Ustawa frankowa po liftingu

Cztery kursy sprawiedliwe, zwrot spreadów lub kluczy. Koszt dla banków: 30-40 mld zł z możliwością rozłożenia strat w czasie.

Po trzech miesiącach oczekiwania poznaliśmy efekty prac zespołu powołanego przez prezydenta do poprawienia projektu ustawy frankowej, która prapremierę miała w połowie stycznia. Tym razem konferencja, podczas której dokument został zaprezentowany, odbyła się po zamknięciu giełdy, a nie jak poprzednim razem w środku dnia. Być może nie był to celowy zabieg, bo prof. Jarosław Mielcarek, jeden z członków zespołu, powiedział, że nie spodziewa się „większych zawirowań”. Nie wykluczał nawet wzrostu kursów banków, bo projekt zakłada przewalutowanie „w interesie sektora bankowego”, zdejmując z niego ryzyko kursowe. Poza tym,  jak powiedział Jarosław Mielcarek, giełda będzie miała czas, żeby się z ustawą oswoić, bo kredytobiorcy będą mieli rok na zapoznanie się z możliwościami i podjęcie decyzji.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Niestety, dwie i pół strony wypisanych w punktach założeń do projektu, przekazane dziennikarzom, zawiera bardzo mało informacji o szczegółowych rozwiązaniach.  Wiadomo, że przewalutowanie będzie dobrowolne na wniosek frankowicza. Projekt zakłada też zwrot spreadów oraz, jak w pierwotnej wersji, możliwość rzucenia bankowi na stół kluczy do zadłużonego mieszkania. Przewalutowanie będzie odbywać się według kursu sprawiedliwego, dostępnego w czterech wariantach. Pierwszy to kurs „z kalkulatora”, zamieszczony na stronie kancelarii prezydenta, drugi: „zmodyfikowany”, polegający na tym, że kredytobiorca najpierw spłaca kapitał, a potem odsetki,. Trzecia wersja wynika „z teorii kursu sprawiedliwego”, którą opracował prof. Mielcarek – szczegóły nie są znane. Podobnie w przypadku czwartego kursu sprawiedliwego, „wynikającego z koncepcji stóp procentowych”.

Nie wiadomo, ile będzie kosztowała ustawa sektor bankowy. Prof. Witold Modzelewski, koordynator prac zespołu, pytany o skutki dla sektora najpierw zdezawuował wyliczenia KNF dla pierwotnej wersji ustawy, stwierdzając, że powstały w oparciu o ankiety rozesłane do banków, do których mogły one wpisać, co chciały. Prof. Mielcarek przyznał po prostu, że kosztów teraz nie da się wyliczyć. Poznamy je, kiedy dowiemy się, ilu frankowiczów skorzystało z dobrodziejstwa ustawy, czyli za rok.

- Potwierdziła się stara zasada ekonomiczna, że nie ma prostych odpowiedzi na pozornie łatwe pytania ekonomiczne. Do szacowania kosztów stosowaliśmy metodę scenariuszową. Rozpatrywaliśmy scenariusze mikro, czyli skutki dla kredytobiorców oraz makro, czyli jak to będzie oddziaływać na cały sektor bankowy. Możemy powiedzieć, że skutki mikro są znane. Makroekonomoczne nie, bo nie znamy spektrum wykorzystania ustawy – stwierdził prof. Mielcarek.

Eksperci, naciskani przez dziennikarzy, stwierdzili w końcu, że w jednym ze scenariuszy koszt po stronie sektora to 30-40 mld zł. Jarosław Mielcarek uspokajał, że będzie on rozłożony w czasie.

- Przy kredytach hipotecznych, które są na 30 lat, to tylko 1 mld zł rocznie dla banków – powiedział członek zespołu.

Witold Modzelewski dodał, że projekt zakłada sekurytyzację części kredytów powstałych wskutek przewalutowania. Każdy z banków ma utworzyć spółkę specjalnego przeznaczenia, która zajmie się obsługą wierzytelności, emitując pod nie papiery dłużne. Członkowie zespołu nie udzielili informacji, kto miałby je obejmować.


© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Ustawa frankowa po liftingu