U Niemca — wydajniej

opublikowano: 07-01-2014, 00:00

Zawód futbolisty jednak jest również skażony syndromem zapisanym w tytule, dobrze znanym z każdej innej branży

Podpisanie przez Roberta Lewandowskiego kontraktu z najlepszym obecnie piłkarskim klubem świata (wektor na str. 3) wbiło nas w taką narodową dumę, jak po zdobyciu przez Polaka nagrody Nobla, statuetki Oscara itp. Któraś z politycznych kanap stwierdziła nawet, że to potwierdzenie pozycji Polski w UE!

Chętnie obsadziłaby piłkarza w roli lokomotywy listy kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Sympatycznym, a w Polsce niespotykanym zjawiskiem jest przeliczanie milionów Lewandowskiego bez zawiści — choć z nostalgią, że daje się aż tyle zarobić „harataniem w gałę”...

Nad powszechnym uniesieniem kładzie się jednak pewien cień. Słychać narodową tęsknotę — żebyż tak jeszcze ubezpieczona na miliony noga/głowa Lewandowskiego częściej uderzała równie patriotycznie co celnie w reprezentacji. Tymczasem zarówno w Dortmundzie, jak i od 1 lipca w Monachium polski piłkarz jest najemnym pracownikiem — fakt, że z kontraktem gwiazdorskim, a nie z umową gastarbeitera.

Zawód futbolisty jednak jest również skażony syndromem zapisanym w tytule, dobrze znanym z każdej innej branży…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu