.

Cios Tysona

JGC SRT8 poznasz po muskulaturze i agresywnej aparycji. Zmieniono reflektory — mają czarne wnętrze i modne LED-owe obwódki. Z tyłu SRT8 też się wyróżnia. Szerokie końcówki wydechu czy raczej wydechowe gardziele i przyciemnione klosze świateł. Do tego przyciemnione szyby i 20-calowe koła. Doprawdy, auto wygląda jak Mike Tyson, któremu chwilę wcześniej powiedziałeś, co myślisz o jego rodzicielce. I nie były to komplementy.

Auto już z oddali i bez pardonu „daje po uszach” dudnieniem silnika V8 HEMI o pojemności 6,4 l i mocy 468 KM. Tę moc uzyskuje bez użycia turbosprężarki czy kompresora — to czysta siła płynąca z głębi wielkich cylindrów z półsferycznymi komorami spalania. A dzięki nowej ośmiobiegowej (i europejskiej — od niemieckiego ZF) automatycznej skrzyni jeszcze lepiej można wykorzystać pełną moc. Amerykanie zachwalają, że JGC SRT8 przyspiesza do 100 km/h w zaledwie 5 s. Pomaga w tym automat startowy. Po jego użyciu auto startuje jak, nie przymierzając, wystartowałbym ja po ciosie Mike’a Tysona. 5 s do setki to słaby wynik? Może dla superauta. Gabaryty, waga i opór, jaki stawia powietrzu JGC SRT8, bliższe są jednorodzinnemu domostwu niż bolidowi. Mimo to rwie do przodu jak opętany. Tak, jest jak amerykański futbolista. Nieposkromiony na prostej. A na zakrętach? Cóż, widać, że aktualnym właścicielom marki Jeep (koncernowi Fiat) bliżej do piłki kopanej niż do przepychania się o piłkę.

Układ kierowniczy co prawda pracuje z dużym oporem. Nawet w czasie jazdy z większymi prędkościami. Ale jest precyzyjny. O wiele bardziej niż w poprzednich generacjach. Nie jest to majstersztyk Porsche, ani poprawność BMW. Ale od tych aut nie dzieli już Jeepa Kanion Kolorado. Dolina Chochołowska najwyżej. A ponieważ kosztuje przynajmniej 100 tys. zł mniej od wspomnianych konkurentów — może tylko skromny wąwozik.

Warto jednak pamiętać, że SRT8 to brutalna siła, której trzeba cały czas pilnować. Obiema rękami! Fakt. Nie boi się już zakrętów. Ale ty się zaczniesz ich bać, jeśli na chwilę stracisz czujność.

Sens tłumaczenia

Pośrodku konsoli centralnej JGC SRT8 tkwi wielki 8-calowy wyświetlacz — centrum sterowania pokładowymi multimediami. Można go konfigurować na różne sposoby. Prawie jak smartfona. Dzięki specjalnej aplikacji można zapisywać najlepsze czasy przejazdu, np. na 1/4 mili, można również zmienić język. Również na nasz ojczysty. Wtedy zaczynają się schody. Zamiast powiedzieć: aktywny tempomat wyłączony, uparcie twierdzi, że „adaptacyjna tempomat poza”. Uważa, że informację, która powinna brzmieć: „Tryb automatyczny napędu na cztery koła. Napęd dołączy się w razie konieczności”, lepiej ubrać w słowa: „Automatyczna pena napęd na 4 koa przystosowuje się do droga warunki”. Kwiatków jest więcej. Ale zupełne kuriozum to rzeczona „prasa krawędziowa”. Otóż komunikat o przytaczanej już treści:

„Prasa krawędziowa i nac. przyc. aby przesunąć w biegu” pojawia się jako tłumaczenie komunikatu, który po angielsku brzmi: „Press brake and push button to shift into gear”.

Czemu się czepiam? Nie czepiam się wcale. Błędne tłumaczenie, które pozbawia sensu (mniej lub bardziej) poszczególne komunikaty, w pełni oddaje charakter grupy aut, do której ma zaszczyt należeć JGC SRT8. Auta te nie mają sensu. Są szybkie? Owszem, ale leżące na ziemi bolidy są szybsze i lepiej się prowadzą. Są większe? Owszem, ale ich cywilne odpowiedniki są równie wielkie, a do tego tańsze i bardziej uniwersalne. No to może: „Mam rodzinę, ale lubię szybką jazdę, ten samochód idealnie trafia w moje potrzeby”.

Zgoda, pod warunkiem, że żona ci pozwoli gnać na złamanie karku z dzieckiem na pokładzie i nartami w bagażniku. W dodatku takie auta spalają ogromne ilości paliwa, więc przerywana postojami na tankowanie podróż będzie trwała tyle, ile dieslem o trzy razy większym zasięgu. To po co są takie auta? Po to, po co istnieją sporty ekstremalne. Istnieją po to, by nie mieć sensu. I to jest w nich najlepsze. Wracając do tłumaczenia komunikatów JGC SRT8. To zwykłe niechlujstwo, którego nie da się wytłumaczyć. Skoro już Jeep podjął się tłumaczenia, powinno być trochę bardziej precyzyjne. Tego typu komunikaty mogą doprowadzić do nieporozumień, a w najgorszym wypadku do nieszczęścia. Przekonał się o tym jeden Niemiec. Pojechał na wycieczkę. Do USA. Bronx zwiedzał. Napadło go czterech bandytów. A nasz niemiecki przyjaciel, osłaniając się przed kolejnymi ciosami, krzyczał:

— Nein! Nein! Przybiegło jeszcze pięciu.