W środę giełdy w USA dowiodły swojej siły

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2002-06-26 22:16

Z dużej chmury mały deszcz – można by powiedzieć po środowej sesji za oceanem. Wiadomości o zawyżonych o 4 mld USD wynikach teleoperatora Worldcom doprowadziła do ogromnych spadków na parkietach świata. Paradoksalnie indeksy w USA praktycznie ich nie odczuły. Z odsieczą przybył Fed, którego komunikat inwestorzy odczytali jako nieco bardziej optymistyczny od poprzednich.

Wieści z WorldCom dobiły jedynie dwa sektory: telekomunikacyjny i finansowy. Po kilkanaście procent spadły kursy JDS Uniphase, Nortela i Lucenta, czołowych dostawców sprzętu dla sieci operatora. Śledztwo w sprawie przekłamań w księgach Qwest Communications doprowadziło za to do 60-proc. spadku wartości tego telekomu.

WorldCom jest zadłużony na około 30 mld USD. Agencja Moody’s błyskawicznie obniżyła rating tego długu. W obawie o niewypłacalność operatora sprzedawano papiery jego głównych wierzycieli, m.in. J.P.Morgan i Citigroup.

Z powodu kwartalnej straty mocno spadła wycena Micron Technology. Analitcy oczekiwali, że czołowy producent pamięci komputerowej zaprezentuje zyski.

Nastroje poprawił Alan Greenspan, szef Fedu. Zarząd amerykańskiej Rezerwy Federalnej utrzymał stopy procentowe na najniższym od 40 lat poziomie. Podstawowa stopa funduszy federalnych, wynosi nadal 1,75 proc., a stopa redyskontowa zaledwie 1,25 proc.

Bank Centralny uzasadnił w komunikacie, że jednakowe zagrożenie dla gospodarki stanowią obecnie nawrót recesji oraz presja inflacyjna. Władze monetarne USA dostrzegają wzrost popytu, ale jego dalsza dynamika pozostaje niepewna.

Fed nie zmienił stóp procentowych od grudnia ubiegłego roku. Zdaniem większości analityków, pierwszej podwyżki kosztów pieniądza można się spodziewać najwcześniej pod koniec tego roku.

ONO