W USA Święto Pracy (7 września) wyznacza koniec wakacji. Zazwyczaj od tego dnia rośnie wolumen i do gry wchodzą poważni gracze. Przed tegorocznym początkiem sezonu jesiennego media zapowiadały dużą przecenę, która miałaby się rozpocząć już we wtorek. Nic z tego nie wyszło. Byki do połowy września z uporem prowadziły indeksy na północ. Dopiero potem pojawiła się chęć zrealizowania części zysków, ale miesiąc zakończył się kolejnym wzrostem indeksów.
W rocznicę upadku Lehman Brothers (14.09) czekano na wystąpienie Baracka Obamy poświęcone sprawie regulacji finansowych, ale było oczywiste, że rocznicowe przemówienie niczego na rynkach nie zmieni. Uwielbiający statystyki Amerykanie policzyli, że w tekście prezydenta słowo "kryzys" pojawiło się 20 razy, "ryzyko" 13 razy, a "reformy" 11 razy. Już to wskazuje na klasyczne przemówienie polityczne mające pokazać, jak mocnym liderem jest prezydent. Rzeczywiście, ostrzegał przed powrotem lekkomyślności na Wall Street, zapowiadał reformy, których projekty przedstawiono już dawno temu (a które są, według mnie, dalece niewystarczające) i to, że podczas szczytu szefów G-20 w Pittsburghu będzie się domagał posunięć mających zwiększyć globalny popyt i usunąć przyczyny kryzysu. Słowa, słowa, słowa…
W końcu miesiąca pojawiły się niepokojące sygnały. Spadł indeks Chicago PMI i indeks zaufania konsumentów. Gorsze też były dane z rynku pracy. Być może to tylko wypadek przy pracy, ale jeśli dane będą nadal słabe, to zderzenie nadziei z realiami może się okazać bolesne. Plusem dla rynku było to, że w USA rozpoczął się sezon raportów kwartalnych spółek. Mówi się, że w drugim kwartale pokazywały niezłe wyniki, bo cięły koszty. Dalej ciąć nie mogą — muszą pokazać zwiększone przychody, zyski i prognozy. Pesymiści twierdzą, że to będzie trudne, więc publikacja raportów zakończy trwającą pół roku falę zwyżki. To jednak nie takie proste. Tajemnicą poliszynela jest, że prognozy są tak ustawiane, by łatwo było je pobić.
Taką grę Wall Street prowadzi od lat. Wystarczy opublikować nieco lepszy raport i zaświecić prognozą, żeby cena akcji wzrosła. Pojawił się jednak problem z indeksami rosnącymi już przed sezonem raportów. Sam często pisałem, że sezon raportów kwartalnych będzie dla byków korzystny, ale widząc, że cały rynek tak myśli, zacząłem się niepokoić. Nadmiernie dobre nastroje i duże oczekiwania to prosta droga do rozczarowania. W trakcie pisania komentarza nie było jeszcze jasne, czy do niego dojdzie. Gdyby jednak doszło, to rynki weszłyby w korektę, ale nie będzie powrotu do bessy. Po sezonie raportów znowu będziemy się wpatrywali w dane makro, a one powinny się poprawiać. Wystarczy seria lepszych raportów i byki powrócą. Nastroje mogą się szczególnie poprawić w końcówce roku, bo przecież dostęp do taniego pieniądza nie zniknie, no i trzeba będzie zapracować na premie… l
Piotr Kuczyński
