Wczoraj na rynek amerykański trafiły zróżnicowane informacje. Lepsze od prognoz wyniki podała Oracle i sieć sklepów Best Buy. Kursy spółek rosły, ale nie miało to wpływu na zachowanie szerokiego rynku. Wyniki gorsze od prognoz zapowiedziała Coca Cola i Xilinx. Na domiar złego Goldman Sachs obniżył prognozy dla całego sektora producentów komputerów. Dane makro nie były jednoznaczne. Indeks NY Empire wzrósł mocniej niż zapowiadały prognozy analityków. Jednak dynamika produkcji przemysłowej ledwo drgnęła, a zapasy w spółkach wzrosły w lipcu mocniej niż oczekiwano, z czego trudno się cieszyć.
Pozytywnym sygnałem było za to zgoda OPEC na podniesienie formalnego poziomu wydobycia o 1 mln baryłek dziennie. Formalnego, bo i tak kraje OPEC wydobywają więcej ropy. Ta deklaracja, a raczej kolejna realizacja zysków, obniżały ceny ropy i nie przeszkodziło nawet to, że nadal niepokoił huragan Iwan, a zapasy ropy w USA w zeszłym tygodniu spadły do poziomu najniższego od lutego. Jak widać zarówno obóz byków jak i niedźwiedzi dostał coś co mu się podobało. Tym razem wygrały niedźwiedzie. Trudno się dziwić — indeks DJIA stał na górnym ograniczeniu kanału trendu spadowego, a S&P 500 miał do niego bardzo blisko. To są istotne opory i bardzo trudno je przebić przy niejednoznacznych informacjach. Na pociechę bykom: pozytywny obraz rynku jeszcze nie uległ zmianie.
Można powiedzieć, że dziś mamy dzień inflacji, ale nie tylko. Rzeczywiście przed sesją dowiemy się, jaka była w sierpniu inflacja w Eurolandzie, a nieco później w USA. Jeśli chodzi o dane europejskie to nie oczekuję niespodzianek. Nie spodziewam się, by rynki na ten raport zareagowały. Między innymi dlatego, że prognozy danych europejskich są zwykle bardzo precyzyjne. W USA tak dobrze nie jest i możliwe są niespodzianki. Po cichu bardziej oczekiwany jest spadek inflacji bazowej. Przypominam jednak, że dane o CPI w USA są zniekształcone, bo duży udział ma koszt wynajmu domów (a nie ich cena), a ten koszt wynajmu ostatnio rośnie. Dlatego też trzeba CPI obserwować. Jeśli dane będą w granicach oczekiwań lub inflacja spadnie, to reakcji praktycznie nie będzie. Gdyby CPI mocno wzrosła to rynek nie bardzo wiedziałby co robić. Wtedy decydowałyby kolejne dane. Tygodniowe zmiany na rynku pracy zostaną zlekceważone, bo dzięki huraganom nie będą (tak jak poprzednio) wiarygodne. Za to indeks Philadelphia Fed może mieć duży wpływ na rynek. Alan Greenspan mówił, że gospodarka rusza po chwilowym zatrzymaniu. Najwyższy czas, by i ten indeks to pokazał. Słabe dane powinny znacznie zwiększyć podaż.
Wczoraj GPW zachowywała się chimerycznie. Otwarcie było bardzo negatywne, ale ta dziwna przecena trwała dwie godziny, a potem rynek szybko ruszył do góry i wszedł w męczącą stabilizację, z której nie wyrwała go ani przecena w Budapeszcie (minister finansów zapowiedział niekorzystne zmiany w opodatkowaniu firm sektora finansowego) ani zapowiedź słabego otwarcia w USA. WIG20 prowadziły w górę przede wszystkim duże spółki. Skąd takie dziwne zachowanie GPW? Po pierwsze tydzień z wygasaniem kontraktów w tle jest zawsze trudny dla inwestora. Po drugie można podejrzewać, że część funduszy zagranicznych przenosiła się w popłochu z Węgier na nasz rynek. Stąd duże obroty i to nie tylko wymiany na Prokomie czy Pekao za nie odpowiadają. W tej sytuacji ciężko jest stawiać prognozy. Na WIG do szczytu wszech czasów jest już bardzo blisko, a wygasanie kontraktów sprzyja korekcie. Jednak przenosiny zagranicznych funduszy na nasz rynek pomagają bykom. Uważam, że trzeba patrzeć na zachowanie poszczególnych spółek i mniej zwracać uwagi na ogólną sytuację. Oczywiście do czasu, kiedy albo rozpocznie się większa korekta albo rynek się poszerzy w marszu do góry.