Ministerstwo Gospodarki (MG) przymierza się do napisania nowej ustawy o swobodzie gospodarczej. Dziś w tej sprawie ma się zebrać zespół ds. doskonalenia regulacji gospodarczych. Urzędnicy z przedstawicielami organizacji przedsiębiorców będą zastanawiać się, czy stworzenie nowej ustawy jest możliwe i jaki status miałaby mieć w systemie prawnym. Rozmowy jeszcze na dobre się nie zaczęły, a już pojawiają się zgrzyty.
Ignorowane zapisy
„Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej obowiązuje od 2004 r. W wyniku licznych nowelizacji zamiar sformułowania swoistej »konstytucji dla przedsiębiorców« został w dużej mierze zatracony. Ustanowione ogólne zasady podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej zostały ograniczone licznymi wyjątkami. MG rozważa podjęcie prac mających na celu opracowanie nowej ustawy” — czytamy w dokumencie, który jest podstawą dzisiejszego spotkania. Resort sugeruje, aby nowy akt prawny nazwać „Kartą praw przedsiębiorcy”. Jej celem byłoby wzmocnienie gwarancji praw firm w relacjach z państwem. MG uważa, że nowa ustawa mogłaby być także kodeksem, a wprowadzenie wyjątków od niego musiałoby zostać „przekonująco uzasadnione”. Przedstawiciele biznesu nie są zgodni w ocenie tego pomysłu.Przeciwna jest Konfederacja Lewiatan, przed laty aktywnie uczestnicząca w tworzeniu ustawy o swobodzie gospodarczej.
— Nie ma ani sensu, ani uzasadnienia, by pisać nową. Obecna ustawa była i jest ignorowana przez administrację publiczną. Nowa także nie miałaby znaczenia, bo nie byłaby respektowana. Po co więc tworzyć kolejną martwą regulację? — twierdzi Katarzyna Urbańska, dyrektor biura prawnego Konfederacji Lewiatan. Ustawa o swobodzie została uznana za wielki wspólny sukces rządu Leszka Millera oraz organizacji przedsiębiorców.
Rodziła się w bólach, mimo że cieszyła się zielonym światłem od polityków. W następnych latach była wielokrotnie nowelizowana. Zazwyczaj na niekorzyść przedsiębiorców, bo kolejne instytucje i organy „uciekały” spod obostrzeń. Koronnym przykładem jest iluzoryczność ograniczenia kontroli firm, spod którego wyswobodziło się wiele organów.
Róbta, co chceta. Legalnie
Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), uważa, że warto dokonać całościowego przeglądu regulacji gospodarczych.
— Nowa ustawa miałaby sens wtedy, gdyby nawiązywała do tzw. ustawy Wilczka, czyli krótko i zwięźle określała obowiązki firm oraz respektowała zasadę, że co nie jest zakazane, jest dozwolone. Oczywiście musiałaby zostać stworzona wspólnymi siłami rządu i przedsiębiorców — uważa Andrzej Arendarski. Jego zdaniem, problemem jest uciekający czas.
— Prace nad taką ustawą powinny się zacząć na początkukadencji, a nie pod koniec. Z biegiem czasu rośnie opór urzędników wobec reform i spada zapał rządu. Aby była realna szansa na wprowadzenie nowej ustawy o swobodzie, musiałby ją zapowiedzieć premier Tusk. Obawiam się, czy minister Piechociński da radę się z nią przebić. Mam nadzieję, że nie jest to akcja propagandowa MG. Jesteśmy jednak gotowi pomóc w opracowaniu projektu — mówi prezes KIG.
Ciepło o inicjatywie resortu wypowiada się Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. — Warto naprawić błędy obecnej ustawy o swobodzie. Oczywiście łatwo nie będzie i urzędnicy mogą zechcieć wykorzystać okazję do mocniejszego przykręcenia śruby. Jeśli jednak pojawi się prawdziwa wola polityczna, może się udać.
Oferujemy pomoc. Skoro można w ciągu kilku dni uchwalić zmiany w OFE, to i nową ustawę o swobodzie rząd zdążyłby stworzyć, a parlament uchwalić do końca tej kadencji — mówi Andrzej Malinowski. Zdaniem Adama Szejnfelda, byłego wiceministra gospodarki (autora wielu projektów i ustaw deregulacyjnych), obecna ustawa o swobodzie jest wystarczająco dobra.
— Raczej należałoby ją chronić przed dalszym psuciem. Jeżeli pisać nową, to jako lekkie i ramowe prawo, a nie przypominającą instrukcję obsługi odkurzacza z całym katalogiem nakazów, zakazów i kar. Taka ustawa powinna mieć dwa artykuły: róbta, co chceta, byle legalnie, a drugi — wchodzi w życie natychmiast — mówi poseł PO.