W Kijowie konflikt ma inne oblicze

Mikołaj Śmiłowski
opublikowano: 2022-02-21 20:00
zaktualizowano: 2022-02-22 07:54

Informacje na temat zagrożenia inwazją są widziane na Ukrainie jako część gry politycznej między Rosją a USA. Obie strony sztucznie rozdmuchują konflikt dla własnych celów - mówi ukraiński analityk

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jaki obraz konfliktu z Rosją ma ukraiński analityk
  • co na konflikcie zyskuje Kreml i Biały Dom
  • skąd ukraińskie instytucje czerpią informacje na temat działań państw
  • jakie są przewidywane scenariusze
  • jakie dane pozwalają szacować dalszy czas trwania napięć

Od niemal dwóch tygodni temat inwazji Rosji na Ukrainę jest obok polityki monetarnej banków centralnych drugim najważniejszych z punktu widzenia uczestników rynku finansowego. Ceny surowców rosną, a kursy akcji spadają, gdyż inwestorzy powoli zabezpieczają się przed wojną. Nieco spokojniej jest na rynku walutowym (patrz ramka), ale i tak każde kolejne istotne doniesienia ze wschodu wpływają na kształty wykresów.

Nowy rodzaj wojny

Prezydent Rosji w poniedziałek, 21 lutego, uznał niepodległość dwóch samozwańczych, separatystycznych regonów na wschodzie Ukrainy i wysłał swoje wojska (jak to określił “siły pokojowe”), co traktowane jest jako inwazja. Rynki z miejsca zareagowały spadkami na podejmowane przez Kreml kroki, obawiając się dalszego rozwoju sytuacji już nie tylko na samej Ukrainie, ale w całej geopolityce. Na giełdach tanieją akcje, tracą waluty, umacnia się z kolei złoto i ropa. Śledź relację w pb.pl>>

- Dotychczas przekaz zachodnich mediów opierał się na tym, co może się wydarzyć, a nie na tym, co się rzeczywiście dzieje. Ukraina jest prawie całkowicie poza kontrolą Stanów Zjednoczonych, a w tym regionie ich wpływy są znikome. Rozdmuchali więc oni prawdopodobieństwo konfliktu, mimo braku pełnych informacji na temat planów Rosji - twierdzi w rozmowie z “PB” Siergiej Fursa, analityk Dragon Capital, ukraińskiej firmy inwestycyjnej, która zajmuje się m.in. analizami spółek i bankowością inwestycyjną.

Na Ukrainie panuje coraz większe przekonanie, że obecny konflikt jest pokazem sił Rosji i Stanów Zjednoczonych, kolejnym przykładem gry prowadzonej między mocarstwami, kosztem obywateli mniejszych państw. Kreml pręży muskuły, przypomina o tym jakim jest zagrożeniem, a Biały Dom mu wtóruje, aby wkrótce nazwać się rozjemcą, który uratował państwo Europy Wschodniej.

- Obecnie toczy się wojna informacyjna. Kreml za pomocą mediów doprowadził do eskalacji konfliktu, a odpowiedzią Białego Domu była dalsza eskalacja. Amerykanie postanowili grać w grę Putina dla własnych korzyści – dodaje Siergiej Fursa.

Dwie pieczenie na jednym ogniu:
Dwie pieczenie na jednym ogniu:
Zdaniem Siergieja Fursy, analityka Dragon Capital, jedną z korzyści konfliktu dla USA jest schłodzenie rynku akcji, przygotowanie go na spadki, które przyjdą wraz z wyższymi stopami procentowymi.

Przewidzieć nieprzewidywalne

Zawód analityka zarządzającego inwestycjami w Kijowie stał się znacznie trudniejszy w ostatnich tygodniach. Stały dopływ sprzecznych informacji z Moskwy oraz Waszyngtonu powoduje wysoką zmienność kursów na większości rynków.

- Gdybyśmy mogli zobaczyć, co dzieje się w głowie Władimira Putina, wiedzielibyśmy co dalej będzie się działo z akcjami, gdyż zagrożenie konfliktu bardzo wpływa na kursy spółek działających na Ukraine. Ciężko jednak przewidzieć ruchy kogoś nieprzewidywalnego - mówi Sergey Fursa.

Aby uzyskać najbardziej realny obraz stanu konfliktu z Rosją ukraińskie fundusze opierają się na doniesieniach lokalnych władz. Mimo że one również bywają niejednoznaczne, pozwalają określić prawdopodobieństwo danych scenariuszy i przeanalizować ryzyko inwestycji.

- Spora część instytucji w naszym kraju nie spodziewa się żadnej agresji. Popularne są jednak scenariusze, które przewidują eskalację konfliktu w regionie Donbasu. Najmniej prawdopodobna jest operacja militarna na szeroką skalę, gdyż państwa nie są na nią gotowe i po prostu nikomu się ona nie opłaca - uważa Siergiej Fursa.

Aby uzyskać najbardziej realny obraz stanu konfliktu z Rosją ukraińskie fundusze opierają się na doniesieniach lokalnych władz. Mimo że one również bywają niejednoznaczne, pozwalają określić prawdopodobieństwo danych scenariuszy i przeanalizować ryzyko inwestycji.

Manewry rynkowe

Informacje o zaostrzeniu się konfliktu między Rosją a Ukrainą podnoszą ceny kontraktów na surowce, a obniżają kursy akcji. Natomiast doniesienia o ewentualnym złagodzeniu napięć wpływają na rynki zupełnie odwrotnie.

Natłok oraz tempo pojawiania się nowych danych powodują, że ciężko jest przez nie nawigować i dotrzeć do tych rzeczywiście istotnych. Zdaniem analityka, warto zwracać uwagę na działania militarne, gdyż to one wywołują największe emocje wśród polityków i uznawane są za główne zagrożenie.

- Ciężko powiedzieć jak długo ten konflikt będzie miał wpływ na rynki finansowe. Wszystko zależy od tego, ile czasu będą trwać gierki między Władimirem Putinem a Zachodem. Istotnym wskaźnikiem trwałości napiętej sytuacji będą manewry wojskowe - jeśli Rosja nadal będzie je przeprowadzać blisko wschodniej granicy NATO, państwa zachodnie będą musiały odpowiedzieć tym samym, a to przedłuży stan napięcia globalnego - mówi Siergiej Fursa.

Bolesny rykoszet

Większość rynków akcji na świecie ucierpiała na wieść o potencjalnej inwazji Rosji na Ukrainę. Wyjątkowo oberwał indeks WIG-Ukraine, składający się z notowanych na GPW ukraińskich spółek - w ciągu tygodnia od pojawienia się pierwszych informacji o konflikcie stracił ponad 10 proc. wartości. Informacje o ewentualnym rozejmie odbudowały część jego wyceny, ale nadal za ostatni miesiąc jest 7 proc. pod kreską.

Wykresy największych spółek składających się na ukraiński indeks odzwierciedlają obecną nerwowość inwestorów lokujących kapitał we wschodnich spółkach. Ich kursy zachowują się bardzo nierówno, reagując na kolejne doniesienia dotyczące konfliktu.

Kernel oraz Astarta, stanowiące ponad 65 proc. indeksu WIG-Ukraine, w ostatnim miesiącu straciły odpowiednio 5 i 9 proc. Najbardziej ucierpiał Coal Energy zajmujący się wydobywaniem i sprzedażą węgla. Kurs spółki, która jest jednym z ulubieńców spekulantów, spadł o 16 proc. w ostatnich 30 dniach.

Mocne spadki nie ominęły też tych notowanych na GPW spółek, dla których Ukraina jest jednym z rynków działalności. Polski gigant odzieżowy LPP za wschodnią granicą prowadzi sklepy takich marek, jak Reserved oraz Cropp. Od czasu rekordu cenowego z początku stycznia jego akcje spadły ponad 12 proc. Spadł również kurs Asbisu, który na Ukrainie zajmuje się dystrybucją produktów IT. W ciągu ostatniego miesiąca stracił on 13 proc.

Napięcie na Wschodzie nie trzęsie rynkiem walut

Dane CTFC, instytucji monitorującej rynek walutowy, nie świadczą na razie o tym, by podwyższone napięcie na linii Rosja-Ukraina wpływało na decyzje inwestorów. Łączne długie pozycje netto w dolarze oraz w japońskim jenie, a więc dwóch walutach tradycyjnie wrażliwych na wzrost awersji na ryzyko (skutkuje on napływem kapitału do tych walut), kontynuowały spadek w tygodniu zakończonym 15 lutego, informują analitycy ING. Pozycjonowanie inwestorów w dolarze w stosunku do pozostałych państw G10 (z wyłączeniem koron szwedzkiej i norweskiej) spada już od pięciu tygodni.

“Nie ma jednoznacznego wpływu rosnącego napięcia geopolitycznego na Ukrainie na pozycje inwestorów. W przypadku jena pozycja krótka netto [a więc nastawiona na spadek wartości waluty – red.] znów wzrosła i wynosi obecnie 33 proc. otwartych pozycji, natomiast frank szwajcarski doświadczył niewielkiego short-squeezu [czyli sytuacji, w której krótkie pozycje były w pośpiechu zamykane – red.]. W przypadku walut wrażliwych na ceny surowców, takich jak dolar kanadyjski, długie pozycje netto zostały nieznacznie zmniejszone, podczas gdy krótkie pozycje netto w dolarze australijskim wzrosły” – komentują analitycy ING.

Od początku roku inwestorzy stawiają też na euro w stosunku do dolara, w czym zasługa bardziej jastrzębiego podejścia władz Europejskiego Banku Centralnego. Według ING, takie nastawienie inwestorów dowodzi jednak, że nie zdyskontowali oni ryzyka ukraińskiego, co czyni wspólną walutę podatną na eskalację konfliktu. W ślad za potencjalnym spadkiem wartości euro do dolara pod presją powinien się znaleźć także złoty, którego kurs od miesiąca utrzymuje się w wąskim przedziale 4,50-4,57 zł. [KZ]