W duecie liczy się chemia

Dorota Wojnar
opublikowano: 07-11-2008, 00:00

Nowe zjawisko na rynku pracy: brakuje asystentek z prawdziwego zdarzenia. Bo to stanowisko najczęściej jest katapultą do dalszej kariery.

Dobre zarobki, duża odpowiedzialność. Ale chętnych brak

Nowe zjawisko na rynku pracy: brakuje asystentek z prawdziwego zdarzenia. Bo to stanowisko najczęściej jest katapultą do dalszej kariery.

Rok, maksymalnie półtora — tyle średnio pozostają na stanowiskach asystentki. Później te, które otrzaskały się z działalnością firmy, decydują się pokonywać kolejne szczebelki kariery zawodowej. Najczęściej trafiają do działów marketingu lub personalnego. Asystenckie obowiązki pełnią właściwie tylko kobiety. Panów na takich stanowiskach można spotkać w zasadzie wyłącznie w polityce albo w firmach doradczych.

Złota kobieta

Wynagrodzenie asystentki waha się od 5 do 10 tys. zł — zależnie od rodzaju i wielkości firmy albo od stanowiska menedżera, któremu pomaga w pracy. W kancelariach prawnych asystentki mogą zarabiać nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Jak na początek kariery zawodowej — całkiem nieźle. A dodatkowym bonusem mogą być podróże z przełożonym. Mimo tego znalezienie odpowiedniej osoby to zadanie niezwykle trudne.

— Rzadko znajdujemy kandydatki na to stanowisko z ogłoszenia, bo takie nie spełniają stawianych im wymagań. Poza tym, gdy szukamy pracownika latem, podania z początku roku już są nieaktualne. Rekrutacja asystentek trwa dość długo: ostatnio przez trzy miesiące szukaliśmy asystentki z bardzo dobrą znajomością języka francuskiego, a przez cztery — ze znajomością niemieckiego — informuje Gabriela Machajek, konsultantka ds. rekrutacji w firmie Bigram.

Skąd ta trudność? Lista cech charakteru, które powinna spełniać dobra asystentka, jest bardzo długa.

— Powinna być inteligenta, umieć analizować, wyprzedzać fakty i reagować na nie we właściwy sposób. Musi dobrze znać przełożonego, być odpowiedzialna i samodzielna. Ma dostęp do wszystkich dokumentów, więc musi też być wiarygodna, a zaufanie do niej szefa to absolutna podstawa. Muszę mieć przekonanie, że niczego nie zapomni, podejmie właściwą inicjatywę, by rozwiązać problem, albo poinformuje mnie, że ma z tym kłopot i potrzebuje pomocy — wylicza Joanna Bujarska-Ciszek, dyrektor marketingu grupy CEDC, producenta wódki Bols.

Firmowy poseł

Do obowiązków asystentek najczęściej należy prowadzenie kalendarza szefa, odpowiadanie na niektóre listy (asystentki mają dostęp do skrzynek mailowych szefów), udział w spotkaniach zarządu, na których są poruszane sprawy, o których nie informuje się innych pracowników.

— Koordynuję też wyjazdy służbowe prezesa i je rozliczam. Zarządzam przepływem informacji i dokumentów, które przechodzą przez jego gabinet. Przywileje? Mogę poza procedurą wejść do jego gabinetu i wiem, że zawsze jest dla mnie dostępny. Niektórzy pracownicy chcą, żebym wpływała na prezesa w ważnych dla nich sprawach, ale staram się tego nie robić — opowiada o swoich obowiązkach Agnieszka Sypuła, asystentka Dariusza Barana, prezesa informatycznej spółki Atos Origin.

Bywa, że asystentka po prostu organizuje szefowi życie. Tak było np. z dyrektorem generalnym Nokia Poland.

— Mój szef jest cudzoziemcem i gdy przyjechał do Polski, firma musiała mu zorganizować życie w Warszawie, między innymi załatwić pozwolenie na pracę, znaleźć i wynająć mieszkanie. Ja się tym zajęłam. Oprócz codziennych obowiązków koordynuję też pracę dwóch innych asystentek szefa — urzędujących w Czechach i na Słowacji — wyjaśnia Izabela Blancard, asystentka Jana Kolimara, szefa Nokia Poland.

Jest asystentką od kilku lat. Czuje, że jest na właściwym miejscu, zna się na tym, co robi, praca sprawia jej satysfakcję. Nie widzi powodu, by uciekać na inne lub wyższe szczeble zawodowej drabinki.

— Izabela potrafi doskonale planować. Jest dobrą organizatorką. Ma też chyba najważniejszą cechę w tej pracy: jest odpowiedzialna za swoje zadania. Pracujemy razem właściwie bez przerwy, nawet wieczorami, nawet w weekendy — chwali Jan Kolimar.

Bo między asystentką a jej szefem, oprócz zaufania i innych równie ważnych wartości, musi być jeszcze ta chemia, która sprawia, że po prostu lubią się jako ludzie. A z chemią już tak bywa, że albo jest, albo jej nie ma.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu