Ubezpieczyciele ranieni gwarancjami

Kryzys w budowlance może kosztować towarzystwa nawet 1 mld zł. Koniec z tanimi i łatwymi gwarancjami

Tykająca bomba i domek z kart — to tylko niektóre określenia używane przez branżę ubezpieczeniową, by opisać sytuację na rynku gwarancji. Spektakularne bankructwa PBG czy DSS oraz problemy finansowe wielu innych firm budowlanych spowodowały, że ubezpieczyciele zaostrzają politykę sprzedaży gwarancji. Obawiają się, że tsunami, które od kilku tygodni pustoszy rynek budowlany, uderzy także w ubezpieczeniowy.

— Na razie są ranni, ale nikt śmiertelnie. Wiemy, ile maksymalnie stracimy na bankrutach. Najgorsza jest jednak niepewność, co może się wydarzyć za miesiąc czy kwartał — konstatuje menedżer z jednej z firm ubezpieczeniowych. Strach jest uzasadniony. Rocznie towarzystwa zbierają ze składek od gwarancji 300 mln zł, większość z budowlanki. Kryją się za tym zabezpieczenia dla kontraktów wartych 25-30 mld zł. To więcej niż wartość całego rynku majątkowego. Jeśli nawet tylko 10 proc. z ubezpieczanych umów się przewróci, to 15 towarzystw, które ma w ofercie gwarancje, poniesie dotkliwe straty, pochłaniające całą zebraną składkę.

— Biorąc pod uwagę specyfikę gwarancji kontraktowych, zakładamy, że niektóre z udzielonych spółkom, które postawiono w stan upadłości, mogą zostać uruchomione — potwierdza Maciej Wiszniewski z departamentu ubezpieczeń finansowych Allianz Polska.

Nie tylko bankruci

Sytuację pogarsza fakt, że ubezpieczyciele do samego końca sprzedawali gwarancje dla budowlanych bankrutów. Według naszych ustaleń, ich zaangażowanie w samo PBG sięga nawet 0,5 mld zł.

— W PBG był zaangażowany cały rynek. Każdy, kto chciał się liczyć w gwarancjach, musiał mieć w portfelu takiego giganta. Szczególnie że ich sprzedaż często była powiązana z ubezpieczaniem majątku — tłumaczy przedstawiciel dużego ubezpieczyciela.

Zagrożenie ze strony bankrutów to nie koniec zmartwień ubezpieczycieli. Coraz chętniej po gwarancje sięgają publiczni zamawiający. Tajemnicą poliszynela jest, że traktują je jako źródło łatwych pieniędzy i straszak na wykonawców. Na razie rekordzistą jest Narodowe Centrum Sportu, które zażądało od Zurich Insurance ponad 152 mln zł z gwarancji dla wykonawcy Stadionu Narodowego.

Co prawda to zagraniczny ubezpieczyciel, ale kwota żądania przemówiła krajowym do wyobraźni. Po gwarancję sięga coraz częściej także Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Z naszych informacji wynika, że wezwania do zapłaty od niej dostały m.in. PZU, Ergo Hestia czy HDI.

Przykręcanie śruby

Dlatego nie należy się dziwić, że branża przykręca klientom śrubę. Pierwszy krok — jeszcze w czerwcu — zrobiło PZU, które scentralizowało sprzedaż gwarancji i zaczęło przeglądać swój portfel.

— Nie wycofujemy się ze sprzedaży gwarancji. Będziemy jednak wnikliwie analizować każdy wniosek o ich udzielenie — zastrzega Robert Dębęcki, dyrektor centrum ubezpieczeń finansowych PZU. W ślad za rynkowym gigantem poszli ci, którzy najbardziej oberwali na kryzysie w budowlance (m.in. Euler Hermes, HDI czy InterRisk). Pozostałe zakłady także zaczęły zachowywać się bardziej konserwatywnie. Wymusili to na nich reasekuratorzy.

— Rosnące ryzyko powoduje, że ubezpieczyciele mają poważne problemy z dostępem do reasekuracji — twierdzi Aleksander Ulatowski, wiceprezes firmy brokerskiej Alfa Brokers.

Jego zdaniem, towarzystwa zaczęły także żądać twardych zabezpieczeń pod udzielane gwarancje. Wcześniej podchodziły do tego bardzo liberalnie, co było jedną z przewag produktu ubezpieczeniowego nad bankowym.

— Uzyskanie gwarancji ubezpieczeniowej jest obecnie trudniejsze niż przed serią upadłości firm budowlanych. Konsekwencją jest otrzymywanie mniejszych limitów niż wcześniej — dodaje Michał Talarski, dyrektor biura praktyki budowlanej w firmie brokerskiej Marsh. Finałem będą podwyżki cen i wyrzucanie za burtę najbardziej ryzykownych klientów. Czyli powtórka z rozrywki — to samo przeżywali rok temu klienci korporacyjni, którzy chcieli ubezpieczyć majątek. Niektórzy z naszych rozmówców twierdzą, że stawki już idą w górę. Na rynku zaś jest coraz głośniej o negatywnych odpowiedziach ubezpieczycieli na zapytania brokerów i odmawianiu udzielenia gwarancji w ramach wcześniej przyznanych limitów.

— Problemy budowlanki uderzyły rykoszetem w energetykę, która także zaczyna mieć problemy z dostępem do gwarancji. Rynek czeka zastój, bo zostają tylko kontrakty kolejowe, w których obecnie niewiele się dzieje — mówi broker ubezpieczeniowy, specjalizujący się polisach finansowych.

Warsztaty

O tym, jakie zmiany w zamówieniach publicznych przyniesie nowelizacja prawa, dowiedzą się Państwo podczas warsztatów „Zamówienia publiczne”, które odbędą 13-14 września w Warszawie. Szczegóły: konferencje.pb.pl

OKIEM EKSPERTA

Najgorsze przed nami

MAREK MICHAŁOWSKI,

prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa

Dla branży budowlanej kryzys dopiero się zaczyna. Druga połowa 2012 r. i następny rok będą bardzo trudne. W realizowanych kontraktach drogowych nie ma nic, co napawałoby optymizmem. Inwestorzy publiczni narzucają ciężkie warunki — wszystkie ryzyka są przerzucane na wykonawców, którzy muszą borykać się z problemami, walczyć z czasem i dokładać do zamówień. To sprawi, że firmy budowlane będą miały problemy finansowe. A wydatki publiczne na inwestycji infrastrukturalne bedą coraz mniejsze. Liczyliśmy, że po upadłości PBG coś się zmieni. Papierkiem lakmusowym miał być przetarg na remont mostu Grota w Warszawie. Warunki miały być bardziej partnerskie, ale tak się nie stało. Firma, która wygra, będzie miała duże problemy z realizacją kontraktu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu