Goethe pisał: „Kto nie widział Kaplicy Sykstyńskiej, ten nie może mieć pojęcia, do czego zdolny jest tylko jeden człowiek”...
Był nim Michał Anioł. Twórca „Sądu Ostatecznego” i malowideł z historii ludzkości zdobiących Kaplicę Sykstyńską. Wynajęty przez papieża Juliusza II, popadł w konflikt z Donato Bramante — architektem i malarzem, autorem rozbudowy Pałacu Watykańskiego. Dopiero gdy w 1508 r. papież obiecał mu niezależność twórczą, zgodził się pokryć freskami sufit kaplicy. Pracował 4 lata, zaludniając 300 postaciami tysiące metrów kwadratowych sklepienia. Sam — kolejni pomocnicy nie spełniali wymagań mistrza...
Udręka i ekstaza
— Kaplica Sykstyńska to opowieść o udręce i ekstazie. Bramante — konkurent do pieniędzy — wyciął Michałowi Aniołowi paskudną sztuczkę. Tak przygotował rusztowania, że — gdyby artysta tego nie zauważył — zostawiłby puste całe połacie sufitu... Te freski to debiut malarski uznanego już rzeźbiarza — Bramante chciał, by Michał Anioł zbłaźnił się na wielką skalę. Tak się nie stało. Artysta zaprojektował własne rusztowania. Bardzo niewygodne — malował leżąc. W kapeluszu, do którego przymocował świeczkę dającą mdłe światło i zalewającą mu oczy kroplami wosku... A musiał pracować szybko, na mokrym tynku. Sam też mieszał sobie farby. Miał własną paletę barw — ciekawą, naturalistyczną, typowo toskańską — opowiada Małgorzata Hałkowska, właścicielka biura podróży Madart z Krosna.
Po latach, gdy zyskał malarską sławę, przez 7 lat (1534-1541) pracował nad zamówieniem Pawła III — „Sądem Ostatecznym”, wielkim freskiem na wprost wejścia do kaplicy. Cóż, wtedy już płacono mu od godziny... Ale dzieło budziło zgorszenie — w 1564 r. Daniel da Volterra, na polecenie Pawła IV, domalował draperie, wstydliwie okrywając nagość postaci. Zyskał tym przydomek „majtkarza”...
— W kaplicy nie wolno fotografować, filmować ani rozmawiać. Przewodnicy omawiają freski, korzystając z tablic ze zdjęciami, umieszczonych na Dziedzińcu Pinii. Potem turyści wchodzą do kaplicy na 10-15 minut — dłużej się nie da, bo tłumy atakują... Czasu starczy, by zadrzeć głowę i przez chwilę kontemplować sufit. Albo usiąść na ławeczce pod ścianą, by podziwiać „Sąd Ostateczny” — uważa Stefan Załucki, kierownik Studium Języków Obcych Akademii Rolniczej w Krakowie, pilot wycieczek Orbisu Travel.
Polonika
Przed wejściem do kaplicy wycieczki oglądają Stanze Rafaela — apartamenty Juliusza II udekorowane przez Rafaela Santi. Twórcę pięknych Madonn i doskonałych portretów.
— W jednej sali wyeksponowano obraz „Sobieski pod Wiedniem” — dar narodu polskiego dla Leona XIII. W 1883 r. przybyła do Watykanu delegacja z Galicji — z rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezydentem Krakowa i niepozornym, długowłosym chudziną w binoklach. Janem Matejką, twórcą dzieła. Skąd wiem, że tak wyglądał? Na fresku w sąsiedniej komnacie uchwycono ofiarowanie obrazu. Papieża otacza towarzystwo w paradnych strojach bractwa kurkowego — kontuszach, sobolach, pawich piórach. Tylko jeden człowiek nosi surdut... — opisuje Stefan Załucki.
Polskie ślady wiodą do Bazyliki św. Piotra. Na posadzce monumentalnej świątyni — liczy 211 m długości, 27 m szerokości i 132 m wysokości pod kopułą — zaznaczono długość największych kościołów chrześcijańskich. W połowie nawy widnieje cyfra 103,5 m — długość Bazyliki NMP w Gdańsku.
— Znajduje się tu również medalion kobiety. Pomnik Marii Klementyny Sobieskiej, wnuczki Jana III Sobieskiego, oraz posąg jej męża Jakuba III i dwóch synów: Karola Stuarta i Henryka kardynała Stuarta — dodaje Stefan Załucki.
Figurę Polaka — św. Jacka Odrowąża, dominikanina — znajdziemy też na zwieńczeniu kolumnady otaczającej plac św. Piotra. Nasz rodak znalazł się wśród 140 świętych: papieży, biskupów, doktorów Kościoła, męczenników i zakonników.
Watykańskie krypty — podziemny cmentarz z grobowcami papieży — nie były nam specjalnie bliskie. Do teraz.
— Polacy zatrzymują się dłużej przy Pawle VI. Ten papież jest wspominany, bo zbliżył się do ludzi przez swą encyklikę robotniczą i kilka pielgrzymek... Pamiętamy też, że za pontyfikatu Innocentego XI ruszyła odsiecz wiedeńska. Papież był reżyserem tego sojuszu. I specjalną bullą ustanowił modlitwę Anioł Pański na chwałę ocalenia chrześcijaństwa — przypomina Małgorzata Hałkowska.
Temu papieżowi Jan III Sobieski wysłał po bitwie — wraz z darami — parafrazę słów Cezara: „Veni, vidi, Deus vincit”.
— A Ojciec Święty przekazał królowi złoty, obosieczny miecz z napisem „Innocenty XI”. Spoczywa w wawelskim skarbcu. To jeden z cenniejszych eksponatów — uzupełnia Stefan Załucki.
Duce machnął ręką
Na placu św. Piotra przekracza się granicę dwóch państw — Watykan oddziela od Republiki Włoskiej jedynie biała linia namalowana na bruku. To najmniejsze państwo Europy — zajmuje zaledwie 0,44 km kw. niewielkiego wzgórza w zachodniej części Rzymu. Jego suwerenem pozostaje papież, sprawujący jednocześnie funkcje biskupa Rzymu i najwyższego kapłana Kościoła katolickiego. To miasto-państwo skupia najwyższej klasy zabytki, przyciągając 5 mln pielgrzymów i turystów rocznie. Na jego teren wchodzi się, za specjalnym zezwoleniem, przez trzy bramy: Arco delle Campane (na lewo od bazyliki), Portone di Bronzo (na prawo) oraz Cancello di Sant’Anna z Via di Porta Angelica. Pełni przy nich straż Gwardia Szwajcarska w barwnych, XVI-wiecznych strojach. Ta najstarsza armia świata skupia jakąś setkę żołnierzy. Pilnują porządku w państwie watykańskim, lecz przysięgali bronić papieża nawet za cenę życia. Dotychczas stoczyli tylko jedną bitwę — 6 maja 1527 r., gdy 10 tys. najemników cesarza Karola V przypuściło atak na Watykan. Zginęło 147 z 200 gwardzistów...
Bez pozwolenia wolno zwiedzać plac św. Piotra, bazylikę oraz kompleks muzeów watykańskich — Pinakotekę, Museo Chiaramonti, Museo Sacro, Museo Pio Clementino, Kaplicę Sykstyńską... Z Rzymu prowadzi tu Via della Conciliazione, piękna, szeroka aleja wiodąca od Tybru. Powstała w 1929 r. z rozkazu Benito Mussoliniego, na pamiątkę zawarcia paktów laterańskich, ustanawiających niezależny Watykan.
— Dzięki alei widać go z daleka. Kiedyś Watykan zasłaniały kwartały chałup — ruder pośledniego gatunku. Mussolini machnął ręką i kazał je wyburzyć — twierdzi Małgorzata Hałkowska.
Aleja otwiera się na wielki, owalny plac św. Piotra otoczony poczwórnym rzędem 284 kolumn. To dzieło Gianlorenzo Berniniego, barokowego architekta i rzeźbiarza, pracującego dla papieża Aleksandra VII. Stojąc przy tzw. centrach kolumnady (dwa ciemne kamienie nieopodal fontann), dostrzeżemy jedynie kolumny pierwszego rzędu. Pozostałe kryją się dokładnie za nimi. Ta idealna symetria to mały cud watykański...
— Kolumnadzie przypisuje się symboliczną wymowę rozwartych ramion św. Piotra, przygarniających ludzi w objęcia kościoła. Tymczasem Bernini chciał ją zamknąć, ale nie starczyło funduszy na dokończenie gigantycznej inwestycji... — przekonuje Małgorzata Hałkowska.
Okaleczona Pieta
Bazylikę św. Piotra zbudowano na planie krzyża, z kopułą — majstersztykiem Michała Anioła — nad przecięciem naw. Świątynia wznosi się nad grobem pierwszego Namiestnika Chrystusowego. Budowana od 1506 r., konsekrowana w 1626 r. pozostaje wspólnym dziełem Bramantego, Rafaela, Michała Anioła i ich następców. Fasadę bazyliki, z okazałym portykiem, wieńczą rzeźby 12 apostołów z figurą Chrystusa pośrodku. Zdobi — rząd dziewięciu balkonów: środkowy to Loggia delle Benedizioni, skąd papież udziela wiernym błogosławieństwa Urbi et Orbi. Do wnętrza prowadzi pięcioro drzwi — skrajne po prawej to Porta Santa, otwierane z okazji roku świętego. Bazylika kryje wiele dzieł sztuki. Wśród nich — konfesję św. Piotra: ołtarz i wzniesiony nad nim baldachim wsparty na czterech spiralnie skręconych kolumnach. Dzieło Berniniego z 1633 r. dorównuje wielkością niejednemu kościołowi... Wrażenie na zwiedzających wywiera też Pieta, wyrzeźbiona w 1498 r. przez 24-letniego Michała Anioła. Doskonała w kompozycji i prostocie, wyraża ból Matki trzymającej na kolanach martwego Syna...
— Artysta uczynił ich pięknymi — matczyny ból widać w świeżej twarzy, choć według ewangelii Matka Boska była już starą kobietą, gdy ukrzyżowano Jezusa Chrystusa. Wrażliwy na piękno Michał Anioł wierzył, że Maryja zachowała młodość dzięki świętości. Chciał też pobudzić zmysły widza. Wzruszyć go, by zastanowił się nad śmiercią — uważa Małgorzata Hałkowska.
W 1972 r. piękno grupy pobudziło do działania szaleńca...
— Rzucił się na rzeźbę z młotkiem i odrąbał stopę Chrystusowi. Choć Pietę odrestaurowano, trafiła za pancerną szybę... — przypomina Stefan Załucki.
Ludzie Pietę kontemplują. Czczą — brązowy posąg św. Piotra, dzieło Arnoldo di Cambio z XIII w. Prawą stopę figury — ubieranej podczas świąt w tiarę i szaty papieskie — wygładziły dotknięcia tysięcy rąk...
Utarte szlaki
Giotto, Bellini, Leonardo da Vinci, Caravaggio, Domenichino, Guido Reni... Bizantyjskie ikony i antyczne rzeźby. Skarby z egipskich wykopalisk. Zbiory arrasów, map i ksiąg...
— Muzea watykańskie to bolesny temat. Jak w 3 godziny ogarnąć całe to bogactwo? Turyści poznają z reguły tylko cztery główne szlaki muzealne. Między innymi — greckie i rzymskie rzeźby z Grupą Laokoona, Torsem Belwederskim i Apollem Belwederskim. Szczególnie tors wzbudza zainteresowanie — ten poobijany fragment posągu atlety służył Michałowi Aniołowi jako model ludzkiego ciała. Postaci na freskach w Kaplicy Sykstyńskiej też z niego odmalował — wyjaśnia Małgorzata Hałkowska.
Radzi jednak, by odbić od utartych szlaków. I odkryć takie skarby, jak dwie ikony — katalogi. Widnieje na nich ponad 200 kanonów wizerunku Madonny z Dzieciątkiem. Wielkości znaczka pocztowego każdy.
— Ciekawa jest gablota z młotkami, używanymi przez kolejnych papieży do rozbijania wrót w latach jubileuszowych. To prawdziwe dzieła sztuki jubilerskiej — przekonuje.
Z okien watykańskich muzeów roztacza się widok na ogrody papieskie — tam nie da się wejść bez zezwolenia. Nieduże, lecz pięknie zaprojektowane. Z roślinami ze wszystkich stron świata, sprowadzanymi przez papieży na przestrzeni wieków. Ozdobione fontanną w kształcie żaglowca i miniaturą groty z Lourdes.
— Komu dane było wejść do ogrodów w pierwszych latach pontyfikatu Jana Pawła II, często natykał się na papieża — siedzącego na ławeczce i zatopionego w brewiarzu... Zaplecza ogrodów kryją lądowisko dla helikopterów — tu papież zaczynał i kończył podróże. I stację kolejową Watykan. Z zawiadowcą, choć nie ma on wiele do roboty — ostatnio z papieskiej salonki korzystał Jan XXIII w latach 60. — twierdzi Stefan Załucki.
Wieczne Miasto
Polacy tak planowali wycieczki, by znaleźć się w Watykanie w środę lub niedzielę. Podczas audiencji generalnej albo modlitwy Anioł Pański.
— Utkwiło mi w pamięci wiele spotkań z Janem Pawłem II. Jedno szczególne — audiencja w Sali Klementyńskiej dla załogi statku Lew Tołstoj. Obywateli radzieckich, którym krakowski Orbis — czarterujący statki wycieczkowe w ZSRR — chciał podziękować za wspaniałą postawę podczas sztormu. Ci ludzie, głównie Ukraińcy, bardzo przeżywali spotkanie z Ojcem Świętym. Choć mogło się źle skończyć — papież potknął się o białą, haftowaną krajkę. Ktoś rzucił mu ją pod nogi. Byłby upadł, gdyby ochrona go nie podtrzymała... Ale on tylko spojrzał na moją grupę, pokiwał głową i uśmiechnął się... Podczas powrotu jedna z kobiet zalewała się łzami. Okazało się, że wkrótce miała żenić syna. W cerkwi, gdzie kapłan owija ręce nowożeńców krajką... W ten sposób chciała ją uświęcić. Papież to chyba zrozumiał — wspomina Stefan Załucki.
Do Watykanu ciągnęły tłumy — audiencja dla 2 tys. ludzi uważana była za niewielką, niemal prywatną...
— Raz zdarzyło się coś mistycznego. Podprowadziłam pod barierkę małego chłopca — Tomka z Wrocławia — by dobrze widział papieża. A on zatrzymał się przy dziecku i spytał: „Jak się masz Tomku, co tam we Wrocławiu?” Wprawiło mnie to w osłupienie. Grupa myślała, że coś szepnęłam papieżowi, ale nie zrobiłam tego... Z inną wycieczką nie zdążyłam na Anioł Pański — wyjątkowo organizowany w małej miejscowości pod Rzymem. Pędziliśmy przez pole, zrozpaczeni, że na darmo... Aż tu zatrzymała się limuzyna. Wysiadł z niej Ojciec Święty! Powiedział, że spóźniliśmy się, ale nic nie szkodzi. I pobłogosławił nas... Okazało się, że znaleźliśmy się przy lądowisku dla helikopterów. Potem maszyna przez chwilę zawisła nad nami. A Jan Paweł II wychylił się i jeszcze raz pobłogosławił... — opowiada Małgorzata Hałkowska.
Dziś zadajemy sobie pytanie — po co teraz jeździć do Rzymu? Nie ma już Jego uśmiechu, nowej energii wstępującej w ludzi po audiencji... Cóż, to Wieczne Miasto. Niesamowite, rzucające na kolana, zapierające dech. Mimo wszystko warto...