Władze chcą dzięki skłonieniu mieszkańców Tokio do pracowania z domu zrobić miejsce dla ok. 920 tys. widzów igrzysk, którzy w ich trakcie mają przebywać każdego dnia w stolicy Japonii.

- Nie ma innej opcji tylko trzeba zwrócić się do zwykłych podróżnych komunikacji miejskiej, aby pozostali raczej w domu niż udali się do pracy – stwierdził Azuma Taguchi, profesor Uniwersytetu Chuo.
Alternatywą jest olbrzymi tłok, który może spowodować wypadki i opóźnienia, podkreślił.
W poniedziałkowym „Dniu zdalnej pracy” wzięło udział ponad 750 firm i organizacji. Firma telekomunikacyjna NTT Data Corp. ogłosiła, że ok. 7,6 tys. jej pracowników zrezygnuje z podróżowania komunikacją miejską w szczytowych godzinach 8:00-10:00.
Resort spraw wewnętrznych informuje, że zebranie i analiza danych o wpływie „Dnia zdalnej pracy” potrwa około miesiąc. W serwisach społecznościowych opinie są mieszane. Niektórzy zauważyli mniejszy tłok w komunikacji, inni twierdzą, że nie było żadnej zmiany.
Prof. Taguchi, który opracował symulację wykorzystania komunikacji podczas igrzysk powiedział, że aby „Dzień zdalnej pracy” przyniósł pozytywne skutki, z podróżowania komunikacją miejską musi zrezygnować co najmniej 20 proc. jej zwykłych użytkowników.