UZDROWISKA CZEKAJĄ NA INWESTORÓW

Grzegorz Zięba
opublikowano: 2000-01-28 00:00

UZDROWISKA CZEKAJĄ NA INWESTORÓW

Minister ogłosił przetarg na doradców prywatyzacyjnych dla państwowych sanatoriów

LECZYĆ SIĘ WYPOCZYWAJĄC: Przyszłością uzdrowisk polskich jest turystyka lecznicza. To sposób na spędzanie urlopu, dający, przy okazji, możliwości zajęcia się swoim zdrowiem — twierdzi Wojciech Gucma, dyrektor spółki Uzdrowisko Nałęczów.

Ministerstwo Skarbu Państwa rozpoczęło prywatyzację znajdujących się w jego gestii uzdrowisk. Do końca roku 2000 wszystkie mają uzyskać doradców prywatyzacyjnych. W pierwszej kolejności sprywatyzowane będą uzdrowiska w Nałęczowie i Iwoniczu.

Komercjalizacja uzdrowisk to początek tworzenia się rynku usług sanatoryjnych w Polsce. Krajowe uzdrowiska posiadają od 300 do 1800 łóżek. Kondycja ekonomiczna placówek sanatoryjnych jest zróżnicowana.

Nałęczów i Iwonicz

— Od początku lat 90. wiadomo było, że rynek usług sanatoryjnych będzie się rozrastał. Trzeba więc przygotować się do walki o kuracjuszy. Dwa lata zabiegaliśmy o dokonanie komercjalizacji. Stało się to możliwe dopiero po wprowadzeniu nowej ustawy o ubezpieczeniach zdrowotnych. Powołana została również Unia Uzdrowisk Polskich, by razem reprezentować nasze interesy — mówi Wojciech Gucma, dyrektor spółki Uzdrowisko Nałęczów.

Ministerstwo Skarbu Państwa ogłosiło przetarg na doradców prywatyzacyjnych dla Nałęczowa i Iwonicza.

— Ma to być działanie pilotażowe, które wytyczy drogi postępowania w stosunku do innych skomercjalizowanych uzdrowisk. Termin zakończenia przetargu na doradców wyznaczono na 9 marca dla Iwonicza i 14 marca dla Nałęczowa. Do końca roku chcemy znaleźć doradców prywatyzacyjnych dla następnych uzdrowisk — mówi Julita Wojda z Ministerstwa Skarbu Państwa.

Kolejnym etapem w tworzeniu się tego rynku będzie znalezienie inwestora strategicznego, który zainwestuje w uzdrowiska.

Mineralna i sól

— Jesteśmy zainteresowani sprzedażą przynajmniej 10 proc. akcji uzdrowiska. Najważniejsze, by inwestor utrzymał profil przedsiębiorstwa. Ważne jest również, by rozwinąć rynek pracy. Uzdrowisko jest największym pracodawcą w Nałęczowie i okolicach. Zatrudniamy 434 osoby. Włączając w to różne usługi dla kuracjuszy to z naszego zakładu żyje około 800 osób, na 5 tys. mieszkańców Nałęczowa — twierdzi Wojciech Gucma.

Wartość księgowa Uzdrowiska Nałęczów wyceniona jest na 15 mln zł. Kierownictwo chciałoby, aby przyszły właściciel przejął docelowo około 75 proc. akcji firmy.

W Iwoniczu przewidują, że potencjalny inwestor powinien ulokować w ich przedsiębiorstwie przynajmniej 20 mln zł.

— Docelowo może to być kwota znacznie większa. Chętnych do leczenia się jest sporo i można z powodzeniem budować nowe sanatoria — twierdzi Ryszard Drejcik, prezes Uzdrowiska Iwonicz Zdrój.

— Możliwości rozwoju szukaliśmy jeszcze przed komercjalizacją. Od 1996 r. inwestowaliśmy już w bazę hotelową. Generalny remont przeszedł nasz zakład przyrodolecznictwa. Co roku inwestujemy od 3 do 7 mln zł. Dużo zainwestowaliśmy również w ujęcie i sprzedaż naszej wody Nałęczowianki — mówi Wojciech Gucma.

— Znanym na rynku produktem jest również nasza sól — dodaje Ryszard Drejcik.

Sercowy interes

Największym atutem obu uzdrowisk jest specjalizacja. Nałęczów to jedyne uzdrowisko w Polsce leczące choroby serca.

— Przez najbliższe lata choroby kardiologiczne będą nadal plagą w naszym kraju. Nie grozi nam z pewnością sytuacja, w której znalazły się uzdrowiska w Krynicy, specjalizujące się w leczeniu wrzodów żołądka. Szczepionka na tę przypadłość stawia pod znakiem zapytania ich dalszą działalność w tej dziedzinie usług medycznych — twierdzi Wojciech Gucma.

Iwonicz specjalizuje się w rehabilitacji narządów ruchu.

— Na takie usługi na pewno nie zabraknie nigdy chętnych — uważa Ryszard Drejcik.

Z własnej kasy

Coraz więcej kuracjuszy Nałęczowa z własnej kieszeni opłaca pobyt i leczenie. Podobnie jest też w pozostałych uzdrowiskach, które przeszły komercjalizację.

— Na 10 tys. osób rocznie, które korzystają z naszych usług, już około 15 proc. płaci z własnej kieszeni — mówi Ryszard Drejcik.

— Kasy chorych również coraz chętniej wydają pieniądze na profilaktykę i rehabilitację osób po zawale. To się bardziej opłaca niż bardzo kosztowne leczenie — dodaje Wojciech Gucma.

— Nasze uzdrowiska będą na pewno doskonałym interesem, w który warto inwestować. Tak jest na całym świecie — przekonuje Ryszard Drejcik.