Same Stany Zjednoczone liczą obecnie już przeszło 300 mln mieszkańców (dla porównania: Unia Europejska ma blisko 500 mln, Japonia ponad 125 mln, a Chiny 1,330 mld ). Produkt Krajowy Brutto USA wynosił w 2007 r. ponad 14 bilionów dolarów (PKB na mieszkańca USA wynosi ok. 48 tys. dolarów), natomiast PKB Japonii to 4,9 bln dolarów (PKB na mieszkańca ok. 39 tys. dolarów), Chin 3,9 bln dolarów (PKB na mieszkańca ok. 3 tys. dolarów), a Unii Europejskiej 16,6 bln dolarów (PKB na mieszkańca ok. 33 tys. dolarów). Już te dane pokazują, że gospodarka amerykańska generuje najwyższy dochód na mieszkańca, co niewątpliwie jest przyczyną jej siły. Biorąc więc pod uwagę jedynie pojedyncze państwa (wyłączając Unię Europejską), Stany są państwem dysponującym największymi środkami finansowymi, kilkukrotnie przewyższającymi możliwości finansowe innych finansowych potęg świata.
Pękaty portfel dolarów
Środki budżetowe przeznaczane na
amerykańskie siły zbrojne wynoszą mniej więcej tyle, ile cały PKB Polski (ok.
0,5 bln dolarów). Oczywiście fakt, że USA dysponują największymi możliwościami
finansowymi jest tylko jednym z elementów składowych wizerunku amerykańskiej
gospodarki, jako największej, najważniejszej i dominującej w świecie.
Na jej siłę składają się jednak i inne ważne składowe: wielkość handlu międzynarodowego prowadzonego przez USA, prężność i wartość amerykańskiego rynku finansowego, w tym kapitałowego, pełna wypłacalność i wysoka wiarygodność kredytowa rządu Stanów, czy też posiadanie szczególnej waluty, którą nadal jest amerykański dolar. Nie można zapomnieć o innowacyjności amerykańskiej gospodarki (biotechonologia, zaawansowana informatyka czy telekomunikacja), przyczyniającej się do tworzenia wielu nowych miejsc pracy i pozwalającej Stanom utrzymać przewagę technologiczną w wielu dziedzinach, takich jak przemysł militarny, lotniczy, kosmiczny czy komputerowy. Świadoma i dokładnie określona polityka imigracyjna umożliwia Ameryce pozyskiwanie wielu naukowców z różnych stron świata. Ogromny rynek finansowy nadal przyciąga wiele firm, w tym również z Europy i Azji. Dotychczasowa możliwość szybkiego i nieskomplikowanego pozyskiwania kapitałów, niezbędnych do inwestycji (nadwerężona wprawdzie przez trwający już ponad rok kryzys), stymulowała szybki rozwój ekonomiczny USA w okresie powojennym. Także posiadanie dolara jako waluty znacznie ułatwiało Stanom szybki rozwój, ponieważ dzięki najwyższej wiarygodności rządu Stanów Zjednoczonych, nie miały one i nadal nie mają problemów z pozyskiwaniem środków na międzynarodowych rynkach finansowych poprzez emisje obligacji, chętnie nabywanych przez wiele podmiotów, a nawet państw (Chiny zgromadziły amerykańskie obligacje skarbowe o wartości setek miliardów dolarów). I choć dolar w ostatnich latach przeżywa trudne chwile, dla wielu ludzi na świecie nadal stanowi formę specyficznej lokaty i zabezpieczenia swoich aktywów.
Prymat nauki i wolny handel
Nie sposób zapomnieć o
amerykańskiej dominacji w myśli naukowej i technicznej. Ogromna ilość nagród
Nobla zdobytych przez amerykańskich naukowców w dziedzinie fizyki, chemii,
medycyny czy ekonomii najlepiej świadczą o potencjale amerykańskiej nauki.
Amerykańskie uniwersytety dzierżą palmę pierwszeństwa w większości różnorodnych
rankingów uczelni. Wielu uczonych z różnych państw świata decyduje się na pracę
w amerykańskich instytutach uznając, że właśnie tam znajdą najlepsze możliwości
rozwoju. Tak postąpiło także wielu polskich naukowców. Na przykładzie USA
najlepiej widać, że nauka może w wielkim stopniu przyczynić się do sukcesów
gospodarczych i dać podwaliny pod szybki i stabilny rozwój.
Warto podkreślić, że USA są jednym z państw najsilniej propagujących tzw. wolny handel, widząc w nim sposobność zwiększania swojego eksportu i nie obawiając się podjęcia walki konkurencyjnej, która jest motorem amerykańskiej gospodarki. Stworzenie wraz z Kanadą i Meksykiem organizacji NAFTA – Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu – okazało się niezwykle skutecznym sposobem wzrostu wartości handlu między tymi państwami i przynosi gospodarcze korzyści im wszystkim. Te właśnie cechy: kreatywność, umiejętność podjęcia ryzyka, poszukiwanie nowych sposobów współpracy, promocja otwartego handlu - nadal pozostają cechami powszechnie kojarzonymi z amerykańską gospodarką. Oczywiście, prowadzenie takiej polityki powoduje zarazem, że ma ona wielu wrogów, obwiniających USA za stwarzanie warunków bezwzględnej konkurencji, wybieranie projektów, których głównym kryterium jest wyłącznie zysk.
Skaza na krysztale?
Nie można jednak zapominać o tych
aspektach funkcjonowania amerykańskiej gospodarki, które są zwiastunami
niekorzystnych trendów. Chodzi o amerykański deficyt budżetowy, który w 2008 r.
ma przekroczyć 0,5 bln dolarów, a w przyszłym może nawet ulec podwojeniu do 1
bln (co stanowiłoby ok. 6 proc. PKB). Również deficyt obrotów bieżących jest na
niepokojąco wysokim poziomie, w II kwartale 2008 r. przekroczył 180 mld dolarów.
Poziom inflacji oscyluje obecnie wokół 5 proc. Gwałtownie wzrasta też zadłużenie
rządu USA, które już przekroczyło 10 bln dolarów. A trzeba pamiętać, że tzw.
plan Paulsona, będący kołem ratunkowym dla instytucji finansowych, również jest
kosztowny (ok. 700 mld dolarów) i dodatkowo powiększy amerykańskie zadłużenie.
W USA wzrasta też poziom bezrobocia, już teraz przekraczając 6 proc. Jednak
w porównaniu do bezrobocia w Unii Europejskiej w amerykańskiej gospodarce
bezrobocie charakteryzuje się w ostatnich latach i tak stosunkowo niskim
poziomem.
Problemem dla gospodarczej pozycji USA może też stać się stale
rosnący koszt wydatków budżetowych związanych z opieką zdrowotną, które już
teraz stanowią równowartość szóstej części amerykańskiego PKB. Ameryce nie
brakuje też kłopotów natury społecznej – wciąż duży i dość szybki napływ
imigrantów, którzy często nie mogą otrzymać amerykańskiego obywatelstwa, wiąże
się z wieloma problemami społecznymi, ale też finansowymi (wydatki socjalne na
rzecz imigrantów czy uszczelnianie i ochrona granic). Ogromne wydatki wiążą się
też z prowadzonymi przez Stany operacjami militarnymi w Iraku i Afganistanie
oraz wojną z terroryzmem (wydatki te również szacuje się na setki miliardów
dolarów rocznie). Fakt, że nowy prezydent USA, Barack Obama, obejmie swój urząd
w czasie kryzysu finansowego powoduje, że nie będzie miał łatwego zadania.
Kwestie finansowe z pewnością zdominują początek jego prezydentury, ale zarazem
umożliwią mu zaprezentowanie swoich umiejętności radzenia sobie z kryzysami.
Skuteczne i w miarę szybkie zażegnanie kryzysu niewątpliwie przyczyni się do
wzmocnienia jego wizerunku i wzrostu szans na reelekcję w wyborach 2012
roku.
Król wciąż na tronie
Mimo wszystkich wad,
gospodarka amerykańska nadal jest najpotężniejszą gospodarką świata. Nie raz już
wychodziła z wielkich opresji – jak choćby z wielkiego kryzysu gospodarczego
zapoczątkowanego w 1929 r. Ma ona niezwykłe możliwości odtwarzania swoich sił po
okresach recesji czy kryzysów. Jej innowacyjność nie raz już zaskoczyła świat,
tworząc na przestrzenie wieków tak silne branże gospodarcze, jak przemysł
kolejowy, samochodowy, lotniczy, kosmiczny, naftowy, telekomunikacyjny,
internetowy czy wreszcie biotechnologiczny. USA nadal cieszą się opinią kraju,
który stać na wiele projektów, będących dla innych poza zasięgiem marzeń – jak
choćby planowany załogowy lot na Marsa czy projekt tarczy antyrakietowej. Same
te projekty warte są dziesiątki miliardów dolarów.
I choć wielu analityków i ekspertów jest przekonanych, że era „wszechmocnej”
Ameryki już minęła i że lata świetności ma ona już za sobą, nie można zapominać
o kilku istotnych faktach. Po pierwsze: siłę i markę tej gospodarki najlepiej
potwierdzają miliony imigrantów, starających się co roku dostać na amerykańską
ziemię, by realizować „American dream”. Żaden inny kraj nie ma takiej siły
przyciągania. Ameryka zapewniła zdecydowanej większości swoich obywateli własny
dom. To ogromny jej sukces. Do dziś branża budowlana i sektory z nią powiązane
stanowią w Stanach lokomotywę całej gospodarki. Choć niestety również od tej
branży zaczął się ostatni silny kryzys finansowy.
Dolar nadal pełni rolę
światowej waluty. W nim nominowane są kontrakty na ropę naftową i wiele innych
surowców, częściowo w dolarach utrzymywane są zasoby walutowe banków centralnych
wielu państw, często nadal stanowi on zabezpieczenie na czasy niepokojów i
kryzysu. Poza tym w żadnej innej gospodarce nie ma tak potężnego i tak
rozwiniętego rynku kapitałowego, z nowojorską giełdą papierów wartościowych
NYSE jako okrętem flagowym na czele. I wreszcie, żadna inna gospodarka nie
stworzyła tak wielu potężnych i znanych firm, bo przecież to właśnie tam
powstały Microsoft, General Electric, Coca-Cola, General Motors czy Boeing.
Mimo różnych zawirowań i kryzysów na rynkach finansowych i w globalnej gospodarce, USA nadal ma opinię najpotężniejszej gospodarki świata. I choć konkurenci depczą jej po piętach i nie jest wykluczone, że za kilka dziesięcioleci jej miejsca zajmie inna gospodarka, np. Chin, to wciąż o wiele łatwiej znaleźć argumenty przemawiające za jej potęgą, niż takie, które zwiastowałyby jej schyłek. Nie przekreślajmy więc szans amerykańskiej gospodarki w przyszłości, bo pewnie znów szybko nabierze wigoru, a oczy inwestorów z całego świata i tak zawsze będą spoglądać najpierw za Atlantyk.
Więcej przeczytasz w grudniowym "Rynku Kapitałowym"