Ubezpieczyciele dostali w kość

Batalia cenowa odcisnęła piętno na wynikach branży za 2013 r. Co gorsza, ten rok nie będzie lepszy.

Z wyników branży opublikowanych przez Polską Izbę Ubezpieczeń wyłania się kiepski obraz. W ubiegłym roku rynek stracił prawie 8 proc. i jest wart obecnie 57 mld zł. Żeby było jasne — winę ponoszą głównie ubezpieczyciele, którzy dali się porwać wojnie cenowej, obniżającej rentowność. Wyraźnie widać to w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Segment polis OC zakończył rok stratą wysokości 266 mln zł.

Jarosław Parkot, prezes Warty (FOT. MW)
Wyświetl galerię [1/2]

Jarosław Parkot, prezes Warty (FOT. MW)

— Sytuacja na rynku komunikacyjnym była trudna. Wojna cenowa i szkody osobowe wywarły dużą presję na wyniki. Dlatego rynek coraz mocniej potrzebuje korekty cen. To pozwoli rozwiązać problem wzrostu liczby i wartości szkód osobowych — mówi Rogera Hodgkiss, prezes Link4. Zdaniem naszych rozmówców, im szybciej nastąpi urealnienie cen, tym lepiej dla branży.

— Większość towarzystw traci na sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych. Spodziewam się, że wkrótce wielu graczy poprosi właścicieli o dodatkowe kapitały na pokrycie strat — mówi Jarosław Parkot, prezes Warty. Zwraca uwagę, że choć w ubiegłym roku rynek majątkowy odnotował symboliczny wzrost o 1 proc., taka sytuacja w tym roku może już się nie powtórzyć.

— W ubiegłym roku dynamikę rynku poprawiały duże, długoterminowekontrakty z sektorów: energetycznego, wydobywczego czy budowlanego. W tym roku ich już nie będzie. Bez urealnienia cen polis rynek nie osiągnie wzrostu i odpowiedniej rentowności — przestrzega szef Warty.

Do takiej zmiany polityki cenowej doszło w ubiegłym roku w segmencie ubezpieczeń finansowych. W efekcie ich sprzedaż wzrosła o 40 proc., do ponad 1 mld zł. W ten sposób towarzystwa odreagowywały serię bankructw, która w 2012 r. przetoczyła się m.in. przez budowlankę. O ile wojnę cenową rozpętali sami ubezpieczyciele, w „życiówce” oliwy do ognia dolewają regulatorzy. Przez wiele lat dzięki wysokiej rentowności polisy życiowe były opoką grup ubezpieczeniowych i pozwalały im zachowywać równowagę podczas chudszych lat w majątku.

Zapowiedź opodatkowania przez resort finansów polisolokat i ogłoszenie przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) projektu rekomendacji, regulującej sprzedaż polis w bankowychokienkach, spowodowały tąpnięcie na rynku życiowym. Stracił on w ubiegłym roku aż 14 proc. wartości.

Jego wartość spadła do 31 mld zł. Ten rok będzie w „życiówce” bardzo nerwowy. KNF cały czas pracuje nad ostatecznym kształtem rekomendacji. Nic nie wskazuje, by złagodził podejście do sprzedaży polis w bankach. Pozwy zbiorowe i skargi klientów mogą raczej spowodować dokręcenie śruby niż jej luzowanie. Dlatego branża będzie musiała się liczyć z dalszym spadkiem przychodów i rentowności. Według Macieja Jankowskiego, wiceprezesa życiowej Avivy, w sukurs branży może przyjść gospodarka.

— Szybszy wzrost PKB i płac, przy rosnącej lub stabilnej giełdzie, daje szansę na kilkuprocentowy wzrost składki. Bardziej atrakcyjne IKZE mogą wreszcie przyciągnąć uwagę klientów świadomych znaczenia trzeciego filaru dla przyszłej emerytury — uważa Maciej Jankowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ubezpieczenia / Ubezpieczyciele dostali w kość