Wiele wskazuje na to, że po dwóch latach od rozszerzenia UE większość państw, które wprowadziły restrykcje na rynku pracy, zniesie je.
Nie sprawdził się czarny scenariusz kreślony przez wielu polityków Unii o jej zalewie przez obywateli nowych państw członkowskich. W poufnych rozmowach dyplomatycznych przedstawiciele większości państw, które wprowadziły restrykcje, przyznają, że nie ma podstaw do ich utrzymania.
— Państwa starej Unii coraz bardziej skłaniają się do tego, by po upływie dwóch lat od rozszerzenia Unii zrezygnować z ograniczeń w dostępie do rynków pracy dla obywateli nowych państw członkowskich — mówi Jarosław Pietras, minister ds. europejskich oraz szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej.
Nie oznacza to jeszcze, że już w tej chwili mamy pewność, iż kraje ,,piętnastki” zniosą ograniczenia lub zrobią to jednocześnie.
W wyniku negocjacji państwa UE zagwarantowały sobie możliwość utrzymania restrykcji w przepływie siły roboczej maksymalnie przez siedem lat z możliwością otwarcia rynków po upływie dwóch. O tak długie ograniczenia walczyły głównie Niemcy i Austria, z którymi najtrudniej będzie rozmawiać o skróceniu okresu przejściowego. Rynki pracy w pełni otworzyły Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja. Ta ostatnia obawiała się szczególnie masowej turystyki socjalnej. Tymczasem nie zanotowano ani jednego przypadku tego typu nadużyć ze strony obywateli nowych państw członkowskich.