Usługi podpisowe znowu funkcjonują

29-07-2018, 22:00

Zawetowaniem w lipcu 2017 r. trzech ustaw — najpierw o regionalnych izbach obrachunkowych, a później o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS) i o Sądzie Najwyższym (SN) — prezydent Andrzej Duda podjął próbę wybicia się na realnego najważniejszego decydenta. W kwestii podpisania/niepodpisania ustawy faktycznie jest panem jej życia/śmierci, ale owa potęga wynika z… arytmetyki sejmowej — poza obrotowym klubem Kukiz ‘15 nikt z opozycji nigdy nie wesprze PiS w przełamaniu prezydenckiego weta, do czego potrzeba trzech piątych głosów. Dlatego ustawy zwracane do Sejmu lądują w koszu, co potwierdziło się również w tym roku po zawetowaniu ustawy degradacyjnej.

Zobacz więcej

Zebrane przez demonstrujących 26 lipca pod Pałacem Prezydenckim długopisy wystarczą na kilka prezydenckich kadencji. Fot. Reuters Forum

Moc podpisową prezydent postanowił przenieść na wyższy poziom i spróbował stać się kreatorem politycznej rzeczywistości. Zaskakując prezesa Jarosława Kaczyńskiego rozkręcił inicjatywę tzw. konsultacyjnego referendum konstytucyjnego. PiS przyjęło ją bez entuzjazmu, dlatego forsowanie przez Andrzeja Dudę bezsensownego terminu głosowania 10-11 listopada stało się idealnym pretekstem do odrzucenia referendum. Nie wolno zapominać, że w Senacie przy większości bezwzględnej decydujące znaczenie miał nie stosunek 10:30 głosów za/przeciw (te przeciwne oddała PO), lecz wstrzymanie się 50 senatorów PiS! Obecnie los wątku nowelizacji czy uchwalenia nowej konstytucji jest identyczny, jak wetowanych ustaw — w koszu. Prezes widzi możliwość powrotu do tematu w bliżej niesprecyzowanej przyszłości.

Odrzucenie referendum było silnym sygnałem, czego tak naprawdę PiS oczekuje od swojego człowieka w Pałacu Prezydenckim. Niezakłóconego wykonywania usług określonych w tytule. I Andrzej Duda to zrozumiał — dzień po klęsce referendalnej podpisał od ręki przeforsowaną błyskawicznie kolejną nowelizację pakietu ustaw sądowych, w tym o SN. Trudno uwierzyć, ale ta ustawa — która po wecie rodziła się w bólach i została uchwalona 8 grudnia 2017 r., a ogłoszona w tegorocznym Dzienniku Ustaw pod poz. 5 — była zmieniana już… sześć razy, pod poz. 650, 771, 847, 848, 1045 oraz najnowsza nowela pod poz. 1443. Notabene opublikowano ją elektronicznie natychmiast po podpisaniu, w czwartek 26 lipca o godz. 18, co uczyniło bezprzedmiotową wielką demonstrację przed Pałacem Prezydenckim, która zebrała się tegoż wieczoru w celu… uproszenia weta.

Liczba nowelizacji ośmiesza samą ideę reformy SN. Kompromitacją jest natomiast uchwalenie najnowszej noweli z błędem. W przepisach końcowych ustawa odnosi się do „art. 31 § 2a” ustawy o SN, w której jednak „§ 2a” po prostu… nie ma, powinno być „§ 3a”. W pośpiechu i bałaganie PiS popełniło oczywistą literówkę, czy raczej cyfrówkę. Zostało to wychwycone już na etapie debaty w Senacie, zatem jedynym uczciwym rozwiązaniem byłoby uchwalenie przez Senat poprawki i cofnięcie ustawy do Sejmu w celu jej przyjęcia. No tak, ale posłowie już udali się na wakacje, czyli ustawa mogłaby zostać poprawiona dopiero 11 września i przejmowanie SN przez tzw. dobrą zmianę wydłużyłoby się o kolejne miesiące. Dlatego Senat z pełną premedytacją puścił ustawę z oczywistym dla wszystkich błędem, cyferka zostanie poprawiona dopiero w kolejnej nowelizacji we wrześniu. Niestety, podobnie zachował się doktor prawa Andrzej Duda…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Usługi podpisowe znowu funkcjonują