Najbardziej zdumiewa teza, że początek wymiany modelu 767 na 787 to wydarzenie epokowe. W dziejach Polskich Linii Lotniczych LOT na takie miano naprawdę zasługuje tylko kilka wcześniejszych. Przede wszystkim otwarcie w roku 1972 połączeń atlantyckich i transkontynentalnych, na skrzydłach Iliuszynów 62M, które niestety upamiętniły się w polskiej historii dwoma strasznymi katastrofami. Później rok 1989 i podjęta niemal na pożegnanie PRL przez rząd Mieczysława Rakowskiego decyzja o pozbyciu się floty radzieckiej i przejściu LOT na Boeingi. Trzecim biznesowym kamieniem milowym było wejście narodowego przewoźnika w roku 2003 do Star Alliance.
Zalecamy zatem bezpieczne lądowanie z propagandowych obłoków na ziemię. Po prostu zaczyna się przechodzenie długodystansowej floty LOT z bardzo udanego, ale pochodzącego z innej technologicznej epoki modelu Boeinga 767 (pierwszy dwusilnikowiec, który otrzymał certyfikat na loty nad oceanami) na najnowocześniejszy model 787. Jeśli naszym liniom wypada czegoś życzyć, to aby wczorajsze święto stało się pasem startowym operacji wspomnianej w tytule. Umowa na leasing nowych maszyn została podpisana bardzo korzystnie, ale przecież trzeba będzie je spłacić…
Bardzo dyskusyjna jest jedna z prognoz stawianych przy okazji wejścia dreamlinera do służby. Dzięki temu lotnisko Fryderyka Chopina miałoby stać się europejskim hubem. Zainteresowanie nową maszyną ponoć ma ściągać przesiadkowych pasażerów z naszej części Europy i odbierać klientów Frankfurtowi czy Amsterdamowi. Niestety, stolica jest naturalnym hubem tylko w siatce połączeń krajowych oraz, powiedzmy, dla Litwy czy może Ukrainy. I tak zostanie.