Ubezpieczyciele w technologicznym pościgu

Dostawcy polis chcą naśladować banki, którym dzięki internetowi udało się zbudować stałe relacje z klientami. Łatwo nie będzie.

Sukces rządowego programu 500+ w bankach spowodował, że ubezpieczyciele coraz mocniej zazdroszczą bankowcom silnych relacji z klientami. Klient towarzystwa kontaktuje się z firmą półtora razy w roku, a raz na pięć lat likwiduje szkodę. Z bankiem łączy się nawet kilka razy dziennie dzięki bankowości elektronicznej i mobilnej. Dlatego ubezpieczyciele coraz częściej widzą, że dzięki technologii dostaną narzędzie, które poprawi ich relacje z klientami.

— Przez branżę ubezpieczeniową w Polsce przetacza się fala inwestycji w system IT, która ma otworzyć nowe drogi dotarcia do klienta. Bez tego będzie jej bardzo trudno cokolwiek w tym obszarze zmienić — mówi Marcin Pluta z firmy doradczej Sollers Consulting.

Przedstawiciele ubezpieczycieli przyznają, że zostali w tyle za bankami. — Pogoń ruszyła — zaznacza Maciej Marszałek, który odpowiada za kanały cyfrowe w AXA w Europie Środkowej i Wschodniej. Z uwagi na to, że projekty są realizowane przez zagraniczne centrale, polski rynek będzie musiał na nie poczekać.

— Pracujemy nad mobilną telematyką. Testujemy też inne rozwiązanie. W domach wybranych klientów zainstalowaliśmy czujniki, które wykryją ogień lub zalanie. To nie tylko pomoc w sytuacjach alarmowych, ale także dodatkowe usługi, jak np. symulowanie obecności w domu — mówi Maciej Marszałek. Nad Wisłą jednym z pionierów jest Warta, która w grudniu uruchomiła mobilną aplikację do likwidacji szkód komunikacyjnych. Po czterech miesiącach korzysta z niej 10 proc. zgłaszających.

— Polscy ubezpieczyciele są w stanie dokonać gigantycznego skoku technologicznego, porównywalnego z tym, który w ostatnich latach zrobiła bankowość. Kluczem jest smartfon — uważa Adam Tychanowicz, prezes firmy Neptis, do której należy aplikacja Yanosik (korzysta z niej regularnie 1,5 mln polskich kierowców). Według niego, kluczowa jest prostota.

Nowe pokolenie, które wchodzi na rynek ubezpieczeniowy, nie będzie chciało wypełniać 40 pól, by kupić polisę komunikacyjną. Chcą, by zrobił to ubezpieczyciel, sięgając po dane z Facebooka i baz o pojazdach. Obok budowania relacji z klientem olbrzymim polem do popisu dla ubezpieczycieli jest także big data. Choć towarzystwa przez lata zbierały dane o zachowaniu klientów, nie potrafią ich wykorzystać.

— Jeśli nie potrafimy nawet dokładnie policzyć, ilu mamy klientów, to jak możemy mówić o korzystaniu z big data? — pyta Maciej Marszałek. Tymczasem świat pędzi do przodu. Za pomocą smartfona można nie tylko poznać styl jazdy kierowcy. Coraz więcej samochodów jest na stałe podłączona do internetu. Za chwilę klienci zaczną nosić czujniki, które będą monitować stan ich organizmu. To kopalnia danych dla branży ubezpieczeniowej. Trzeba tylko po nie sięgnąć i odpowiednio wykorzystać.

Artur Waliszewski, szef Google’a w Europie Środkowo- -Wschodniej, studzi technologiczny zapał ubezpieczycieli. Jego zdaniem, naiwne jest myślenie, że sprzedawcy polis mogą zbudować z klientami takie same relacje jak bankowcy. — Wejście w obszar usług pomocowych będzie oznaczało walkę z Google’em, Facebookiem czy Janosikami tego świata. Trudno jest mi sobie wyobrazić ubezpieczyciela, który będzie w stanie zainwestować olbrzymie pieniądze tylko po to, by na stałe zdobyć miejsce na smartfonie klienta — mówi Artur Waliszewski. Uważa, że lepszym rozwiązaniem jest współpraca marketingowa z takimi dostawcami internetowymi, którzy potrafią w odpowiednim momencie dotrzeć do wybranego klienta z przekazem. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy