W domu, w pracy i kawiarni

Od drobnych inicjatyw do wielkich zmian — Polskie Stowarzyszenie Zero Waste przekonuje, że ograniczenie produkcji odpadów jest łatwiejsze, niż nam się wydaje. Jednym z gości podcastu jest Anna Komar, współtwórczyni stowarzyszenia

„PB”: Powinnyśmy zacząć od wytłumaczenia tego, czym jest zero waste, czyli pojęcie, które ostatnio robi karierę.

Zero waste w dosłownym tłumaczeniu oznacza właśnie zero śmieci, zero odpadów, zero marnotrawstwa. W ostatnich latach robi karierę taki styl życia, określany jako zero lub less waste, ponieważ nie jest możliwe osiągnięcie idealnego zera i nieprodukowanie żadnej ilości śmieci. Jest to styl życia, który ogranicza produkcję śmieci, czyli z praktycznego punktu widzenia polega na zastanawianiu się — w zasadzie na każdym kroku — co mogę zrobić, żeby nie wyrzucić czegoś do kosza.

Jedną z akcji, która promuje pani stowarzyszenie, to refashion, czyli nie kupować nadmiernej liczby ubrań, chętnie zaglądać do szaf mam i babć, bo tam jest sporo ciekawych produktów, ponadto produktów wysokiej jakości.

Trzeba zacząć od tego, że niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że moda czy szybka moda, czyli fast fashion, jest drugim w kolejności po ropie naftowej źródłem zanieczyszczenia środowiska naturalnego. To jest coś, co nie przychodzi nam do głowy, kiedy oglądamy zmieniające się co tydzień, co dwa tygodnie wystawy sklepowe. Kiedyś duże domy mody pokazywały dwie kolekcje — jesień-zima, wiosna-lato. Obecnie w sieciówkach mamy 52 mikrosezony i praktycznie co tydzień wymieniony asortyment. Pomyślmy przez chwilę o tym, że ten asortyment jest produkowany w pełnej rozmiarówce, w kilku fasonach, a odzysk tych zasobów w tekstyliach jest bardzo trudny. Odzyskiwany jest tylko bardzo malutki procent, a cała reszta ląduje niestety na wysypiskach śmieci. Re — czyli ten nowy sposób na modę, to, co określamy hasłem „refashion”, może być realizowane na różne sposoby. To jest praktycznie wszystko to, co nie jest szybką modą.

Jest to korzystanie z umiejętności lokalnych krawcowych, korzystanie z zasobów szaf naszych mam, babć, to są wymiany między koleżankami. Wszystko to, co może uchronić nas przed kolejnym zakupem. Oczywiście zakupy też są fajne i nie chcemy odbierać ludziom przyjemności cieszenia się czymś, co jest ładne i co widzą na co dzień w witrynach sklepowych. Ale każdy, nawet najmniejszy, procent, najmniejsza zmiana podejścia i zastosowanie tego „re” do odrobiny czy jakiejś proporcji zakupów i swojej szafy, to już jest bardzo duża zmiana dla środowiska.

Akcję promujecie też w firmach. Jedną z nich są giveboxy, czyli skrzynki, pudełka, miejsca, gdzie pracownicy mogą przynosić nieużywane zabawki, książki i wymieniać się nimi. To pomysł zaczerpnięty pewnie z Zachodu, a jak rozwija się w Polsce?

Taki punkt wymiany może mieć różny rozmiar i znajdować się w różnych miejscach. My wymyśliliśmy mobilne giveboxy, czyli takie skrzyneczki, które mogą stanąć w miejscu pracy, w zaprzyjaźnionej kawiarni czy choćby na klatce schodowej bloku. Służą takiej drobnej wymianie. Większe giveboxy to np. większe półki czy szafy. Są również domy, które są giveboxami. Polega to na tym, że cały dom jest „urządzony” tym, co przynoszą ludzie, a ktoś wchodzi do niego w poszukiwaniu np. nowego stolika kawowego albo nowego kompletu foteli i z nim wychodzi. Nasze mobilne giveboxy są fajne i wygodne, bo mogą się pojawić wszędzie. Mogą być też tematyczne — w tym tygodniu, drogie panie, wymieniamy się lakierami do paznokci, w kolejnym, drodzy rodzice, wymieniamy się puzzlami. Dział CSR, administracji, ktokolwiek tym się zaopiekuje, może dodawać takie tematyczne akcje do tego punktu wymiany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu