USA rosną solidnie, ale ryzyko recesji nie mija

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-01-26 20:00

Niektóre dane ze Stanów Zjednoczonych są bardzo dobre, inne słabe. Na które patrzeć?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Amerykańska gospodarka wykazała całkiem solidny wzrost w ostatnim kwartale minionego roku, wynika z najnowszej i wstępnej publikacji o PKB tego kraju. W tych danych nie ma sygnałów recesji. Jednocześnie jednak wskaźniki wyprzedzające koniunktury wyraźnie wskazują na narastające ryzyko recesji w tym roku. Jak interpretować te sprzeczne sygnały? Po wstrząsie pandemicznym struktura gospodarki się zmienia i wcześniejsze relacje nie zawsze wyglądają tak samo. Na razie więc zwracałbym większą uwagę na samo PKB i niezłe dane z rynku pracy, które są nierecesyjne. To są twarde dane, a przyszłość zawsze jest niepewna.

W czwartym kwartale 2022 r. PKB Stanów Zjednoczonych zwiększył się o 0,7 proc. kw./kw. i 0,9 proc. r/r. W mediach najczęściej podaje się liczbę 2,9 proc., która pokazuje wzrost kwartalny przeliczony na wartości roczne (zannualizowany), tak jak robi się z odsetkami bankowymi. Amerykanie są przyzwyczajeni do takiej konwencji.

Te dane są nieco lepsze od oczekiwań i wskazują na ekspansję gospodarki. PKB jest na poziomie trendu sprzed pandemii i w ostatnich dwóch kwartałach rósł w tempie zbliżonym do średniej historycznej. Z gospodarką nie dzieje się obecnie nic nadzwyczajnie złego. I choć generalnie 2022 r. był słabszy od prognoz formułowanych pod koniec 2021 r., to biorąc pod uwagę potężne podwyżki stóp procentowych i zaburzenia na rynkach energetycznych, sytuacja jest zaskakująco stabilna.

Jedynym obszarem przeżywającym głęboką recesję są nieruchomości – inwestycje spadły o jedną piątą r/r. Filarem ekspansji jest natomiast wciąż mocna konsumpcja, pomimo spadających realnie wynagrodzeń ludności. Amerykanie zmniejszają oszczędności i w ten sposób finansują wydatki, licząc, że wkrótce inflacja spadnie. Stopa oszczędzania – czyli niekonsumowana część dochodu – była pod koniec zeszłego roku najniższa od 17 lat. Solidnie wyglądają też inwestycje przedsiębiorstw w tzw. własność intelektualną, czyli wydatki na badania i rozwój czy oprogramowanie.

Na dobrą koniunkturę wskazują też najnowsze dane dotyczące wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Ich liczba jest bardzo niska na tle historycznym i nie wykazuje żadnych oznak zmiany trendu. Wprawdzie część firm zwalnia ludzi – dotyczy to szczególnie firm technologicznych – ale z kolei inne intensywnie zatrudniają. A dopóki rynek pracy nie zacznie się wyraźnie pogarszać, trudno mówić o recesji.

Ekonomiści cały czas jednak ostrzegają przed recesją w nadchodzącym roku. Dlaczego? Bo pogarszają się tzw. wskaźniki wyprzedzające koniunktury, czyli dane, które statystycznie rzecz biorąc, w przeszłości sygnalizowały z wyprzedzeniem boomy i recesje. Na przykład indeks wyprzedzający koniunktury Conference Board spadł w ciągu roku o 6,1 proc. – w przeszłości spadek co najmniej tej wielkości zawsze sygnalizował recesję (patrz wykres). Na recesyjnych poziomach są też niektóre indeksy koniunktury tworzone na podstawie badań ankietowych wśród firm, jak np. indeks PMI.

Na co więc patrzeć? Na dobre dane o PKB i z rynku pracy, czy na wskaźniki wyprzedzające? Teoretycznie lepiej jest patrzeć przed siebie niż w lusterko wsteczne, czyli na wskaźniki wyprzedzające. To może być jednak mylne podejście w przypadku danych ekonomicznych. Żadne wskaźniki nie sygnalizują ze 100-procentową pewnością, co się wydarzy w przyszłości – gdyby takie istniały, nie istniałaby niepewność gospodarcza. Wskaźniki wyprzedzające zawdzięczają swoją wartość statystycznym relacjom z przeszłości, a te mogą ulegać strukturalnym załamaniom.

Wydaje mi się więc, że większą uwagę należy zwracać na twarde dane, nawet ryzykując, że za dużo patrzymy w przeszłość.