Uwolnione mleko nie kipi

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2016-01-06 22:00

Mimo przygotowań i wbrew oczekiwaniom produkcja mleka po likwidacji kwot nie wystrzeliła. I nie wystrzeli

O przygotowaniach branży mleczarskiej do uwolnienia kwot mlecznych było głośno. Rolnicy powiększali stada bydła mlecznego i płacili kary za nadprodukcję, by móc sprzedawać jak najwięcej, gdy rynek będzie już wolny. Likwidacja limitów nastąpiła w kwietniu 2015 r., a od stycznia mleka przetworzyliśmy więcej o 2,4 proc. To dynamika porównywalna z wcześniejszymi latami. — Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom rolnicy nie złapali wiatru w żagle — mówi Andrzej Grabowski, współwłaściciel Polmleku.

— Uwolnienie rynku po prostu nie zadziałało — dodaje Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich. — Tegoroczny wynik i tak należy uznać za sukces. Dowodzi, że gospodarstwa się nie zrażają, przynajmniej na razie. Gdyby nie zniesienie kwot, do którego rolnicy przygotowali się, zwiększając stada, to przy tak niskich cenach surowca mielibyśmy spadek — twierdzi Marta Skrzypczyk, koordynatorka zespołu analityków sektora rolno-spożywczego Banku Zachodniego WBK.

Inwestowanie w dołku

Andrzej Grabowski tłumaczy, że w tym roku produkcję pogrzebało kilka czynników. — Susza ograniczyła zbiory m.in. kukurydzy, która jest używana do karmienia bydła mlecznego. Niskie ceny mleka ograniczają dochody rolników, a ci koszty — również związane z paszami. Jako że bydło nie jest karmione w najlepszy sposób, zmniejsza się jego mleczność — twierdzi współwłaściciel Polmleku.

W prognozie opublikowanej pod koniec września Instytut Ekonomiki Rolnictwa spodziewał się, że w 2015 r. produkcja mleka wzrośnie o 0,6 proc., a skup do 2,4 proc. W 2016 r. pogłowie bydła ma się zmniejszać, a produkcja mleka ma rosnąć „nieznacznie” dzięki poprawie mleczności. Przetwórcy i rolnicy niewiele mogą zrobić, żeby tę sytuację zmienić.

— Zależymy od koniunktury światowej. Dziś rolnicy są w rozterce — nie wiedzą, czy powiększać stada, czy przeznaczać bydło na mięso. Moim zdaniem, warto przeczekać. Jeśli inwestować, to w dołku — twierdzi Andrzej Grabowski.

Marta Skrzypczyk przypomina, że największe mleczarnie mówią o kolejnych inwestycjach w moce przetwórcze. — Wydaje się, że dołek cenowy mamy już za sobą, ceny drgnęły i powoli rosną, choć wyraźnego ożywienia jeszcze nie widać. W 2016 r. roku skup mleka może wzrosnąć 2-5 proc. Wszystko zależy od koniunktury na świecie i największych odbiorców mleka, na przykład Chin — dodaje analityk BZ WBK.

Stracone miliardy

W tym roku Chiny, wcześniej mocno nakręcające światowy popyt, zmniejszyły zakupy. Zdaniem niektórych, mieli wystarczające zapasy, by poczekać na solidny spadek cen. Wcześniej mleczarzom (w dużej mierze polskim) zaszkodziło rosyjskie embargo. Za wschodnią granicę eksportowaliśmy coraz więcej serów dojrzewających.

Po blokadzie nie mieliśmy co zrobić z surowcem, więc silnie wzrosła produkcja proszków mlecznych jako najbardziej trwałych mlecznych przetworów. Od stycznia do listopada 2014 r. wyprodukowaliśmy ich o niemal 60 proc. więcej niż w 2013 r., a w 2015 r. produkcja spadła, ale zaledwie o 10 proc. (wobec 2014 r.). Stały wzrost spośród podstawowych produktów odnotowywał w ostatnich latach jedynie twaróg. Poza nim w 2015 r. widać wzrost produkcji m.in. masła i mleka płynnego, a w stałym trendzie spadkowym są jogurty.

— Produkcja znacznie przekracza krajową konsumpcję — około 30 proc. musimy wywozić z kraju. Nie wykorzystujemy swojego potencjału przetwórczego — w 1989 r. przerabialiśmy prawie 11,5 mld litrów mleka, a w 2015 r. było to około 10,5 mld litrów — wylicza Waldemar Broś. Jego zdaniem, liczba producentów dalej będzie spadać.

— Dziesięć lat temu było prawie 400 tys. gospodarstw, obecnie jest 131 tys., a docelowo będzie około 100 tys. Przychody rolników w 2015 r. będą o ponad 2 mld zł niższe niż w 2014 r. i wyniosą 12 mld zł. To zniechęca ich część do pozostania na rynku — uważa Waldemar Broś.