Dziś i jutro UE i USA będą negocjować na temat otwartego nieba. Air France i KLM łączą siły, by walczyć z międzynarodową konkurencją.
Dziś w Waszyngtonie ruszają rozmowy między przedstawicielami Unii Europejskiej i USA na temat liberalizacji rynku lotniczego między dwoma kontynentami.
Obecnie wykonywanie usług lotniczych między Europą a USA obwarowano wieloma przepisami. Przykładowo spółka spoza UE może mieć maksymalnie 49 proc. w unijnej linii lotniczej, a zagraniczne firmy mogą obejmować do 25 proc. udziałów amerykańskich przewoźników. Ponadto, europejskie linie mogą latać do USA tylko ze swojego kraju.
Europejski Trybunał Sprawiedliwości zdecydował, że te zasady są sprzeczne z unijnym prawem. Ale w zamian za zgodę na zmianę tego przepisu Amerykanie mogą zażądać większego dostępu do londyńskiego lotniska Heathrow, które obecnie obsługują tylko dwie linie z USA. Europejczycy chcieliby z kolei zgody na nieograniczoną możliwość zabierania pasażerów z amerykańskich lotnisk po drodze do docelowego miasta w USA. Z kolei amerykańskie spółki byłyby zainteresowane dzierżawą zagranicznych samolotów i załóg.
Barier jest więc wiele i do transatlantyckich fuzji i przejęć jeszcze daleka droga. Europejscy przewoźnicy powoli się jednak przygotowują do wzrostu konkurencji, o czym świadczy ogłoszone wczoraj oficjalnie przejęcie przez Air France holenderskich linii KLM.
W wyniku transakcji powstanie gigant ze sprzedażą rzędu 19,2 mld EUR (87,4 mld zł), ze 103,8 tys. pracowników, siecią 226 połączeń i kontrolą w dwóch z czterech największych lotnisk w Europie — paryskim Charlesa de Gaulle’a i amsterdamskim Schiphol.