W rytmie flamenco

Magdalena Laskowska
opublikowano: 2007-02-09 00:00

Gdy wybija magiczna godzina 14, w sklepach i lokalach opadają żaluzje. Pustoszeją plaże i ulice miast. Nadchodzi pora sjesty.

Region namiętnego tańca, owocowej sangrii i wyluzowanych ludzi kierujących się zasadą: „co masz zrobić dziś, zrób jutro”.

Gdy wybija magiczna godzina 14, w sklepach i lokalach opadają żaluzje. Pustoszeją plaże i ulice miast. Nadchodzi pora sjesty.

Andaluzyjczycy są otwarci i uśmiechnięci, ale trudno tu spotkać ludzi znających języki obce. Spokój i luz mają we krwi. Region słynie z tradycyjnej sjesty. Wyludniają się wtedy plaże, puby i ulice miast. Jej nadejście zwiastuje charakterystyczny odgłos zasuwanych rolet, dobiegający — wraz z wybiciem 14. — ze sklepów i knajp. Pracownicy i właściciele lokali opuszczają żaluzje, by udać się na czterogodzinny wypoczynek.

— Śpimy, relaksujemy się, a wieczorem wracamy do pracy — przypomina Luis de Luna, sprzedawca w sklepie z pamiątkami w Granadzie.

Maniana, czyli jutro

W sezonie urlopowym, mimo sjesty, ulicami przewalają się tłumy turystów. Dopiero po dłuższym pobycie w Andaluzji przestawiają się oni na tryb lokalny i ucinają sobie drzemkę w środku dnia. To niewątpliwie przyjemny, aczkolwiek nieco niebezpieczny zwyczaj. No, bo jak po powrocie do kraju przekonać szefa do — bagatela — czterogodzinnej przerwy?

Andaluzja budzi się z poobiedniego snu około 18. i znów zaczyna tętnić życiem. Część urzędów i poczt nie wznawia jednak pracy, warto pamiętać, że załatwienie wielu spraw bywa tu niemożliwe po 14. Większość Hiszpanów podejmuje jednak po sjeście obowiązki służbowe i odpowiednio dłużej je wykonuje. Kończą koło 20 i później, a na spotkania towarzyskie umawiają się po 22. Do domów wracają o 1-2 nad ranem. Sjesta jest więc niezbędna, by nadrobić zaległości w spaniu.

Z tym zwyczajem ściśle się łączy pojęcie „maniana”, czyli jutro — większość mieszkańców regionu żyje wedle zasady: „co masz zrobić dziś, zrób jutro”. Choć Hiszpanie twierdzą, że to stereotyp, coś w tym jest.

— Nie spieszą się. Uwielbiają odkładać sprawy na ostatnią chwilę. Często trzeba przypominać im o spotkaniu czy sprawie, którą obiecali załatwić. Nie oznacza to, że nie dotrzymują słowa. Są honorowi, zrobią to, co obiecali, tylko nie wiadomo kiedy — śmieje się Kate Smith, Angielka pracująca w brytyjskim pubie w kurorcie Torremolinos.

Spleciony folklor

Andaluzja, a szczególnie jej główne miasto — Sewilla — to stolica flamenco. Początki tego tańca są trudne do ustalenia. Zaczął się rozwijać w XVIII w., a w XIX rozprzestrzenił się w całej Hiszpanii. W drugiej połowie XX w. nastąpił pełny rozkwit tej sztuki, uznawanej dziś za najpopularniejszą muzykę etniczną świata.

Prawdopodobnie flamenco stworzyli Cyganie, wplatając we własną, pozostającą pod wpływem hinduskim, kulturę elementy arabskiego i andaluzyjskiego folkloru oraz muzykę żydowską i hiszpańską. Flamenco wykonuje jeden tancerz, przeważnie kobieta. Towarzyszy jej gitara, klaskanie, rytm kastanietów i śpiew pozostający integralną częścią flamenco, choć pieśniarze — o charakterystycznie wibrującym chrapliwym głosie — często występują solo. Podobnie jak gitarzyści flamenco. Jednym z nich jest popularny, nie tylko w Andaluzji, Paco de Lucia.

— Flamenco wyraża uczucia przez śpiew, muzykę i taniec. Nie ma ustalonej choreografii, tylko umowne gesty, które tancerz wykorzystuje, improwizując, wsłuchując się w rytm gitary i w swoje wnętrze — wyjaśnia Juana Ramos, tancerka flamenco z Sewilli.

Taniec może być dynamiczny, agresywny lub mieć zabarwienie erotyczne. O mistrzostwie Cristiny de Hoyos, jednej z czołowych tancerek flamenco, świadczy to, że wykonuje go w całkowicie indywidualny sposób.

Bogate metropolie

Planując trasę zwiedzania, nie można zapomnieć o miastach, takich jak Sewilla, Granada czy Kordoba. Rozsławiły one Andaluzję daleko poza granicami Europy. Sewilla znana jest z monumentalnej katedry wybudowanej w latach 1402- -1506. Pięć przestronnych naw i duża kaplica główna kryją relikwie i skarby, m.in. pomnik nagrobny Krzysztofa Kolumba, gdzie rzekomo spoczywają szczątki podróżnika. Obok katedry wznosi się zamek Alkazar, siedziba muzułmańskich władców Sewilli. Nie można nie zakochać się również w Granadzie, mieście u stóp ośnieżonych szczytów Sierra Nevada. Od XIII do XV w. pozostawała ona stolicą ostatniego państwa muzułmańskiego w Hiszpanii.

Najwspanialszy z jego zabytków, XIII-wieczna Alhambra, to warowny zespół pałacowy. Arcydzieło architektury arabskiej wzniesione na porośniętym drzewami szczycie stromego zbocza. Lokalne przysłowie głosi, że kto nie widział Alhambry, ten nic nie widział. Zachwyt wzbudza nie tyle bryła pałacu, ile jego mistrzowskie zdobienia, drewniane sufity, koronkowe reliefy na tynkowanych ścianach oraz powtarzalność motywów splecionych ze sobą arabesek. Jednakże Granada to nie tylko bogactwo wnętrz Alhambry. To także zespół ogrodowy Generalife, niegdysiejsza letnia rezydencja emirów mauretańskich. Wybitny przykład islamskiej sztuki ogrodowej.

Wspaniałymi reliktami kultury islamu kusi także Kordoba, stolica kalifatu. Turyści podziwiają publiczne łaźnie, meczety i inne budowle w stylu arabskim, od których roi się także w żydowskiej dzielnicy Juderia. Do największych zabytków Kordoby należy Mez-quita-Catedral, budowana od VIII do X w., na początku jako meczet. Najciekawszy jego element — mihrab, nisza wskazująca kierunek Mekki — to arcydzieło mauretańskiej sztuki mozaikowej. Obok świątyni można znaleźć katolicki kościół i pozostałości z czasów antycznego Rzymu, takie jak Puente Romano, most z okresu rzymskiego, łączący brzegi Gwadalkiwiru. Arabowie wielokrotnie przerabiali go we własnym stylu, jednak zachował oryginalne fundamenty.