Przecena na dłużej powinna zagościć na paliwowych giełdach. To efekt prognozowanego spadku popytu na ropę.
Nerwowo zrobiło się na rynku paliw. W poniedziałek ropa drożała, ale już wczoraj zaczęła wyraźnie tanieć. Huśtawkę nastrojów zafundował inwestorom Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który zasiał niepokój zmianą prognoz PKB. Eksperci funduszu obniżyli szacunki wzrostu PKB na świecie w 2005 r. do 4,0 proc., z 4,3 proc. przewidywanych jeszcze pod koniec września. To wystarczyło, by wczoraj przed południem na londyńskiej giełdzie ropa straciła na wartości ponad 1 proc. i spadła poniżej 44 USD za baryłkę.
— Na najbliższych sesjach ropa może jeszcze stanieć. W perspektywie następnych tygodni jej notowania mogą poruszać się w przedziale 42-48 dolarów, choć przesłanki fundamentalne mówią, że jej cena powinna spaść poniżej 40 USD — przyznaje Ryszard Kaczmarek, szef Biura Maklerskiego Reflex.
Jednak zdecydowanej przeceny mogą nie doczekać się krajowi konsumenci paliw. Wyraźnie zwlekają z tym polskie rafinerie. Niewykluczone, iż dojdzie do tego dopiero w przyszłym roku, kiedy nastąpi spadek popytu na ropę. Jeszcze niedawno zachodni analitycy uważali, że w 2005 r. dzienne zapotrzebowanie na ropę będzie wynosić 1,5 mln baryłek. Teraz mówi się o spadku do poziomu 1,3 mln.
— Jeśli do tego dojdzie, to giełdy zareagują spadkiem notowań ropy. Ale wówczas producenci mogą zdecydować się na przycięcie produkcji. To oznaczałoby, że notowania ropy nie muszą ulec wyraźnej przecenie — zaznaczają polscy specjaliści.
Jednak zanim to nastąpi, dużo większe znaczenie dla przebiegu najbliższych sesji mogą mieć najświeższe dane o stanie zapasów. Jutro zaprezentują je Amerykanie. Przeczucia analityków podpowiadają wzrost rezerw paliw.