W urnach mniejszość – w Sejmie większość

opublikowano: 15-10-2019, 22:00

Po opublikowaniu przez Państwową Komisję Wyborczą (PKW) szczegółowych wyników wyborów partyjny zgiełk nie cichnie. Oceny zależą od kontekstu i oczekiwań.

Dla PiS zdobycie aż 235 mandatów w Sejmie było w 2015 r. niebiańskim szczęściem, natomiast obecnie identyczny dorobek przyniósł oczywistą ulgę, ale zarazem skażony został zawodem „tylko”… Na dodatek precyzyjnie analizujący realia prezes Jarosław Kaczyński nie ukrywa szoku po utracie Senatu. Sypie mu się bowiem cały plan rządzenia absolutnego w stylu z kadencji 2015-19. Telewizja Polska ku pokrzepieniu PiS upaja się… sumaryczną liczbą głosów zdobytych przez kandydatów tej partii do Senatu, chociaż taka kategoria w ogóle nie występuje w obwieszczeniu PKW. Liczą się wyłącznie zwycięstwa/porażki w rozliczanych odrębnie 100 okręgach jednomandatowych.

W stosunku do 2015 r. lista PiS otrzymała o ponad 2,3 mln głosów więcej.
Zobacz więcej

W stosunku do 2015 r. lista PiS otrzymała o ponad 2,3 mln głosów więcej. Marian Zubrzycki

Najbardziej obiektywną oceną wyniku PiS jest odniesienie liczby sejmowych głosów w urnach do wszystkich pełnoletnich Polaków. W 2015 r. zwycięska lista uzyskała 5 711 687 głosów, co stanowiło tylko 18,65 proc. uprawnionych, zatem tzw. dobrą zmianę popierał nawet nie co piąty dorosły Polak. Teraz PiS zebrało 8 051 935 głosów, co w odniesieniu do 30 253 556 uprawnionych stanowi 26,61 proc. Skok bardzo wyraźny, program tzw. państwa dobrobytu popiera już częściej niż co czwarty Polak. Przyrost urobku PiS w urnach o 2 340 248 głosów aż korci, żeby oszacować jego koszt. Przyjmując bardzo umownie, że na programy o wspólnej nazwie „plus” poszło np. 80 mld zł — wychodzi 10 tys. zł za jeden krzyżyk. Do tej umownej kwoty trzeba jeszcze doliczyć obietnice, których nikt już nie ogarnia.

Tytuł tekstu dotyczy brutalnej arytmetycznej prawdy, bardzo niewygodnej dla propagandy PiS. Zsumowanie dorobku wszystkich partii, które weszły do Sejmu, daje 10 247 871 głosów. A zatem nie-PiS łącznie zdobyło aż o 2,2 mln głosów więcej niż PiS. Tymczasem w mandatach samodzielni zwycięzcy górują nad resztą Sejmu w stosunku 235:225. Tak premiowana jest jedność, przyznana przez kodeks zgodnie z najlepszą metodą przeliczania wyborów proporcjonalnych — przy podziale kraju na okręgi — na mandaty. Opracował ją w XIX wieku profesorVictor D’Hondt, belgijski prawnik i matematyk. Jej mechanizm obrazuje zestawienie sejmowego dorobku partii z 13 października. Na pierwszym miejscu jest liczba mandatów zdobytych faktycznie, na drugim zaś — teoretyczna, która przypadłaby po zwyczajnym przeliczeniu proporcjonalnym ogólnej liczby głosów: Prawo i Sprawiedliwość — 235/202, Koalicja Obywatelska — 134/127, Sojusz Lewicy Demokratycznej — 49/58, Polskie Stronnictwo Ludowe — 30/40, Konfederacja Wolność i Niepodległość — 11/32, Mniejszość Niemiecka — 1/1. Widać wyraźnie, jak „wujek” D’Hondt przyznał premię PiS i troszkę także KO, natomiast zabrał maluchom. Notabene wartość jedności potwierdziła się w zupełnie innej ordynacji, większościowej jednomandatówce do Senatu — główne partie opozycyjne zawiązały spółkę anty-PiS i druga izba została jednak z rąk tzw. dobrej zmiany wyrwana.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu