Upominki reklamowe podlegają trendom mody
Reklamie służy wszystko, na czym można umieścić nadruk
INNOŚĆ W CENIE: Klientom coraz bardziej zależy na nietypowych gadżetach, wymyślnych wzorach i perfekcyjnym wykonaniu. Za to gotowi są płacić coraz więcej — twierdzi Małgorzata Sadurska, prezes firmy Romi. fot. Grzegorz Kawecki
Intensywna konkurencja, a co za tym idzie intensywna reklama wyrobów sprawiają, że na rynku upominków promocyjnych trwa hossa. Drobiazgi zaopatrzone w logo firmy są mile widziane przez kupujących, którzy przywykli już do sprzedaży promocyjnych, związanych z obdarowywaniem ich upominkami. Gadżety muszą być w miarę tanie, atrakcyjne i kojarzyć się z firmą, której wyroby promują.
Rynek jest tak chłonny, a kampanie reklamowe tak częste i różnorodne, że pośrednicy nie mogą narzekać na brak zamówień. Na rynku gadżetów, obok kilku dużych, zatrudniających po kilkudziesięciu pracowników firm funkcjonujących w wielkich miastach, jest miejsce dla kilkuset przedstawicieli średniego i małego biznesu tej branży. Nie brakuje też jedno-, dwuosobowych firm „walizkowych”, które prowadzą interesy krążąc z ofertą od klienta do klienta. Najlepsza sprzedaż związana jest, oczywiście, z Warszawą, dobrym rynkiem jest też Poznań (nie tylko ze względu na targi, ale i dość dużą obecność kapitału niemieckiego) oraz Trójmiasto. Zdarzają się czasem wielkie zamówienia z zupełnie niewielkich ośrodków, będących jednak siedzibami dużych przedsiębiorstw.
Polityka gadżetowa
— Najlepsze od lat do promocji są długopisy, breloki, otwieracze do butelek, zapalniczki. Idą w setkach tysięcy, a nawet milionach sztuk. Podobnie, masowym towarem są torby plastikowe. Duże powodzenie mają parasole z firmowymi nadrukami. Ostatnio modne są kubki z ładną grafiką. Firmy prowadzą swoistą politykę gadżetową — wyrób, z którym producent chce wejść na rynek wiązany jest z określonym upominkiem — mówi Małgorzata Sadurska, prezes produkującej gadżety firmy Romi.
Do samochodu dołącza się np. firmowe zasłony przeciwsłoneczne albo pokrowce na zagłówki z logo firmy. Producenci papierosów tradycyjnie zamawiają zapalniczki. Wielkie przedsiębiorstwa bardzo dokładnie określają rodzaj i formę upominku dla masowego klienta.
— To już nie jest partyzantka. Firmy bardzo skrupulatnie określają w budżecie, ile wydać na upominki i artykuły promocyjne. Od 1994 do1995 r. zleceniodawcy wydając na gadżety coraz więcej pieniędzy, zwracają uwagę na jakość i specyfikę, która ma się bezpośrednio kojarzyć z firmą. Wiąże się to z ekspansją firm zachodnich coraz mocniej obecnych na polskim rynku — twierdzi Małgorzata Sadurska.
Kaprysy klientów
Upodobania klientów zmieniają się dość często. Importowana do Polski z Zachodu zasada brzmi: co rok inny wzór. Najbardziej stabilnymi odbiorcami firm rozprowadzających upominki promocyjne są wielkie i bogate przedsiębiorstwa, takie jak banki, zachodnie firmy farmaceutyczne, przedsiębiorstwa przemysłu spożywczego, producenci używek i alkoholi. Sprzedaż wzrasta pod koniec roku, szczególnie zwiększa się wtedy zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju kalendarze. Zmienia się też rodzaj zamawianych gadżetów. Od dwóch, trzech lat, poza producentami papierosów, nikt już raczej nie zamawia zapalniczek — wśród szefów marketingu i prezesów, od których zależą zamówienia, modny stał się tzw. zdrowy tryb życia. Nowością jest również zamawianie gadżetów, które potem są sprzedawane, często po niskiej cenie, jako dodatek do głównego zakupu. Tego rodzaju produkty promocyjne mają tę wyższość nad reklamą w mediach, że na długo zostają z klientem, przypominając mu o istnieniu firmy.
Tekstylia
Na rynku gadżetów daje się zauważyć wyraźny trend w kierunku odzieży. Coraz częściej w promocję firmy wdraża się tekstylia. Podobno dłużej pozostają w pamięci, są bardziej użyteczne i przyjemne.
— Cóż może sprawić więcej przyjemności, jak nie odzież. Przecież to nasza druga skóra — mówi Alla Kosyryeva z firmy Lynka.
Najczęściej zamawia się koszulki, bluzy i kurtki. Na nich umieszcza się nadruk bądź haft z logo firmy. Jak się okazuje dobra jakość napisu jest uzależniona głównie od jakości farby lub w przypadku haftu — nici. Najczęściej sprowadza się je z zagranicy. Farby ze Stanów Zjednoczonych, nici z Niemiec. Polskie oczywiście też są dostępne i tańsze. Ich jakość pozostawia jednak wiele do życzenia. Farby się zmywają, nici płowieją.
— Wolimy zapłacić drożej np. za nici, niż mieć później niezadowolnego klienta. To strata innych potencjalnych kontrahentów. Etap przyciągnięcia klienta do firmy to jeszcze nie wszystko. Później należy pielęgnować nawiązany kontakt — twierdzi Alla Kosyryeva.
