URZĘDNICY PODWAŻAJĄ WIARYGODNOŚĆ POLSKI
Adam Pawłowicz, prezes Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych, ostrzega, że wiele decyzji podejmowanych w ostatnim czasie przez urzędników podważa wiarygodność naszego kraju. Inwestorzy zagraniczni skarżą się m.in. na działanie MSWiA, urzędów skarbowych, samorządów. Sytuacja nie jest jeszcze bardzo zła, ale nieprzemyślane decyzje ograniczają napływ kapitału do Polski.
„Puls Biznesu”: Czy warunki inwestowania w Polsce poprawiają się, czy też pogarszają?
Adam Pawłowicz: Co roku przeprowadzamy badanie opinii na temat zagrożeń i szans wśród inwestorów zagranicznych. W tym roku jeszcze nie dokonywaliśmy takich analiz, nie mamy więc danych statystycznych. Odnotowujemy jednak coraz więcej sygnałów, że inwestorzy zagraniczni odbierają przepisy polskiego prawa albo praktykę ich stosowania jako niekorzystną dla siebie. Jest to bardzo niebezpieczne. Reputacja to cenny kapitał, na który bardzo długo się pracuje i można go łatwo stracić.
Może Pan podać konkretne przykłady problemów, na które skarżą się inwestorzy zagraniczni?
— Mogę wyróżnić szereg takich spraw. W związku z reformą samorządową, kompetencje dotyczące zatrudnienia, które leżały w gestii administracji rządowej, przeszły na szczebel samorządowy. Do tej pory prowadzona była w miarę spójna polityka i nie zdarzało się, żeby cudzoziemcy, zwłaszcza osoby pełniące funkcje menedżerskie nie uzyskiwali pozwoleń na pracę. Okazało się, że polityka powiatów może być bardzo różna. Przykładem tego była odmowa wydania pozwolenia na pracę członkowi zarządu Daewoo przez starostę warszawskiego. Z problemem zatrudnienia wiąże się polityka wizowa. Cudzoziemiec nie może dostać wizy na dłużej niż 12 miesięcy, a dopiero to umożliwia uzyskanie pozwolenia na pracę. Ponieważ procedury się przewlekają, często bywa tak, że cudzoziemiec dostaje wizę na sześć miesięcy, ale traci ona ważność, zanim uzyska on pozwolenie na pracę. Musi wówczas jechać do polskiej placówki konsularnej i jeszcze raz przejść całą procedurę. To nieprzyjemna sytuacja, a z reguły dotyczy szefów i właścicieli firm. Cudzoziemcy odbierają taki stan rzeczy jako wymierzony przeciwko nim. Spotkałem się z przypadkiem, gdy bardzo poważni inwestorzy mówili wprost, że traktują to jako zmianę polityki naszego państwa i będą odradzać kolegom lokowanie tu pieniędzy. W przypadku firm krajów rozwiniętych, połowa nowych inwestycji jest generowana przez przedsiębiorstwa już obecne na rynku. Jeśli nie będziemy dobrze traktować tych, którzy ulokowali u nas pieniądze, bardzo sobie zaszkodzimy.
Jest to kwestia stosowania prawa czy raczej przyjęcia odpowiednich regulacji?
— I jedno, i drugie. W przypadku przedsiębiorców o ustalonej renomie, którzy są w Polsce od kilku lat albo reprezentują duże, znane firmy — co można przecież łatwo ustalić dzięki np. opinii placówki dyplomatycznej, izby przemysłowo-handlowej — powinny zostać wprowadzone regulacje umożliwiające przyznanie wizy na dłużej niż 12 miesięcy. Nie widzę powodu, dla którego cudzoziemiec mający firmę w Polsce, który się tu przeniósł z rodziną, musi co rok odnawiać wizę. Powinniśmy otwierać się jako kraj. W wielu przypadkach wizy mogłyby być wydawane na 3-5-lat. Problemem jest też praktyka stosowania prawa i biurokracja — nasze urzędy są albo niewydolne, albo urzędnicy nie mają dobrej woli, żeby takie sprawy załatwiać szybko i w terminie przewidzianym w kodeksie postępowania administracyjnego.
Kolejnym problemem jest nabywanie nieruchomości przez cudzoziemców. Pozwoleń jest coraz więcej, ale docierają do nas sygnały, że departament w MSWiA, który się tym zajmuje, jest zupełnie niewydolny. Procedura, która powinna trwać miesiąc, zabiera czasem pół roku, a nawet ponad 12 miesięcy. To jest skandal. Niestety, nie ma sankcji wobec urzędników, którzy przeciągają ten proces.
W jaki sposób można temu zaradzić?
— Należy zwiększyć kontrolę ministra i doprowadzić do tego, by było to postępowanie przejrzyste. Jeśli tak nie jest, rodzą się podejrzenia o korupcję, może nieuzasadnione, ale trudno ich uniknąć, gdy nie wiadomo, jak długo będą załatwiane takie sprawy. Wnioski jednych są rozpatrywane szybko, innych bardzo wolno i nie jest jasne, jakie są stosowane kryteria. Zgoda na zakup powinna być domniemana i tylko niespełnienie pewnych warunków powinno powodować odmowę jej udzielenia. Często formalnie urzędnik jest w porządku, bo np. wysłał zapytanie do innej instytucji. Tyle, że robi to 30 dnia, na 24 godziny przed upływem terminu załatwienia sprawy. To gra na zwłokę.
Nie tylko przedsiębiorcy zagraniczni mają zastrzeżenia do działania urzędów w Polsce.
— Inwestorzy zagraniczni zwracają również uwagę na problemy, które dotyczą nie tylko ich samych, ale są wspólne dla wszystkich przedsiębiorców prowadzących biznes w Polsce. Niestety, przez cudzoziemców, na zasadzie kontrastu z praktyką, jaką znają ze swych krajów ojczystych, odbierane są jako działania dyskryminacyjne. Jako przykład można wskazać zwrot VAT-u przy eksporcie. Są przykłady konkretnych firm, które mają z tym kłopoty. Inwestor importuje znaczną część komponentów, w związku z tym musi uiszczać VAT. Przy eksporcie powinien on zostać zwrócony. Praktyka jest jednak taka, że inwestor musi zapłacić podatek przy imporcie natychmiast, a na refundację czeka kilka miesięcy, a nawet pół roku. Powoduje to, że działalność, która była obliczona na milion dolarów, wymaga większych nakładów, ponieważ część kapitału obrotowego jest zamrożona w postaci podatku, który nie został zwrócony na czas.
Jakość prawa podatkowego budzi duże emocje.
— Problemem jest w ogóle niestabilność i niejasność regulacji podatkowych i to, że są one czasem dość dowolnie interpretowane przez urzędy i izby skarbowe. Bardzo duża część przedsiębiorców narzeka, że ten sam przepis rozumiany jest zupełnie inaczej w różnych regionach. Od wielu inwestorów słyszeliśmy, że w Polsce można łatwo rozpocząć działalność, ale potem trzeba sporo wydać na doradcę podatkowego. Uderza to przede wszystkim w mniejszych przedsiębiorców. Jeszcze bardziej niebezpieczne jest to, że taka sytuacja tworzy wizerunek Polski jako kraju nieprzewidywalnego, w którym wiele zależy od uznaniowej decyzji urzędników. Problemem bywają — na szczęście rzadko — podatki lokalne. Generalnie samorządy mają pozytywny stosunek do inwestorów zagranicznych, ale czasami zdarza się, że sielanka trwa krótko. Gdy firma zainwestuje, traktuje się ją jak dojną krowę i winduje podatki lokalne. Wiąże się to np. ze zmianą opcji politycznej w samorządzie.
Czy można wskazać działania, które poprawiają warunki prowadzenia biznesu w Polsce?
— Pozytywnie oceniam wszystkie działania, które mają zapewnieć przewidywalność prowadzenia interesów w naszym kraju. Ustawa o działalności gospodarczej, przygotowana przez Ministerstwo Gospodarki, i zmiany podatkowe zmierzające do obniżenia i uproszczenia obciążeń, wprowadzane przez wicepremiera Balcerowicza, są krokiem we właściwą stronę. Trzeba jednak jeszcze poddać gruntownej kontroli działanie urzędów i izb skarbowych, jeśli idzie o jednorodność przepisów i funkcjonowanie prawa.
Ostatni problem to nieprzewidywalność polityczna. Chwalimy się, że sytuacja w naszym kraju jest stabilna, a polityka niezmienna. Zdarzają się jednak przypadki, gdy przetasowania polityczne powodują całkowitą zmianę warunków gry w danym sektorze. Takim przykładem jest telekomunikacja, w przypadku której dwukrotne zmiany w fotelu ministerialnym powodowały całkowitą zmianę warunków prowadzenia biznesu. Nie moją rolą jest poddawać ocenie zmiany polityczne. Nie może być jednak tak, że ten sam urząd najpierw komuś przyznaje koncesję, a potem zmienia jej zasadnicze warunki, lub odwrotnie — ktoś buduje plany na tym, że liberalizacji rynku nie będzie, a potem dzieje się inaczej. To podważa zaufanie do polskiego państwa i niszczy naszą reputację.
Czy informacje o problemach, o których Pan mówi, PAIZ, który jest instytucją państwową, przekazuje do wiadomości członków rządu, czy jest to materiał na publiczną dyskusję?
— Oczywiście, wszystkie tego typu informacje przekazujemy premierowi i odpowiednim ministrom. Jesteśmy po trosze instytucją, która przypomina książkę skarg i zażaleń dla inwestorów, a wobec rządu odgrywamy rolę systemu wczesnego ostrzegania. Funkcję tę zamierzamy rozwijać współpracując z przedstawicielami zagranicznych inwestorów. Chcemy wspólnie z nimi analizować problemy prawne. Rząd ma na głowie wiele spraw, dlatego chcemy przygotować gotowe rozwiązania.
Czy to oznacza, że klimat inwestycyjny w Polsce się pogarsza?
— Traktuję moją wypowiedź jako sygnał ostrzegawczy. Polska jest wciąż postrzegana jako kraj bardzo atrakcyjny dla inwestorów, o czym świadczą publikowane rankingi. Niemniej mają miejsce zdarzenia, których fatalne konsekwencje będziemy w przyszłości ponosić. W moim przekonaniu, takim przykładem jest zamieszanie w przypadku BIG Banku Gdańskiego. Kapitał zagraniczny odstraszać mogą nie tylko wypowiedzi prominentnych polityków na ten temat, ale też stanowisko, jakie w tej sprawie zajął sąd gospodarczy. Powtarzam: reputacja to bezcenny kapitał, który łatwo stracić.
fot. Małgorzata Pstrągowska
"Docierają do nas sygnały, że departament w MSWiA, który zajmuje się wydawaniem zezwoleń na zakup ziemi cudzoziemcom, jest zupełnie niewydolny. Procedura, która powinna trwać miesiąc, zabiera czasem pół roku, a nawet ponad 12 miesięcy. To jest skandal. Niestety, nie ma sankcji wobec urzędników, którzy przeciągają ten proces. Należy zwiększyć kontrolę ministra i doprowadzić do tego, by było to postępowanie przejrzyste. Jeśli tak nie jest, rodzą się podejrzenia o korupcję, być może nieuzasadnione, ale trudno ich uniknąć".