Viktor Orbán wpadł w dołek wykopany przez siebie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-04-13 18:16

Wyniki wyborów parlamentarnych na Węgrzech z 12 kwietnia 2026 r. zasadnie roztrząsane są na wszystkie strony. Niedzielne głosowanie z pewnością stanie się przedmiotem akademickich wykładów, prac dyplomowych i doktoratów na wydziałach politologii.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Samo zwycięstwo Partii Szacunku i Wolności (Tisztelet és Szabadság Párt — Tisza) byłoby jedynie wydarzeniem, wszak przejmowanie władzy przez inną ekipę to w państwach demokratycznych — Węgry potwierdziły w niedzielę, że takim państwem są — wyborczy standard. Świat zaskoczyła jednak, a Viktora Orbána zszokowała skala zwycięstwa Pétera Magyara. Na podstawie stabilnych sondaży zdobycie przez Tiszę co najmniej 100 foteli w 199-osobowym Zgromadzeniu Narodowym (Országgyűlés), koniecznych do wybrania go na premiera, było niemal pewnikiem. Natomiast osiągnięcie większości konstytucyjnej dwóch trzecich parlamentu, czyli 133 mandatów, wydawało się mrzonką. Tymczasem Tisza wprowadziła aż 138 deputowanych, wszechwładny dotychczas Fidesz stopniał do 55 foteli, zaś szóstkę ponownie obsadza skrajnie prawicowa Mi Hazánk.

Bardzo charakterystyczny jest rozkład cząstkowy mandatów w obu pulach. Viktor Orbán od trzech kadencji przeforsował, zmniejszając ogólną liczebność parlamentu, zmienioną ordynację mieszaną. W niedzielę 106 deputowanych wyłonionych zostało zwykłą większością w jednomandatowych okręgach wyborczych, a pozostałych 93 z ogólnokrajowych list partyjnych. Przy podziale tej drugiej puli obowiązywał próg 5-procentowy (dla koalicji wyższy — 10 oraz 15 proc.), stosowana była znana od XIX wieku metoda przeliczeniowa Victora D’Hondta. W części proporcjonalnej Tisza pokonała koalicję Fideszu i KDNP umiarkowanie 45:42, tylko w tej grupie swoją szóstkę zdobyła Mi Hazánk. Absolutnie miażdżący Viktora Orbána okazał się natomiast wynik w jednomandatówkach — Tisza wygrała w tej puli aż 93:13. Okazało się, że cały nieuczciwy orbánomandering wziął w łeb.

Dotychczasowy premier zastosował znany z USA od XIX wieku mechanizm tzw. gerrymanderingu. Polega on na nieuczciwym przerzucaniu wyborców z okręgu do okręgu niczym ulęgałek z kosza do kosza. Ostatnia daleko idąca zmiana granic przeforsowana została na Węgrzech w grudniu 2024 r., gdy Tisza prowadziła już w sondażach. Rządząca ekipa bez pytania Narodowego Biura Wyborczego zmieniła aż 39 ze 106 okręgów jednomandatowych. Na przykład miastu Budapeszt zmniejszono liczbę mandatów z 18 do 16, natomiast w otaczającym metropolię województwie (komitacie) Peszt wzrosła z 12 do 14. Chwyt z wrażym władcy Budapesztem był tylko wierzchołkiem góry lodowej. W całym kraju dzielnice i miejscowości silnie opozycyjne włączane były do większych, w których Fidesz utrzymywał przewagę.

Viktor Orbán właśnie na okręgach jednomandatowych opierał swoją siłę i nadzieje na kolejne zwycięstwo. Wypada przypomnieć wyniki sprzed czterech lat. Wtedy wybory odbyły się 3 kwietnia 2022 r. bezpośrednio po agresji Rosji na Ukrainę, w atmosferze zagrożenia wojennego. Fidesz wraz z KDNP zdobyli większość konstytucyjną 135 mandatów, czyli ciut mniej niż obecnie Tisza. Ówczesna zjednoczona opozycja uzyskała tylko 57 miejsc, przy czym wyniki grupowe były odwrócone w stosunku do obecnych — w puli proporcjonalnej koalicja premiera wygrała pewnie, lecz nie jakoś nadzwyczajnie 48:38, natomiast w puli jednomandatowej wręcz miażdżąco 87:19.

Po tamtych doświadczeniach Viktor Orbán traktował w 2026 r. okręgi jednomandatowe jako swój szaniec obronny przed wzbierającą falą Pétera Magyara. Okazało się jednak, że kij głosowania większościowego na konkretnych kandydatów uderza w imieniu lidera znacznie silniej niż w części proporcjonalnej nawet z rozciągającą wyniki metodą przeliczeniową D’Hondta. Końcowy rezultat starcia o władzę w kadencji 2026–2030 okazał się zatem paradoksalny. Viktor Orbán przez lata tak konstruował procedury, by jako zwycięzca zgarniać w parlamencie wszystko. Co bardzo ważne — skala triumfu znacznie przewyższała czysto procentowe poparcie uzyskane w urnach. Gdyby niegdyś nie dopasował do swoich kalkulacji ordynacji mieszanej, to obecnie Tisza też by wygrała, ale na poziomie co najwyżej 110-115 mandatów. Nowy rząd nie miałby jakiejkolwiek możliwości zmiany nie tylko konstytucji, lecz również około 60 tzw. ustaw kardynalnych, które także wymagają co najmniej 133 głosów. Podsumowując — na Węgrzech w niedzielę zmaterializowało się wyborczo przysłowie przetworzone w tytule.