W czwartek zaczyna się ustrojowa transformacja

opublikowano: 02-08-2015, 22:00

GRY WYBORCZE Obchody 71. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego symbolicznie rozpoczęły przekazywanie władzy na szczycie państwa.

Gdy 6 sierpnia Andrzej Duda wypowie, około godz. 10.10, wobec Zgromadzenia Narodowego formułę „uroczyście przysięgam” i obejmie urząd prezydenta RP — rozpocznie się ustrojowa transformacja, o której głębokości nikt jeszcze nie ma pojęcia. Sondaże przed wyznaczonymi na 25 października wyborami parlamentarnymi sugerują przecież, że obowiązująca od 1997 r. Konstytucja RP może zostać przez zwycięzców nie skorygowana, lecz zastąpiona całkiem nową.

Uroczystości powstańcze przebiegły dość charakterystycznie. Rozżalony na rzeczywistość prezydent Bronisław Komorowski uczestniczył w punktach, w których miał zagwarantowany spokój słuchaczy. Zadziorna premier Ewa Kopacz o godzinie „W” na Powązkach stawiła czoło zdziczałemu, obrażającemu powagę cmentarza buczeniu i gwizdaniu na władzę uważanąprzez zgromadzonych za obcą. Prezydent elekt Andrzej Duda każdym pojawieniem się wywoływał entuzjazm. Wyciąganie z tych okoliczności wniosków co do wyników wyborów parlamentarnych jest jak najbardziej uprawnione...

Nastroje klasy politycznej związane z czwartkowym Zgromadzeniem Narodowym są oczywiste. Od początku III RP partia obsadzająca fotel głowy państwa doznaje zbiorowego szczytowania, przegrani czują się natomiast wrzuceni w ewangeliczny „piec ognisty, gdzie płacz i zgrzytanie zębów”. Wypada wyrazić nadzieję, że Andrzej Duda nie powtórzy wobec klubu PiS chwytu Aleksandra Kwaśniewskiego z 1995 r., który rozpoczynając wtedy pierwszą kadencję przeszedł do loży prezydenckiej w Sejmie przez lewą część sali obrad, triumfalnie ściskając ręce posłom SLD. W taki sposób zdefiniował ideowe fundamenty swojej prezydentury, co paradoksalnie… wcale nie okazało się Polakom jakoś obrzydliwe — w 2000 r. większość głosujących dokonała reelekcji umiejętnie lawirującego Olka już w pierwszej turze, co w państwach naprawdę demokratycznych było wybitnym osiągnięciem na skalę globalną. Notabene składając powtórną przysięgę

poczuł się już prezydentem „wszystkich Polaków” i cyrku z podawaniem rąk swojakom nie powtórzył. Coś podobnego absolutnie nie przyszło w 2005 r. do głowy Lechowi Kaczyńskiemu (wystarczyło, że tuż po wyborze zameldował wykonanie zadania starszemu o kwadrans prezesowi Jarosławowi), a zatem nie powinno i jego uczniowi Andrzejowi Dudzie.

Po wyborach nowy rząd zostanie sformowany dopiero w drugiej połowie listopada.

A zatem Polskę czekają trzy miesiące bardzo trudnej kohabitacji, w której zarówno prezydent, jak i premier swoje konstytucyjne uprawnienia będą maksymalnie wykorzystywać w interesie wyborczym macierzystych partii. Osobiście najbardziej łakomie czekam na starcie przed posiedzeniem Rady Europejskiej w Brukseli 15-16 października, wypadającym tydzień przed wyborami. Czy pamiętają państwo z 2008 r. prezydencko-premierowską wojnę o udział (notabene było to… 15-16 października) w unijnym szczycie? Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej kwestii niczego nie rozstrzygnęło, a przy głównym stole obrad jednemu państwu UE przysługuje od 2009 r., bez żadnych wyjątków, naprawdę tylko jedno krzesło…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane