W Polsce powstają pierwsze country kluby

Beata Turkowicz, Aneta Królak
opublikowano: 08-06-1999, 00:00

W Polsce powstają pierwsze country kluby

Wypoczynek dla elit finansowych

Country kluby otwierane w okolicach dużych miast są kolejną modą przywiezioną zza oceanu. Z atrakcji, jakie oferują, nie skorzysta przeciętny zjadacz chleba. Członkiem klubu można zostać, gdy się ma na zbyciu przynajmniej pięć tys. USD.

Alternatywą dla wyjazdów na weekendy do klubów w Austrii, Niemczech, Szwecji czy Szwajcarii stały się rodzime country kluby. Swoim gościom zapewniają one atrakcyjnie zorganizowane, choć nie najtańsze, spędzenie wolnego czasu. Na przykład w podwarszawskiej Revicie prawie 5 tys. USD kosztuje indywidualna dożywotnia przynależność do klubu. Małżeństwo zapłaci 6,5 tys., natomiast firma może wykupić członkostwo korporacyjne za 9,5 tys. USD.

Pełna dyskrecja

Krajowe country kluby, podobnie jak ich amerykańskie pierwowzory, zostały pomyślane jako miejsca, w których większość czasu spędza się na świeżym powietrzu. Dlatego też otwiera się je w ciekawej okolicy, z dala od tras przelotowych, przeważnie na zalesionym terenie. Z dostępnych tu atrakcji mogą korzystać tylko członkowie i zaproszeni goście. Niestety, przypadkowi zainteresowni prawdopodobnie nie spędzą w takim miejscu weekendu. Kluby te mają charakter zamknięty.

— Na terenie klubu można pojeździć konno, pograć w tenisa, ale też skorzystać z zabiegów salonów odnowy biologicznej, fitness czy pływalni. W pomieszczeniach klubowych znajduje się także sklep, z przydatnym tu sprzętem sportowym. Poza tym przygotowaliśmy również gabinety, w których można spokojnie popracować, zorganizować robocze spotkanie zarządu czy konferencję. Zapewnienie takich warunków wynika z faktu, że nasi klubowicze to przede wszystkim przedstawiciele międzynarodowych firm — przekonuje Adam Stankiewicz, dyrektor generalny Country Clubu Revita.

Dodaje, że na życzenie stałych klientów można zorganizować piknik dla grupy pracowników.

Weekend na koniu

W propagujących zdrowy styl życia przybytkach główną atrakcją są konie. Z reguły kluby mają kilka własnych, z których mogą skorzystać klubowicze. Możliwa jest również nauka jazdy pod okiem instruktorów. Przede wszystkim jednak zajmują się zwierzętami klientów, którzy wykupili członkostwo. Utrzymanie stajni, na przykład klub Revita, kosztuje 120 tys. zł rocznie.

— Trzymamy 24 konie. Chociaż tylko pięć z nich należy do nas. Pozostałe są własnością klubowiczów. Opieka nad ulubieńcem jest stosunkowo niedroga. Właściciele miesięcznie dopłacają niewiele ponad 700 zł. Z całą pewnością jest to dla nich mniej uciążliwe i bardziej korzystne niż budowanie pomieszczeń dla zwierząt przy własnym domu — twierdzi Adam Stankiewicz.

NIE TYLKO PRZEDSIĘBIORCY: Do klubu może należeć każdy, kto ma pieniądze i chce prowadzić zdrowy tryb życia. Chcąc uatrakcyjnić naszą ofertę planujemy w przyszłości wybudowanie pola golfowego — zapewnia Adam Stankiewicz, dyrektor generalny klubu Revita. fot. MP

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Beata Turkowicz, Aneta Królak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / W Polsce powstają pierwsze country kluby