W czeskim filmie

Jacek Zalewski
opublikowano: 02-01-2009, 00:00

Sylwestrowe race szczególny wydźwięk miały nad zamkami w stolicach naszych południowych sąsiadów — Bratysławie i Pradze. O wejściu Słowacji do strefy euro pisaliśmy już dużo, zresztą będzie jeszcze okazja — premier Robert Fico oficjalną fetę organizuje dopiero 8 stycznia. Za to już w Nowy Rok wystartowała prezydencja Czech w Unii Europejskiej.

Półroczne przewodnictwa UE można podzielić na dwie grupy. Potentaci prężą muskuły, co było widać już w 2007 r. na przykładzie Niemiec, a zwłaszcza w drugim półroczu 2008 r. Prezydent Nicolas Sarkozy odreagowywał francuskie oraz osobiste kompleksy — i tak mu się to spodobało, że unijnym nadszyszkownikiem czuje się także podczas kadencji czeskiej. Należy ona do drugiej grupy — wszak Czechy nie mają

ambicji mocarstwowych i dla nich wzorcem jest postawa Słowenii czy wcześniej Finlandii. Chodzi o to, by pokazać się w roli sprawnego administratora i spokojnie przetrwać pół roku bez wychodzenia przed szereg. Dowód premier Mirek Topolánek dał od razu w Nowy Rok — zaplanował misję dyplomatyczną UE do ogarniętej wojną strefy Gazy,

ale prowadzoną przez szefów

dyplomacji Czech, Francji i Szwecji (następna prezydencja).

Czechom trafia się gratka reprezentowania UE w pierwszych kontaktach z Barackiem Obamą — i to akurat jest okoliczność sprzyjająca, jako że bliska doradczyni nowego prezydenta Madeleine Albright to przecież rodowita prażanka Madlenka Korbelówna. Obama zjedzie do Europy na drugą sesję antykryzysowego szczytu G-20 (2 kwietnia w Londynie) oraz doroczny szczyt NATO (3-4 kwietnia na granicy francusko-niemieckiej nad Renem), zapewne dokładając do tego szczyt UE-USA. Dla Czech i Polski będzie to kapitalna okazja, aby wyjaśnić, co też nowy prezydent zrobi z tarczą antyrakietową, wciśniętą obu naszym państwom rzutem na taśmę przez

George’a W. Busha.

Z polskiego punktu widzenia bardzo ważne będzie kontynuowanie podczas czeskiej kadencji partnerstwa wschodniego UE, na które przeznaczone zostało do roku 2013 dodatkowe 600 mln euro. Półrocze zakończy się zaś wyborami do Parlamentu

Europejskiego (od 4 do 7 czerwca, w Polsce w tym ostatnim dniu). Jesienią rozpocznie urzędowanie nowa Komisja Europejska, ale to właśnie na barki czeskie spadną delikatne negocjacje, kto przejmie pałeczkę po José Manuelu Barroso.

Na czeskim przewodnictwie cieniem kładzie się wewnętrzna sytuacja polityczna. Umiarkowanie europejski premier Mirek Topolánek, mający do pomocy wicepremiera Alexandra Vondrę (6 grudnia reprezentował Czechy na szczycie w Gdańsku), dysponuje bardzo chwiejną większością parlamentarną i jeszcze niedawno nie wiedział, czy 1 stycznia 2009 r. w ogóle będzie szefem rządu… W tej sytuacji jego pragnienie nienarażania się komukolwiek będzie podwójne.

Czynnikiem zupełnie nieprzewidywalnym jest postawa prezydenta Václava Klausa. W okresie rozszerzania Unii Europejskiej ten były premier chwilowo zszedł ze sceny politycznej — gdyby wtedy rządził, Czechy chyba nie weszłyby do UE. Stanowisko prezydenta jest w zasadzie dekoracyjne, ale ostatnio to właśnie on symbolicznie określa stosunek państwa do eurowspólnoty. Na szczęście szczytom Rady Europejskiej przewodniczył będzie premier Topolánek — czeskiego prezydenta nie było tam nigdy. No, chyba że Klaus pójdzie za przykładem Lecha Kaczyńskiego i także zażąda miejsca przy unijnym stole… Wtedy naprawdę będzie jak w pamiętnej czeskiej komedii "Nikt nic nie wie".

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane